Ludzie i style

Narciarskie święta

Narciarskie święta Narciarskie święta mat. pr.
Święta połączone z nartami, spędzone w ustronnej górskiej osadzie na krańcu doliny bądź na wysokości, skąd gwiazdy robią wrażenie, jakby były na wyciagnięcie ręki – to właśnie gwarantują Alpy.

Dla narciarza zima w grudniu jest czasem wymarzonym. Owszem, bywa mroźno, ale przecież właśnie dzięki temu śnieg ma doskonałą jakość. Jest sypki i nośny, nie czekają więc nas – co często zdarza się zwłaszcza późną wiosną – męczarnie w mokrej brei. Rzadziej niż wiosną grozi nam też wtedy ciepły fen (to w Alpach, bo w Tatrach wieje halny J). A jeśli nawet akurat zadmie, to można być pewnym, że rychło będziemy świadkami pokaźnych opadów. Co też ma zalety: cóż bowiem piękniejszego od widoku pokrytych świeżą warstwą śniegu stoków i lasów, o samych zjazdach w puchu nie wspominając. Swoje robi nawet to, że noc zapada wcześnie – na nartach jeździ się wprawdzie krócej, lecz i jest więcej czasu do zrelaksowania się wieczorem.

Jeśli na dodatek grudniowa wyprawa przypadnie na okres świąt (a potem i Nowego Roku), to dochodzi do tego ich samych niepowtarzalna atmosfera w górach.

Jeśli chce się spędzić święta na nartach w Alpach, lecz w nastroju najbliższym polskiemu, to najlepiej pojechać do którejś z zacisznych dolin Włoch, Tyrolu bądź Ziemi Salzburskiej. Gospodarze tamtejszych hoteli czy apartamentów potrafią zapewnić gościom rodzinny, domowy wręcz, klimat. Symbolem niech będzie już to, że najsłynniejsza kolęda świata – Stille Nacht (Cicha noc) powstała w 1818 w wiosce Oberndorf bei Salzburg, zaś rodzime Wśród nocnej ciszy – ledwie 35 lat później, a Bóg się rodzi nawet już w 1792 roku.

Jeśli chce się spędzić święta na nartach w Alpach, lecz w nastroju najbliższym polskiemu, to najlepiej pojechać do którejś z zacisznych dolin Włoch, Tyrolu bądź Ziemi Salzburskiej.mat. pr.Jeśli chce się spędzić święta na nartach w Alpach, lecz w nastroju najbliższym polskiemu, to najlepiej pojechać do którejś z zacisznych dolin Włoch, Tyrolu bądź Ziemi Salzburskiej.

Ale można też wybrać się w Alpy francuskie. Bo, prócz równie zacnej kultury świętowania, maja one dodatkowe atuty. Otóż już sama powierzchnia tamtejszych gór zapewnia niespotykaną gdzie indziej różnorodność – zarówno stoków, jak możliwości zakwaterowania przybywających na zimowy urlop. Goście mogą zatem wybrać stare narciarskie wioski, położone zwykle, co ważne, w oddalonych od głównych szlaków, a więc zacisznych, dolinach – o pięknej zwykle tradycji i wynikającej z niej atmosferze, a nadto otoczonych często słynnymi i ważnymi dla historii narciarstwa trasami zjazdowymi.

Lecz mogą też nocować w charakterystycznych dla Francji stacjach budowanych wysoko na stokach w okresie turystycznego boomu lat 60. i 70. ubiegłego stulecia. Owszem, od początku miały one wielu krytyków, którzy uznawali je za gwałtem na górskim krajobrazie oraz na duchu samego narciarstwa. Szczęśliwie więc z czasem uznano te racje i zaczęto także tego rodzaju ośrodkom nadawać bardziej klasyczny pod względem estetyczno-architektonicznym charakter. Ich zasadniczy walor – położenie wysoko na stoku pozostał przy tym oczywiście w mocy.

Za symbol takiej różnorodności służyć może sabaudzki obszar Espace Killy. Składają się nań bowiem, z jednej stroni grani masywu Toviere, zbocza Val d’Isere w dolinie Tarentaise. To jedno z najważniejszych miejsc w dziejach narciarstwa. Dość powiedzieć, że pierwszy wyciąg postawiono tam już w 1930 roku i że to tam dorastał, a potem brawurowo wygrywał, Jean Claude Killy – największy francuski alpejczyk. Potem zresztą wyznaczał on trasy zmagań młodszym, a jedną z bramek na zboczu górującej nad Val d’Isere Rocher de Bellevarde można podziwiać do dziś, bo to de facto… dwie położone tuż koło siebie skały. Stoki te były między innymi areną alpejskich zmagań igrzysk w Albertville w 1992 roku, a do dziś rok w rok rozgrywane są na nich zjazdy, supergiganty i giganty Pucharu Świata. Co zaś w święta może być istotne: tamtejszy kościół parafialny pochodzi z roku 1664, co nadaje choćby bożonarodzeniowym obrzędom szczególnego wymiaru.

Święta połączone z nartami, spędzone w ustronnej górskiej osadzie na krańcu doliny bądź na wysokości, skąd gwiazdy robią wrażenie, jakby były na wyciagnięcie ręki – to właśnie gwarantują Alpy.mat. pr.Święta połączone z nartami, spędzone w ustronnej górskiej osadzie na krańcu doliny bądź na wysokości, skąd gwiazdy robią wrażenie, jakby były na wyciagnięcie ręki – to właśnie gwarantują Alpy.

Z drugiej natomiast strony grani Toviere rozpościerają się zbocza Tignes – wzniesionego ponad pół wieku temu w samym sercu gór (bo na poziomie 2100 m n.p.m.) i niemal od zera (bo tylko na miejscu osady pasterskiej) kompleksu wielkich apartamentowców dla narciarzy. Szczęśliwie i w Tignes toporne zwykle blokowiska w ostatnich latach poddano architektonicznej metamorfozie (poprzez chociażby przez okładanie betonowych ścian drewnem), więc nabrały już alpejskiego charakteru.

Cały obszar to około 300 kilometrów przygotowanych tras (plus niezmierzone połacie do jazdy terenowej). Opleciony jest naturalnie siecią szybkich wyciągów – dla wygody gości miejscami dość gęstą, lecz dzięki rozległości terenu wcale nie wywołuje to przytłaczającego wrażenia. Częścią Espace Killy są nadto, co w grudniu bywa istotne, aż dwa dostępne dla narciarzy lodowce: Pissaillas (w rejonie Val d’isere) i Grande Motte (godny wyróżnienia z racji rzadko spotykanych w takich miejscach sporych nachyleń stoków oraz pięknego widoku na Mont Blanc).

Wybierając się zatem na świąteczny wyjazd do Espace Killy można albo cieszyć się zacisznością Val d’Isere albo oglądać z bliska, bo z 2100 m n.p.m., gwiazdy w Tignes. A przede wszystkim w obu przypadkach mieć do dyspozycji wielkie przestrzenie do jazdy na każdym poziomie zaawansowania.

Jeszcze bliżej gwiazd będą mieli ci, którzy na miejsce świątecznego wyjazdu wybiorą Val Thorens – jedną ze stacji Trzech Dolin. Z racji ok. 600 km połączonych wyciągami tras (oraz 10 500 hektarów do jazdy off piste) Les Trois Vallées reklamują się jako „największy obszar narciarski świata”. Sama stacja, wybudowana na 2300 (!) m n.p.m. dosłownie u stóp jednego z tamtejszych lodowców Peclet oraz okolicznych trzytysięczników – zwłaszcza Cime de Caron, jest zaś „najwyżej położoną wioską narciarską” Europy (nie licząc naturalnie wysokogórskich schronisk).

Dla narciarza zima w grudniu jest czasem wymarzonym.mat. pr.Dla narciarza zima w grudniu jest czasem wymarzonym.

Lecz znowu: ci, którzy wolą kameralne kwatery i nastroje, mogą w Trzech Dolinach zatrzymać się w zacisznym miasteczku Bridges-les-Bains na dnie doliny (a więc na 600 m n.p.m. ). Zwłaszcza, że stamtąd też łatwo można się dostać na stoki obszaru – ekspresowa gondola transportuje chętnych do centralnej jego części, czyli Meribel. Niebagatelnym atutem noclegu w Bridges-les-Bains są również zacne termy.

Niezapomniane muszą być też świąteczne narty spędzone w Chamonix – miejscu legendarnym nie tylko z racji tego, że góruje nad nim najwyższy szczyt kontynentu, czyli Mont Blanc (4808 m n.p.m.), ale także dzięki bogatej alpinistycznej i narciarskiej właśnie tradycji.

Jeśli ma się szczęście i w wigilijną czy noworoczną noc trafi na bezchmurne niebo, to widok oświetlonej gwiazdami białej kopuły Mont Blanc z ryneczku Cham (tak o miasteczku mówią miejscowi i stali bywalcy), pozostanie w pamięci na zawsze. A szczyt wskazuje tam posągowa ręka Jacquesa Balmata, pierwszego jego – w 1786 roku – zdobywcy, uhonorowanego po latach monumentem na centralnym placu.

Z kolei okoliczne zbocza oferują niezliczone warianty zjazdów, z których najsłynniejszy i piękny widokowo wiedzie z Aiguille du Midi (kolejka linowa wywozi chętnych na 3842 m n.p.m.) przez Vallée Blanche i Mer de Glace – Morze Lodu. W grudniu lodowe szczeliny bywają jednak wciąż niedostatecznie przykryte śniegiem, szlak może być więc jeszcze ryzykowny – tak czy tak zresztą trasę tę warto pokonywać pod opieką miejscowego przewodnika.

Zresztą z czysto narciarskiego punktu widzenia dużo większe wyzwania czekają śmiałków chociażby w puchach Les Grands Montets – masywu górującego nad sąsiadującą z Cham osadą Argentiere.

Wreszcie, last but not least, święta to także kuchnia. A ta francuska nie bez racji cieszy się wielkim poważaniem. I nic to, że wśród świątecznych potraw nie znajdziemy tam pewnie smażonego karpia.

Krzysztof Burnetko na portalu „Polityki” prowadzi blog „W śniegu i po śniegu”, jest też redaktorem naczelnym „Ski Magazynu”.

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama