Ludzie i style

Facebook wreszcie zauważył problem rasizmu

Mark Zuckerberg Mark Zuckerberg Charles Platiau / Forum
Od nadchodzącego tygodnia na największym portalu społecznościowym świata powinno być mniej rasizmu. Algorytmy dostały nowe wytyczne.

Facebook przekonuje, że robi postępy w usuwaniu nienawiści ze swoich platform, ale w tym samym akapicie dyplomatycznie dodaje, że ma jeszcze w tym zakresie dużo pracy do wykonania. Korporacyjna nowomowa? Z jednej strony pewnie tak, z drugiej – chyba także dosyć trzeźwa i szczera diagnoza rzeczywistości. Nie mamy stuprocentowo skutecznych narzędzi do walki z hejtem i złem w mediach społecznościowych. A co dopiero w społeczeństwie jako takim.

Czytaj także: Czy to już początek końca Facebooka?

„Biały nacjonalizm” na Facebooku

Koncern wydał oświadczenie, w którym informuje, że na Facebooku i Instagramie będzie obowiązywał zakaz publikowania treści popierających „biały nacjonalizm” i „biały separatyzm”. Zakazane będzie nie tylko wyrażanie takich poglądów, ale także umieszczanie pochwał i wyrazów wsparcia dla nich.

„Przeprowadzone przez nas w ostatnich trzech miesiącach rozmowy z członkami społeczeństwa obywatelskiego i naukowcami, którzy są ekspertami w stosunkach rasowych na całym świecie, potwierdziły, że białego nacjonalizmu i białego separatyzmu nie można w znaczący sposób oddzielić od białej supremacji i zorganizowanych grup nienawiści” – czytamy w oficjalnym komunikacie Facebooka.

Portal twierdzi, że zrobił własny przegląd różnych środowisk, które w swojej polityce określa jako „niebezpieczne osoby i organizacje”. Wyniki potwierdziły, że biały nacjonalizm i biały separatyzm pokrywają się z poglądami o białej supremacji. Użytkownicy nadal będą mogli wyrażać dumę ze swojego dziedzictwa etnicznego, ale portal nie będzie tolerował treści popierających biały nacjonalizm i separatyzm.

Czytaj także: Czy da się walczyć z językiem nienawiści

Traumy moderatora internetowego

Media społecznościowe można czyścić na dwa sposoby: ręcznie, stawiając człowieka przed komputerem, i automatycznie, dzięki algorytmom. Facebook pochwalił się zresztą w tym samym oświadczeniu, że w ostatnich latach ulepszył umiejętność korzystania z uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji w procesie znajdywania materiałów grup terrorystycznych.

Algorytm nie odczuwa emocji, inaczej jest z ludźmi. Facebook zatrudnia bezpośrednio lub poprzez podwykonawców tysiące moderatorów wyłapujących treści zawierające mowę nienawiści, akty przemocy czy pornografię. Casey Newton z portalu technologicznego The Verge przeprowadził niedawno kilkumiesięczne śledztwo dziennikarskie i opisał codzienną pracę takich moderatorów. Tytuł tekstu mówi zresztą wszystko: „Piętro traumy”.

Czytaj także: Klasowe, rasowe i płciowe aspekty technologii cyfrowych

Portal Motherboard już w zeszłym roku dotarł do dokumentów szkoleniowych dla moderatorów Facebooka. Wynikało z nich, że treści promujące zorganizowane grupy nienawiści i przywódców takich organizacji zostały zakazane i powinny zostać usunięte, ale zwroty takie jak „jestem dumnym białym nacjonalistą” czy „Stany Zjednoczone powinny być narodem wyłącznie białym” były przytaczane jako akceptowalne punkty widzenia.

Biali nacjonaliści szukają miejsca w sieci

Facebook odrabia więc smutną lekcję. Zmienia swoją politykę i bierze się za treści promujące biały nacjonalizm dwa tygodnie po tragicznych atakach na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii, w których zginęło 50 osób. Prawicowy zamachowiec transmitował swój atak przez kilkanaście minut na Facebooku.

Joan Donovan, dyrektor projektu badawczego ds. technologii i zmian społecznych na Uniwersytecie Harvarda, w rozmowie z dziennikiem „The Guardian” przewiduje, że część takich grup i organizacji przygotuje rebranding, i zastanawia się, czy portal Marka Zuckerberga pozwoli im na dalszą działalność. Przestrzega też inne platformy, by przygotowały się na napływ białych nacjonalistów z Facebooka.

Czytaj także: Skandale nie zniechęciły reklamodawców. 15 lat Facebooka

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną