Ludzie i style

Masz dziecko placek

Zdrowa pizza dla najmłodszych

Warzywny ogród na talerzu Warzywny ogród na talerzu Dorling Kindersley / Getty Images
Co powinny jeść dzieci? Kiedy chrupią chipsy albo słodkie batony, ogarnia nas niepokój. W wakacje problem się zaostrza.
Co dobrego za stołem?Marek Raczkowski/Polityka Co dobrego za stołem?
Barbara Adamczewska Barbara Adamczewska

Dzieciom zawsze czegoś zakazywano: był to prosty i skuteczny sposób na wychowywanie. Ilość i rodzaj jedzenia w większości rodzin dawnymi czasy regulowano bardzo ściśle. Współczesnym dzieciom mało czego się zakazuje, a one z ochotą z tego korzystają. Dziecięce otyłość i nadwaga stają się obecnie poważnym problemem. Odsetek zbyt „wykarmionych” sięga już u nas 20 proc. W wielu cząstkowych badaniach próbowano analizować jadłospisy domowe. Te w szkolnych stołówkach zawierają przeważnie dobre, pełne witamin i odżywcze dania, do dyspozycji dzieci są też jednak sklepowe półki pełne słodkich i tłustych przekąsek, ulepkowatych napojów, kolorowych cukierków. Zawsze można nie zjeść na szkolny obiad warzyw, ryby czy dania z sera, a wstąpić na mięsną zapiekankę lub hamburgera. Okazało się przy okazji, że dzieci dostają obecnie w diecie trzykrotnie więcej białka, niż potrzebują. Zbyt wysoka w ich organizmach jest zawartość sodu, co wynika z nadmiernego solenia, częste są niedobory wapnia, witaminy D. Wielu dzieciom brak witaminy C, kwasu foliowego. Zbyt rzadko jadają ryby, węglowodany (oprócz pieczywa i ziemniaków), bardzo niewiele strączkowych, za to zbyt dużo cukrów prostych zawartych w słodyczach. Dzieci jedzą, co chcą i co im najbardziej smakuje. A co najbardziej smakuje większości dzieci? Często to, co mniej zdrowe. Może dlatego u sporych grup badanych dzieci odkryto podwyższony poziom cholesterolu.

Mówimy często, że poprzednie pokolenia były zdrowsze, otyłe dzieci należały do rzadkości. Nawet dzieci chłopskie, nie żywione na co dzień obficie, w lecie miały łatwy dostęp do owoców (choćby leśnych), świeżych ogrodowych warzyw, czyli witamin. Także te bogatsze, dostatnio żywione, którym jednak nie dawano zbyt wielu surowych warzyw i owoców (w końcu XIX w. nakazywano gotować nawet zieloną pietruszkę), mniej pilnowane w czasie wakacji objadały się zieleniną i owocami. Słodycze, również ze względu na koszty, skąpo racjonowano. Kasze, razowa mąka w pieczywie – to dawało wiele energii. Choćby po to, aby wdrapywać się na wysokie drzewa. A zabawy dzieci współczesnych nie są tak wyczerpujące: według ankiet przeprowadzonych w szkołach amerykańskich i angielskich (u nas pewnie wyniki byłyby podobne) ponad 30 proc. dzieci nie wspięło się nigdy na drzewo, a niemal 20 proc. ma surowy rodzicielski zakaz zabawy w berka. Bo się spocą?

Jak ważne w dzieciństwie było jedzenie, świadczą liczne w literaturze wzmianki o wykradanym cieście, zielonych gruszkach obrywanych u sąsiada czy jagodach lub pachnących poziomkach w lesie (pamiętacie „Na jagody” Marii Konopnickiej?). Ciekawe, czy nasze dzieci będą wspominały aromat hamburgerów.

Dzieciństwo przed stu laty, nawet doskonale wspominane, nie było jednak lekkie. Rodziny zamożne karmiły dzieci, czasem do 10.–12. roku życia, niemal jak chorych. W książce Antoniego Teslara, kuchmistrza w domu Potockich i autora książki „Kuchnia polsko-francuska” z przełomu XIX i XX w., znajdujemy cały rozdział poświęcony kuchni dla dzieci. Jeśli najpierw przeczyta się jadłospisy i receptury dla dorosłej części rodziny, można się użalić nad dolą młodego pokolenia, które dostawało na „kolacyjkę” grysik na mleku, na „obiadek” – „kotlecik z kury” i „marmeladkę z jabłek”, podczas kiedy rodzice i goście jedli „tębaliki z bażanta á la reine” lub „langusty po parysku”. Dzieci do pewnego wieku nie siadały do wspólnego z dorosłymi stołu, jadały przy stole dla służby lub w pokoju dziecięcym. Jakże łatwo było ukarać niegrzecznego malca zabraniem deseru, który czasem był taki sam jak na stole rodziców i stanowił nie lada atrakcję. Kto nie chciałby zjeść „lodów marmurowych”, „roulade z biszkoptów” czy „zefirków z jabłek”?

Dzieci nie jadły do wieku wczesnonastoletniego czerwonego mięsa, lecz „rosołki”, „kurczaczki” i „cielęcinki” przyrządzone mdło (wedle panujących do końca XIX w. poglądów zbyt zdecydowane w smaku, a Boże broń pikantne jedzenie nie służyło dzieciom i młodzieży), wszelkie „grysiki”, „kaszki”, „bułeczki”, „rogaliczki”. Podawano im warzywa tylko w postaci gotowanej jarzynki. I nawet dla młodych Potockich mistrz Teslar nie wymyślił żadnej oprócz szpinaku.

Jak karmić dzieci współczesne? Na dobry początek proponuję sposób, jak przemycić całą masę warzyw, a jednocześnie sprawić dzieciom (i sobie) przyjemność – oto przepis na bardzo, bardzo zdrową pizzę.

Blog im. Piotra Adamczewskiego „Gotuj się!”, prowadzony przez Agatę i Barbarę Adamczewskie, zaprasza!

***

Warzywny ogród

Składniki: 3 niezbyt pełne szklanki mąki pełnoziarnistej, 5 dag drożdży, 1/2 szklanki mleka, 1/2 szklanki wody, 1/2 łyżeczki soli, płaska łyżeczka cukru, 4 łyżki oliwy z oliwek, 3 łyżki ketchupu

Na pokrycie: po pół papryki czerwonej, zielonej i żółtej, pół cukinii, 30 dag pomidorków cherry, mała czerwona cebula, pół brokułu, nieduża marchew, pietruszka, ewentualnie trochę konserwowej kukurydzy i fasolki, sól, pieprz, szczypta ziół prowansalskich lub łyżeczka posiekanych różnych świeżych, łyżka oliwy z oliwek, 2 plasterki pokrojonego w paski żółtego sera

Przygotowanie:

1. Do miski wlać ciepłej wody z mlekiem, dodać pokruszone drożdże i cukier. Kiedy zaczną wyrastać, dodać mąkę, oliwę i sól, chwilę wyrabiać i odstawić miseczkę, nakrywając ją ściereczką. Pozostawić na pół godziny do wyrośnięcia.

2. Pokroić cebulę w plasterki, podzielić na krążki. Pietruszkę, marchew i cukinię pokroić w paski kształtu frytek, brokuł na małe różyczki, pomidorki cherry na połówki. Wszystko razem wymieszać w misce z oliwą, solą i pieprzem, ziołami, dodać, jeśli jest, kukurydzę i fasolkę.

3. Ciasto rozciągnąć na blaszce, tworząc koło, posmarować ketchupem, po czym ułożyć na nim warzywa, a gdzieniegdzie kawałki sera. Piec w 180 st. C około 25 minut. Kto chciałby jeszcze tę pizzę wzbogacić, niech pod warzywa rozłoży pół puszki tuńczyka w sosie własnym. Smacznego!

Polityka 29.2017 (3119) z dnia 18.07.2017; Ludzie i style; s. 93
Oryginalny tytuł tekstu: "Masz dziecko placek"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Dramat zwierząt w przygranicznej strefie

Nikt naprawdę nie wie, ile zwierząt ginie na granicy polsko-białoruskiej. Ani też jak będą się rozmnażać, gdy ich ścieżki godowe zostaną przecięte murem. Ani na jakich zasadach strzelać będą w tym rejonie myśliwi, którzy już się szykują „na granicę”.

Agnieszka Sowa
25.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną