Ludzie i style

Głowa w grze

Psychiczne problemy sportowców

Kevin Love (na pierwszym planie), mistrz NBA z Cleveland Cavaliers, miewał ataki paniki. Kevin Love (na pierwszym planie), mistrz NBA z Cleveland Cavaliers, miewał ataki paniki. Gregory Shamus / Getty Images
Gdy gwiazdy sportu zaczęły mówić o własnej depresji czy wypaleniu, świat przestał udawać, że problem zdrowia psychicznego sportowców nie istnieje.
DeMar DeRozan, obecnie gwiazda San Antonio Spurs, zmaga się z depresją.Ethan Miller/Getty Images DeMar DeRozan, obecnie gwiazda San Antonio Spurs, zmaga się z depresją.

W Ameryce toczy się właśnie dyskusja o tym, jak wyznaczyć nowe granice pomiędzy wartym miliardy dolarów biznesem a prywatnością sportowców i tajemnicą lekarską. Po tym, jak sławni koszykarze NBA DeMar DeRozan i Kevin Love zwierzyli się w mediach ze swoich problemów z depresją i lękami, w chórze powszechnej akceptacji zaczęły także rozbrzmiewać postulaty właścicieli klubów ligi. A ci domagają się wglądu w akta medyczne świadczące o stanie zdrowia psychicznego zawodników. Trudno sobie wyobrazić, by w końcu te postulaty nie zostały spełnione również w innych dyscyplinach z finansowego szczytu świata sportu.

„W przerwie usiadłem na ławce. Czułem, jak wali mi serce, jak nie mogę złapać oddechu, a mózg chciał mi wyskoczyć z głowy. Trener coś krzyczał. Byłem przerażony. Nie byłem w stanie grać dalej” – opowiadał Love, mistrz NBA z Cleveland Cavaliers, o ataku paniki, który przydarzył mu się w trakcie meczu. On, a także zmagający się z depresją DeRozan są pierwszymi gwiazdami tego formatu w amerykańskiej koszykówce, które odważyły się na tak szczery coming out.

Ulga po porażce?

Sportowiec, który otwarcie przyznaje się np. do depresji, pokazuje, że potrafi komunikować się z samym sobą. To niezbędne. Druga perspektywa to łamanie pewnego tabu i pokazanie innym sportowcom, że nie są niezniszczalni – mówi dr Dariusz Parzelski, psycholog sportu z Uniwersytetu SWPS. – Jest też trzeci aspekt. To głos mówiący, że coś złego dzieje się w systemie sportu zawodowego, jeśli odsetek zaburzeń psychicznych jest w nim wyższy niż w populacji ogólnej.

Według badań przedstawionych przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Zawodowych Piłkarzy aż 38 proc. futbolistów zmaga się z depresją, stanami lękowymi i innymi problemami z psychiką – trzy razy więcej niż reszta społeczeństwa (13 proc.). 55 proc. takich piłkarzy gra w najlepszych ligach i występuje w europejskich pucharach.

Wszyscy pamiętamy tragiczne historie Adama Ledwonia czy Roberta Enkego – mówi Michał Żewłakow, 102-krotny reprezentant Polski, były piłkarz m.in. Legii i Polonii Warszawa oraz belgijskiego Anderlechtu, wymieniając piłkarzy, którzy cierpieli na depresję i popełnili samobójstwo. – Dziś presja, z jaką żyją znani sportowcy, jest większa niż kiedykolwiek. Są nie tylko szpiegowani, ale i rozliczani z każdego zachowania, osądzani za każdy występ i w tych sądach rzadko jest zrozumienie dla słabości.

Z tym ostatnim nie dają sobie rady nawet ludzie, których trudno posądzać o tremę, a co dopiero o mdłości czy drżenie nóg przed wyjściem na boisko. Widać to w spowiedzi Pera Mertesackera w „Der Spiegel”: 104-krotny reprezentant Niemiec, gwiazda Arsenalu Londyn, piłkarz, który rozegrał setki meczów o wielką stawkę, opowiadał wiosną, jak zdarzały mu się takie stany wyczerpania emocjonalnego, że przez trzy dni nie był w stanie wstać z łóżka. Podczas mundialu w 2006 r. w Niemczech był tak przerażony wizją błędu, który zawali drużynie mecz, że po porażce w półfinale z Włochami czuł… ulgę. Bo presja już się skończyła. Przy okazji, zastanówmy się, czy oglądając naszą reprezentację na mistrzostwach świata w Rosji, nie mieliśmy podobnego wrażenia?

„Nikogo nie interesuje, że zagrałeś dobrze dziesięć meczów z rzędu. Liczy się tylko ostatni. Gdy kibice mnie fetują, uczucie jest nie do opisania. Gdy mnie wygwizdują, idę na dno” – mówił Mertesacker w „Der Spiegel”.

Mogę się założyć, że 90 proc. sportowców boryka się z różnymi rodzajami problemów mentalnych, bo nieliczni są w stanie wytrzymywać napięcie i życie w nieustannym stresie. Stąd biorą się ucieczki w alkohol, hazard albo nawet próby samobójcze – dodaje Bogusław Leśnodorski, były prezes Legii Warszawa. – Nie znam piłkarza, który po meczu byłby w stanie normalnie zasnąć. Kiedyś rok sam tak funkcjonowałem – razem z drużyną, podczas meczów, zgrupowań, wyjazdów… Po jakimś czasie budziłem się nad ranem w hotelu i nie wiedziałem, gdzie jestem.

Epidemia depresji

Od tej refleksji nie jest wolna dyskusja wywołana w USA. John Lucas, trener ze sztabu Houston Rockets, cytowany w raporcie Jackie MacMullan ze stacji ESPN, stwierdził, że według jego doświadczeń co najmniej 40 proc. koszykarzy NBA ma kłopoty ze zdrowiem psychicznym. To rzesza 200 osób z ponad 500, które grają w Ameryce w koszykówkę na najwyższym poziomie rozgrywek.

To epidemia w naszej lidze. Mam na myśli wszystkie dolegliwości, od depresji, przez zaburzenia osobowości, lęki czy ADHD – powiedział Lucas. Inny trener drużyny NBA był jeszcze bardziej konkretny: „Mam w zespole trzech takich facetów, dwóch z nich przyjmuje leki. Czasem jest dobrze, czasem źle. Próbuję być delikatny, ale przecież nie jestem psychiatrą”.

Z jednej strony to wciąż temat tabu, z drugiej – każde wyznanie sportowej gwiazdy o własnej słabości przyjmowane jest z tym samym powszechnym poparciem i zrozumieniem. Przeżywaliśmy to cztery lata temu, gdy do depresji przyznała się narciarka Justyna Kowalczyk, a gesty solidarności i uznania za odważny krok słały do niej wszystkie jej największe rywalki. W NBA DeRozan i Love po pierwsze ośmielili innych – np. młody koszykarz Kelly Oubre Jr opowiedział o piekle, które samotnie przeżywa od dzieciństwa. Od dnia, gdy jego rodzinny dom został zniszczony przez huragan Katrina i jako dziewięciolatek przeniósł się z rodzicami do Houston. Po drugie, znacząca jest decyzja władz ligi, które utworzyły stanowisko dyrektora ds. zdrowia psychicznego zawodników i powołały na nie uznanego specjalistę dr. Williama Parhama. Jest też trzeci efekt otwartej debaty na ten temat: postulaty właścicieli klubów.

„Biznesmeni, którzy płacą setki miliony dolarów swoim gwiazdom, chcieliby pełnego dostępu do ich akt medycznych” – czytamy w raporcie MacMullan. Danny Ainge, prezes Boston Celtics, przekonuje, że chodzi o rozwiązanie największego problemu ze zdrowiem psychicznym sportowców: zidentyfikowanie zawodników, którzy potrzebują pomocy, i przekonanie ich do skorzystania z niej. „Możemy zaoferować im najlepszą opiekę na świecie. Znałem wielu, którzy woleli unikać pomocy, aż było za późno”.

W tej sprawie jest też biznesowy punkt widzenia, wiążący się oczywiście z minimalizowaniem ryzyka. Na przykład dziś kluby często rezygnują z angażowania gracza, który wraca na parkiet po ciężkich kontuzjach np. kolana czy mięśni, albo płacą mu poniżej jego rynkowej wartości, vide ostatni przypadek DeMarcusa Cousinsa, który w poprzednim sezonie zarabiał ponad 18 mln dol., a w tym, po zerwaniu ścięgna Achillesa, musiał zadowolić się pensją ponadtrzykrotnie niższą. Teoretycznie to samo może czekać sportowców, którzy borykają się z problemami psychicznymi, jeśli ich pracodawcy będą studiować diagnozy psychiatrów równie wnikliwie jak wskazania ortopedów czy chirurgów.

Dane o zdrowiu psychicznym są danymi wrażliwymi. Nikt nie wie, jak mogłyby być wykorzystywane, gdyby były ujawniane w negocjacjach kontraktowych – podkreśla dr Parzelski.

To samo powtarza się w Ameryce. Kevin Love zaznacza, że gdyby nie pełna poufność, nie czułby się na tyle komfortowo, by z własnej woli opowiedzieć o problemach, które go trapią. Jednak, jakkolwiek brutalnie to brzmi, interes sportowego cyrku nie musi rozróżniać chorego kolana od chorej głowy, choć w wielu przypadkach stan kolana może być bardziej dyskwalifikujący. Tym bardziej (zwłaszcza gdy w grę wchodzą gigantyczne pieniądze) można przypuszczać, że unormowanie sprawy dostępu szefów klubów do danych dotyczących zdrowia psychicznego zawodników jest tylko kwestią czasu. Nie tylko w amerykańskim sporcie. Również w Europie i w Polsce. Zwłaszcza że od dawna sferę mentalną piłkarzy, np. przed ściągnięciem ich do drużyny, bada się na odległość.

Im większa głowa, tym gorzej

Dobrze zorganizowany klub powinien wiedzieć wszystko o zawodniku, którego zamierza do siebie sprowadzić. Gdyby piłkarz, który ma za sobą setki dni w szatni, na boisku, na treningach w dobrze znającym się środowisku, miał problemy np. z depresją, gwarantuję, że nie byłoby to niespodzianką dla jego potencjalnego pracodawcy – uważa Leśnodorski.

Ale praktyka pokazuje, że kondycję psychiczną sportowca trudno klubowi kontrolować tak jak dyspozycję fizyczną. Przywołajmy raz jeszcze słowa Mertesackera na temat Roberta Enkego, z którym grał w Hannoverze i reprezentacji Niemiec: „Nawet ja nie zorientowałem się, jak źle z nim jest. To chyba coś mówi, prawda?”. Na to wskazuje też Mateusz Dróżdż, prezes Zagłębia Lubin.

Dostęp do wiedzy na temat zdrowia psychicznego zawodnika? Będzie to bardzo trudne, ale oczywiście widzę taką potrzebę, głównie w celu przeciwdziałania problemom, które najczęściej ujawniają się po czasie, jak hazard czy uzależnienia – mówi Dróżdż. Również dr Parzelski dostrzega w takim pomyśle pozytywne strony, o ile w hipotetycznym systemie będzie zatrudniany wykwalifikowany personel, a wrażliwe dane będą odpowiednio chronione. – Do drużyn nie zawsze są kupowani zdrowi zawodnicy. Nie ma sportowca ze zdrowymi kolanami i mówi się o tym otwarcie. Tylko w NBA 70 proc. koszykarzy gra z kontuzjami fizycznymi, bo obowiązuje zasada: „Płacimy wam tyle, byście walczyli z bólem i spełniali nasze oczekiwania”. A gdy kogoś boli, jego nastrój nie może być idealny. To jest ze sobą powiązane – mówi psycholog. – Najważniejsze pytanie w kontekście kondycji psychicznej sportowców brzmi: czy jesteśmy w stanie zapewnić im odpowiedni model wsparcia.

O tym, że coś się zmieniło z psychiką sportowców, świadczy anegdota Alexa Fergusona, legendarnego trenera Manchester United. Ferguson słynął z dość ofensywnej metody motywacyjnej. Nazywano ją „suszarką”: stawał twarzą w twarz ze swoim piłkarzem i z odległości kilku centymetrów w żołnierskich słowach wyrażał, co sądzi o jego postawie. Na pokolenie jego mistrzów z lat 90. (pokroju Ryana Giggsa, Roya Keane’a czy Paula Scholesa) to działało. Na nową generację piłkarskich idoli z United już nie. „Młodzi zawodnicy wyglądają groźnie z tatuażami i kolczykami, ale są bardziej krusi niż dawniej. Teraz niektórzy płaczą w szatni. Bryan Robson (13 lat w ManU) nigdy by tak nie zrobił. To dla mnie inny świat” – opowiadał Ferguson u schyłku swojej trenerskiej kariery.

W moich czasach „suszarki” były na porządku dziennym. Ale my jeździliśmy dużymi fiatami, a dziś piłkarze jeżdżą mercedesami – uśmiecha się Jan Urban, gwiazda polskiego futbolu z lat 80., obecnie trener. – Co się zmieniło? Wszystko: wychowanie, normy społeczne, ale i tempo życia, oczekiwania… Piłkarze gorzej niż kiedyś znoszą niepowodzenia. Też uważam, że w przyszłości sportowcy, szczególnie ci najlepiej opłacani, będą diagnozowani jeszcze wnikliwiej niż dziś, a przedmiotem tej diagnozy będzie również ich psychika.

Nie ma też co ukrywać: większe problemy ze skutkami napięć i stresów mają ludzie inteligentni. Ci mniej znoszą je łatwiej – dodaje Bogusław Leśnodorski. – Im większa głowa, tym gorzej, bo więcej przeżywasz, więcej rozumiesz i czujesz konsekwencje na przykład uzależnienia od środków przeciwbólowych.

Dla porównania anegdota z dawnego meczu o mistrzostwo Polski w koszykówce. W Mazowszance Pruszków grał Krzysztof Dryja, całkiem solidny zawodnik. W ostatnich sekundach miał rzucać dwa osobiste – jeśli trafi, Mazowszanka wygrywa. Trafił, więc po meczu dziennikarze ustawili się do niego w kolejce. „Panie Krzysztofie, nie denerwował się pan?”. „Nie. Tata mi powiedział, żebym się nie denerwował”.

Niewykluczone, że postulaty właścicieli klubów NBA dotyczące prześwietlania psychiki koszykarzy zostaną z czasem oswojone do tego stopnia, jak w piłce nożnej normą stała się obecność psychologów przy drużynach ligowych i narodowych. Jan Urban wspomina swoje zaskoczenie, gdy jego trener w hiszpańskiej Osasunie Pampeluna zasugerował mu pomoc psychologiczną, bo w kilku meczach nie strzelił gola.

Piłkarz do psychologa? A co powiedzą koledzy? Ale pomyślałem: czemu nie? Po pierwszej wizycie zdobyłem bramkę w kolejnym meczu – opowiada Urban.

Nieoczekiwanie, po swoim wyznaniu o atakach paniki, Kevin Love w sierpniu podpisał nowy, wyższy kontrakt z Cleveland Cavaliers. Za cztery lata gry zarobi 120 mln dol. Gdyby wracał na parkiet po operacji kolana, mógłby liczyć co najwyżej na dwie trzecie tej sumy.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czy internet pomaga w zakochaniu się i utrzymaniu związku?

Czy sieć ułatwia ludziom miłość?

Aleksandra Żelazińska
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną