Ludzie i style

Jak zostać gwiazdą internetu w zaledwie dwa miesiące?

W 2017 r. pojawiło się blisko 13 mln treści sponsorowanych na Instagramie. W 2017 r. pojawiło się blisko 13 mln treści sponsorowanych na Instagramie. Hamza Butt / Flickr CC by 2.0
Do niedawna trzeba było się nieźle nagimnastykować, żeby stać się sławnym w sieci i atrakcyjnym dla reklamodawców. Dziś wystarczy zapłacić 100 zł i czekać na efekty.

Świat marketingu w dużej mierze należy do tzw. influencerów. Tradycyjna reklama odchodzi w niepamięć, co było do przewidzenia – ile razy można grać twarzą znanego aktora? Nadszedł czas konsumentów, którzy swój wybór uzależniają od liderów opinii, oczekując w zamian autentyczności, unikatowości, a przede wszystkim stałego kontaktu.

W ostatnich 12 miesięcach liczba wyszukań frazy „influencer marketing” wzrosła o 325 proc. – podaje portal Influencer Marketing Hub. Czyli coraz więcej osób postrzega ten zawód jako pomysł na życie. Kuszą zarobki (od 50 do 10 tys. zł za kampanię) i warunki. Pociąga też ewentualna popularność.

Influencerzy stają się atrakcyjnym kąskiem dla firm. W USA suma wydana na działania influencera przynosi siedmiokrotnie wyższe zyski.

Żeby jednak zaistnieć, trzeba być wytrwałym i mieć pomysł. Jednym z popularniejszych kanałów komunikacyjnych jest oczywiście Instagram. Z badań Influencer Marketing Hub wynika, że w 2018 r. wartość influencer marketingu wyniesie tutaj 1,7 mld dolarów, czyli pół miliarda więcej niż obecnie. Dwa lata temu w aplikacji opublikowano 3,6 mln wpisów sponsorowanych, w roku ubiegłym jeszcze ich przybyło (6,8 mln). A rok 2017 zdecydowanie należy do tego segmentu rynku – firmy opłaciły już blisko 13 mln treści. Szacuje się, że rok 2018 podwoi tę liczbę.

I choć liczy się jakość, bo treści mają przyciągać i mobilizować potencjalnych konsumentów do inwestowania w reklamowany produkt, to wiele firm spogląda przede wszystkim na zasięg posta, czyli liczbę obserwujących. Takie postrzeganie influence marketingu stwarza warunki dla czarnego rynku – w internecie pojawiają się ogłoszenia firm, które oferują zakup obserwujących. Jeśli wpiszemy na Allegro frazę „instagram followers like”, wyświetlą się nam użytkownicy, którzy proponują tego typu usługi. 500 obserwujących można kupić za 9,99 zł, tysiąc – za ok. 20 zł.

Sprawę zbadała agencja Mediakix, która postanowiła w tych obserwujących zainwestować. Stworzyła dwa konta fikcyjne: Calibeachgirl310, gdzie wstawiono zdjęcia Alex Rea, modelki z Los Angeles, oraz konto Wanderingggirl z fotografiami przedstawiającymi widoki z Paryża czy Maui (ściągane z banków zdjęć).

.Mediakix/mat. pr..

Przygotowanie profesjonalnej sesji na Calibeachgirl310 zajęło dokładnie jeden dzień. Pakiet fotografii wystarczył, by regularnie publikować posty. Profil podróżniczy urozmaicono zdjęciami modelki stojącej tyłem, żeby uwiarygodnić konto. Autorką została niejaka Amanda Smith – nieistniejąca amatorka fotografii.

Następnie wykupiono w jednej z agencji usługę zdobywania obserwujących. Dziennie na obu kontach przybywało około tysiąca fałszywych followersów. Dzięki temu potencjalni reklamodawcy mieli się nie zorientować, że konta są fikcyjne. W zaledwie dwa miesiące konto podróżnicze zyskało 50 tys. obserwujących, konto Calibeachgirl310 – 30 tys. Cena pozyskania odbiorców wahała się w granicach 3–8 dol. dziennie. Później zadbano o komentarze –12 centów za jeden, i lajki – 4–9 dolarów za tysiąc polubień.

Konta zarejestrowano na platformie zajmującej się współpracą marek z influencerami. W ten sposób nawiązano dwa kontrakty: z producentem alkoholi i produktów spożywczych, a także marką strojów kąpielowych. W ramach współpracy Mediakix otrzymało darmowe produkty lub wynagrodzenie pieniężne. Koszt wynajęcia agencji pozyskującej obserwujących szybko się zwrócił.

Eksperyment ma być przestrogą dla marek. Kont z dużą liczbą obserwujących będzie coraz więcej, a bez ich weryfikacji można paść ofiarą oszustów. Świat się zmienia, internet się zmienia, marketing powinien przystosować się do realiów i towarzyszących im zagrożeń.

.Mediakix/mat. pr..
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną