Wpadki autokorekty

Co autor miał na myśli
Autokorekta w sieci, esemesach i edytorach tekstów miała ułatwiać komunikację, ale czasem ją komplikuje. Bo naśladuje ludzi, którzy też nie są nieomylni.
Funkcja wirtualnej korekty dla przeciętnego użytkownika ma już pół wieku.
GaudiLab/PantherMedia

Funkcja wirtualnej korekty dla przeciętnego użytkownika ma już pół wieku.

Lingwiści boleją nad ubożeniem języka.
Getty Images

Lingwiści boleją nad ubożeniem języka.

audio

AudioPolityka Aleksandra Żelazińska - Co autor miał na myśli

Miało być „super”, wyszedł „supermarket”. Zamiast „plaży nudystów” – „plaża buddystów”. „Dziennikarze” w poważnym tekście publicystycznym okazują się „dziwkarzami”. „Rekolekcje wielkopostne” – rekolekcjami „wielkopsotnymi”. Chusta „jedwabna” – chustą „z Jedwabnem”. Górnolotne „niebo i ziemia” – „niebem i ziemniakiem”. Ktoś chciał witać gości „chlebem i solą” – powitał „chlebem i siłą”. Kto inny zajadał „świąteczne pierożki”, a wyszło, że „porażki”.

Można mnożyć przykłady językowych przeinaczeń popełnianych przez słowniki wmontowane w oprogramowania telefonów i innych wirtualnych narzędzi po to, by przyspieszać komunikację i zgadywać, co autor ma na myśli i chciałby przekazać. Dzieje się to, paradoksalnie, w dobie niepojęcie doskonalonych technologii, prac nad rozwojem sztucznej inteligencji i treści coraz częściej pisanych przez boty.

„Rzuć w towarzystwie hasło »autokorekta«, a wszystkim natychmiast się przypomni jakaś żenująca historia z wpadką językową w tle – pisze Gideon Lewis-Kraus w magazynie „Wired”. – Ale nie będzie wielką przesadą stwierdzenie, że w naszym mobilnym świecie nic nie asekuruje nas bardziej”. Funkcja wirtualnej autokorekty dla przeciętnego użytkownika ma już ćwierć wieku. Jej pomysłodawcy – grupa zapalonych programistów – pamiętają więc jeszcze czasy sprzed smartfonów i pierwszych telefonów z klawiaturą. Zaczął Microsoft, twórca najpopularniejszych dziś edytorów tekstu, już od 1993 r. wyposażonych w takiego strażnika poprawności językowej. Zespołem od języka dowodził zaś Dean Hachamovitch, który autokorektę opatentował, a wcześniej sumiennie wylistował najczęściej popełniane błędy. To on wpadł na pomysł (i opracował kod), by po kliknięciu spacji zachodziły zmiany w tekście, o ile były konieczne. Był specem od sztuczek. Dlatego w Microsofcie o jego zespole mówiło się: Department of Stupid PC Tricks.

Obama jak Osama

Program nadal skutecznie wyłapuje literówki i błędy ortograficzne. Co prawda wciąż ma kłopot z interpunkcją, która pozostaje na poziomie szkoły podstawowej i dość mylącej zasady „przecinek zawsze stawiamy przed że i przed który”. O innych niuansach polszczyzny (i nie tylko) nie wspominając. Program Microsoft Word stale też musi aktualizować bazę słów. Wersja z 2003 r. nie znała np. Baracka Obamy (konsekwentnie przekształcanego w „Boatmana Osamę”).

Programiści różnych innych branż poszli przed laty za ciosem. Choć w przypadku telefonii komórkowej chodziło nie tylko o to, by usprawnić pisanie, lecz także o to, by je w ogóle umożliwić, zwłaszcza osobom niepełnosprawnym, z zachwianą motoryką, z trudem trafiającym w maleńkie klawisze. Prekursorski słownik T9, wymyślony przez firmę Tegic Communications, pomagał pisać za pomocą tzw. ośmiu znaczących przycisków, odpowiadających cyfrom od 2 do 9. Pod każdą z nich zaszyfrowano kilka liter w kolejności alfabetycznej. Słownik domyślał się więc, jakiego wyrazu chcemy użyć, decydując się na jakąś konkretną kombinację cyfr. W przypadku dubli (wyrazów tworzonych z dokładnie tych samych liter) pozostawiał wybór, a słowa, których nie znał, sumiennie zapamiętywał.

I choć telefon z wybrzuszonymi przyciskami dzisiejszym nastolatkom może się wydawać muzealnym artefaktem, to autokorekta – w wersji dużo bardziej wyrafinowanej – jest już czymś oczywistym. I niezbędnym. Słownik T9, tak jak inne pokrewne słowniki numeryczne, został wyparty przez komputerowy model QWERTY i nowsze klawiatury mobilne, przystosowane do ekranów dotykowych. Czyli Swype (pionier, który właśnie wycofał się z rynku i zmienia profil działalności), SwiftKey, TouchPal czy Gboard od Google, które pozwalają pisać, nie odrywając palców, „mażąc po ekranie”.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną