Jak neonaziści ukradli Pepe

Żaba a sprawa polska
Jak to się stało, że pokraczna postać z komiksu stała się symbolem neonazistów? I dlaczego pomaga to wytłumaczyć zawłaszczanie polskich symboli narodowych, a nawet notowania PiS? Odpowiedzi na te pytania podpowiada memetyka.
Rysunkowy mariaż Trumpa i żaby Pepe
AN

Rysunkowy mariaż Trumpa i żaby Pepe

„To nie jest Pepe” – nawiązanie do pracy surrealisty René Magritte’a „To nie jest fajka”.
Ben Garrison

„To nie jest Pepe” – nawiązanie do pracy surrealisty René Magritte’a „To nie jest fajka”.

Pepe w naszych barwach narodowych
AN

Pepe w naszych barwach narodowych

Pepe przy polskiej granicy
AN

Pepe przy polskiej granicy

Pepe-Trump przy granicy USA
AN

Pepe-Trump przy granicy USA

Memy mutują. Idee ulegają zniekształceniu i przekształceniu. Tak zmutował mem „żaba Pepe”, stając się nazistowskim symbolem.
AN

Memy mutują. Idee ulegają zniekształceniu i przekształceniu. Tak zmutował mem „żaba Pepe”, stając się nazistowskim symbolem.

audio

AudioPolityka Michał R Wiśniewski - Żaba a sprawa polska

W maju tego roku ukazał się komiks Matta Furie przedstawiający uroczystości pogrzebowe. Nad trumną humanoidalnej żaby stoją jego barwni koledzy. Jeden z nich składa hołd zmarłemu, wylewając na niego butelkę alkoholu.

Żaba imieniem Pepe zakończyła żywot, bo autor postanowił ją zabić, żeby odebrać mem z rąk neonazistów. Nic to nie dało – zielona głowa z wyłupiastymi oczami nadal zdobi klapy działaczy alt-prawicy, pojawia się na plakatach, T-shirtach i transparentach skrajnych organizacji prawicowych i zwolenników prezydenta Trumpa. To gębą Pepego zasłonili twarze polscy narodowcy pozujący ze skradzioną tęczową flagą. To wszystko wina… sztabu Hillary Clinton. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Mniej więcej 15 lat temu sieć zmieniła się na zawsze. Statyczne strony zastąpiła Web 2.0, oparta na treściach wytwarzanych przez użytkowników. Internet z tablicy ogłoszeniowej pełnej przyklejonych karteczek zamienił się w nieokiełznany strumień treści. Aby zmieścić tę całą aktywność na serwerach, fora obrazkowe – takie jak japoński 2ch i jego amerykański klon 4chan – miały wbudowany mechanizm usuwania starych treści. W takich warunkach wspólnotę użytkowników można było zbudować jedynie przez powtórne wrzucanie tych obrazków.

Treści umiłowane przez społeczność wracały więc nieustannie, wzmacniając tym samym swoją pozycję. Tak powstała kultura memów internetowych. Sam mem to termin wymyślony cztery dekady temu przez Richarda Dawkinsa. W „Samolubnym genie” postulował potrzebę opisania reproduktora odpowiadającego za powielanie idei. Tak jak gen jest jednostką ewolucji biologicznej, tak nowa jednostka odpowiadałaby za ewolucję kulturową: przekazywanie pomysłów, zachowań czy języków.

Zielony symbol białej rasy

Kawałki informacji krążące po internecie zaczęto więc nazywać memami internetowymi. Dziś powszechnie mówi się tak na obrazki z hasłami, coś, co internauci tworzą w reakcji na bieżące wydarzenia (por. rubryka „Mamy memy” w POLITYCE), ale przez jakiś czas wydawało się, że oparta na dawkinsowskiej idei memetyka może być nauką, która wyjaśni, jak działa żywa kultura i reprodukcja idei. Ruch rozpoczęty w połowie lat 80. zyskał rozpęd wraz z rozwojem internetu; zaczęły ukazywać się czasopisma naukowe („Journal of Memetics” czy polskie „Teksty z ulicy”, wcześniej poświęcone badaniom miejskich legend). Nie wyszło. W 2005 r. „Journal of Memetics” zamieścił cztery eseje tłumaczące, dlaczego memetyka nie sprawdziła się jako nauka – i zawiesił działalność. Ale mimo to memetyka dostarcza doskonałego języka do opisu, co się dzieje z ideami.

W tym samym roku, w którym memetyka zwinęła żagle, wyszedł niezależny komiks Matta Furie „Boy’s Club”. Członkami „klubu chłopców” były nastoletnie potworki: Brett, Andy, Landwolf i żaba Pepe. Komiks śledził ich codzienne absurdalne życie; bezsensowne rozmowy przy jedzeniu hot dogów i grze w gry komputerowe. Jeden z odcinków pokazywał Pepego oddającego mocz na stojąco z opuszczonymi do kolan spodniami. Na pytanie kolegi, dlaczego tak robi, odpowiada, że to przyjemne uczucie („Feels good, man”). Kilka lat później kadr z zadowolonym z życia Pepem i tekstem w dymku „Feels good, man” stał się internetowym memem jako jeden z reaction images, obrazków wklejanych na forach, by wyrazić jakiś stan emocjonalny. Plastyczna fizjonomia Pepego sprawiła, że do obiegu trafiły jego inne wyrazy twarzy, takie jak smutna mina. Ta wersja Pepego stała się znana jako mem „smutna żaba”, idealny do ilustrowania np. refleksji nad przemijaniem („1990 był 40 lat temu”). Inwencja internautów połączyła go w parę z bladą postacią (zwaną Feel Guy), internetowym symbolem empatii (pochodzącym zresztą z polskiego internetu). Ale obrazki z żabą Pepe wyrażały także inne uczucia – np. wściekłość i zadowolenie z siebie. Ten ostatni („smug Pepe”), przedstawiający żabę z ironicznym uśmieszkiem i dłonią podpierającą podbródek, doczekał się różnych wersji kolorystycznych i przeróbek, w zależności od tego, kto czuł się taki zadowolony z siebie.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną