Ludzie i style

Pracownicy Google protestują. Stawka jest duża

Pracownicy Google protestują. Stawka jest duża

Wiele wskazuje na to, że Google chciałby wrócić na lukratywny chiński rynek. Wiele wskazuje na to, że Google chciałby wrócić na lukratywny chiński rynek. Thomas Peter / Forum
Ponad tysiąc pracowników firmy Google sprzeciwia się planom dostosowania firmowej przeglądarki do wymogów chińskiej cenzury. To element dyskusji o etyce w świecie nowych technologii.

Kilka dni temu ponad tysiąc pracowników firmy Google wystosowało list do jej kierownictwa, sprzeciwiając się planom dostosowania firmowej przeglądarki do wymogów chińskiej cenzury. Dwa tygodnie temu istnienie takiego projektu – nazwanego Dragonfly i toczącego się od ponad roku – ujawnił serwis The Intercept. Protest jest dowodem na rosnącą świadomość etyczną programistów, gotowych krytykować własnych pracodawców za ich zdaniem nieetyczne decyzje.

Google chce wrócić na lukratywny chiński rynek

W tle tej sprawy jest kontrowersyjna kwestia powrotu wyszukiwarki na rynek chiński, który Google opuścił w 2010 r. Firma zrezygnowała wówczas z cenzurowania wyników wyszukiwania na skutek rosnącego sporu z chińską władzą oraz podejrzeń cyberataków na wyszukiwarkę. Wszystko wskazuje na to, że po ośmiu latach kierownictwo firmy postanowiło wrócić na ogromny – i lukratywny – rynek chiński.

Czytaj także: Orwell w chińskim wydaniu

Sztuczna inteligencja – tak, ale służąca dobru społecznemu

To nie pierwszy tego rodzaju protest. W kwietniu tego roku 4 tys. pracowników firmy podpisało list protestacyjny w związku z ujawnieniem Projektu Maven – kontraktu dla amerykańskiego Departamentu Obrony na rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, służące do analizy nagrań z wojskowych dronów. Kilkunastu pracowników postanowiło nawet odejść z firmy. W czerwcu Google opublikowało swoje „AI Principles” – zasady, którymi firma będzie się kierować, tworząc rozwiązania wykorzystujące technologie sztucznej inteligencji. Pierwsza z nich brzmi: „Rozwiązania AI powinny służyć dobru społecznemu”. A na liście „rozwiązań, których nie będziemy rozwijać”, znajdują się wszelkiego rodzaju bronie i inne technologie mogące skrzywdzić ludzi. Wszystko wskazuje na to, że przyjęte zapisy przynajmniej częściowo są skutkiem protestu i wewnętrznych debat o Projekcie Maven. Protestujący odnieśli więc sukces.

Autorzy listu przeciw projektowi Dragonfly odnoszą się właśnie do zapisów „AI Principles”. Domagają się większej przejrzystości działań, twierdząc, że nie zostali odpowiednio wcześnie poinformowani o projekcie. Postulują więc powołanie rady etycznej, w której zasiadaliby także szeregowi pracownicy firmy.

Czy Google posłucha protestujących pracowników?

W obydwu przypadkach pod protestem podpisała się niewielka część z ok. 90 tys. pracowników firmy. Jednak wśród sygnatariuszy znajdują się pracownicy kluczowych projektów dotyczących wykorzystania sztucznej inteligencji. Najlepsi informatycy wyspecjalizowani w metodach uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji są dziś dla internetowych gigantów na wagę złota. Bez nich firmy nie mają szans, by być konkurencyjnymi w obszarze, który powszechnie jest uważany za najważniejszą technologię dekady, a może nawet stulecia.

Pytanie więc, jak silny wpływ na decyzje podejmowane przez wielkie korporacje będą mieć protesty ich pracowników. Zaskoczeniem może być sam fakt ich mobilizacji. Zgodnie z obowiązującym stereotypem programiści powinni być osobami odciętymi od rzeczywistego świata, skupionymi wyłącznie na tworzeniu pięknego, efektywnego kodu. Protesty programistów z Google pokazują, że jest inaczej. Pracownicy firmy raczej nie mają powodów, by walczyć o prawa pracownicze – należą do najlepiej zarabiających i pracujących w najnowszych warunkach. Okazuje się, że są jednak gotowi walczyć o wartości, które ich zdaniem powinny przyświecać tworzeniu technologii.

Czytaj także: Komisja Europejska walczy z monopolem Google

Przysięga Hipokratesa dla programistów

Na razie o tego rodzaju nacisku ze strony pracowników słyszymy tylko z wewnątrz firmy Google, podczas gdy rozwiązania dla sektora wojskowego czy państw autorytarnych tworzy wiele innych czołowych firm internetowych. Jednak dyskusje o etyce, zaufaniu do technologii, a nawet „przysiędze Hipokratesa dla programistów” zataczają coraz szersze kręgi. Pytanie, czy działający pod hasłem „tech ethics” programiści będą jedynie sumieniem swojej branży, czy też siłą zdolną wpływać na korporacyjne decyzje. Stawka jest duża – firmy te muszą zdecydować, czy dla zysku są gotowe tworzyć dowolne rozwiązania, czy też zobowiążą się bronić fundamentalnych wartości.

Czytaj także: Czy szalone pomysły wielkich koncernów zmienią nasze życie?

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama