Ludzie i style

180 milionów euro za transfer osiemnastolatka. Czy ktoś tu jeszcze liczy pieniądze?

Kylian Mbappé Kylian Mbappé Gonzalo Fuentes / Forum
Tegoroczne okienko transferowe zamknęła wiadomość o transferze 18-letniego Kyliana Mbappé z AS Monaco do Paris Saint-Germain. W ten sposób rządzący paryskim klubem katarscy szejkowie spełniają swoją kolejną zachciankę.

To drugi najdroższy transfer w historii futbolu. Tym samym Manchester United, zeszłoroczny zwycięzca swoistego tour de force, jakim jest rynek transferowy, spadł na czwartą pozycję. 105 mln euro za Paula Pogbę zostało przebite przez 160, które FC Barcelona wydała na Ousmana Dembele, 222 mln PSG za Neymara i wczorajszy transfer Mbappé.

Kiedy się patrzy na te sumy, myśl o tym, że latem 1999 r. Jan Paweł II miał nazwać transfer Christiana Vieriego za nieco ponad 46 mln „obrazą biednych”, napawa konsternacją.

Mbappé jest na pewno wybitnie utalentowanym nastolatkiem, potwierdził to, strzelając 15 bramek w zeszłorocznym sezonie Ligue 1, bramkami w Lidze Mistrzów czy choćby wczorajszą zdobytą dla drużyny narodowej w meczu przeciwko Holandii. Czy w takim razie przyznawanie mu 180 milionów i statusu półboga w gratisie jest racjonalne? Z całą pewnością nie!

Legenda FC Barcelony Johan Cruyff przed kilkoma laty mówił o Neymarze, że „nie można, kupując 21-letniego piłkarza, płacić mu więcej niż zawodnikom, którzy wygrali z klubem wszystko”. Transfer Mbappé dokonuje się w obrębie ligi francuskiej, jest więc „transferem wewnętrznym”. Najwyższy taki transfer w historii polskiej ekstraklasy dotyczył przejścia Artura Sobiecha z Ruchu Chorzów do Polonii Warszawa i opiewał na astronomiczną sumę 1 mln euro.

Fair play jest dla słabych

Szef PSG Nasser Al-Khelaifi jeszcze kilka lat temu deklarował, że nigdy nie wydałby ćwierć miliarda (kwota odstępnego, którą trzeba zapłacić za Messiego) za piłkarza, ale najwyraźniej zmienił zdanie i dziś jego rozrzutność nie zna granic. Tym samym pobudza do podobnych działań inne kluby na kontynencie.

Na przykład Real Madryt, który zabezpieczając się przed łupieżczą polityką bogaczy z Bliskiego Wschodu, przedłużył kontrakty części swoich piłkarzy, wpisując w nie kwoty odstępnego, które mogłyby odstraszać. Teraz żeby kupić Isco lub Cristiano Ronaldo, bez konsultacji z ich pracodawcą, należałoby wydać kolejno 700 mln i miliard euro. To „efekt Neymera”, który najpierw stał się twarzą Mistrzostw Świata w Katarze, żeby później za petrodolary z promocji wykupić się z klubu.

Takie działanie miało dwa cele. Po pierwsze, znienawidzony przez sąsiadów Katar znalazł kolejny filar do obrony Mistrzostw Świata na swoim terenie. Po drugie, paryski klub w ten sposób obszedł przepisy fair play. Zakładają one tzw. wymóg rentowności – klub w okresie rozliczeniowym nie może zanotować wyższej straty niż 30 mln euro. Dlatego też wczorajszy zakup Kyliana Mbappé to „wypożyczenie”, a nie „transfer definitywny”.

W ten sposób „paryżanie” rozbiją wydatek na dwa lata. Trudno się dowiedzieć, jak PSG miałoby zmieścić się w kwocie 30 mln euro deficytu. Jeśli UEFA nie wyciągnie wobec klubu konsekwencji, pozostanie to taką samą tajemnicą jak wybór Rosji i Kataru na gospodarzy kolejnych mundiali.

Koniec świata Kopciuszków

Niby rozmawiamy o piłce, a tak naprawdę cały czas o pieniądzach. Patrząc na piłkarski mikrokosmos, trudno nie ulec wrażeniu, że w pewnym stopniu oddaje on globalne realia ekonomiczne. Potwierdzają to kolejne reformy Ligi Mistrzów. Turniej znany kiedyś jako Puchar Europy polegał na starciach mistrzów z danych państw w systemie pucharowym. To czasy, kiedy różnice między klubami Europy Wschodniej i Zachodniej nie były tak porażające, a dwukrotnie (rumuńskiej Steale Bukareszt i jugosłowiańskiej Crvenej zvezdzie Belgrad) udało się sięgnąć po najważniejsze trofeum na kontynencie.

Dziś Liga Mistrzów stanowi elitarny klub kilku najbogatszych drużyn w Europie, które uparcie dążą do zabetonowania swojego statusu. Coraz mniej w futbolu miejsca na romantyczne historie, takie jak ta, w której dysponujące niewielkim budżetem Leicester City mogło rzucić na kolana znacznie bogatsze kluby Premier League.

Kto wie, być może jedynym rozwiązaniem będzie stworzenie alternatywnej Ligi Mistrzów zrzeszającej kluby z lig o mniejszym potencjale niż angielska, niemiecka, włoska czy francuska?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną