Ludzie i style

Robert Lewandowski drugi. Złota Piłka dla Leo Messiego

Robert i Anna Lewandowscy na gali wręczenia Złotej Piłki Robert i Anna Lewandowscy na gali wręczenia Złotej Piłki Benoit Tessier / Forum
Po raz siódmy wygrywa Lionel Messi. Robert Lewandowski na drugim miejscu, ale wyjeżdża z Paryża z tytułem najlepszego napastnika 2021 r. Argentyńczyk w końcowej mowie docenił klasę Polaka.

Leo Messi stwierdził, że napastnik Bayernu zasłużył na Złotą Piłkę w ubiegłym roku i powinien mieć tę nagrodę w domu. Tyle że wówczas plebiscyt został odwołany z powodu pandemii.

Historyczne osiągnięcie Lewandowskiego

Messi miał najbliżej do miejsca uroczystości, jest przecież zawodnikiem Paris Saint Germain. Pojawił się w Theatre du Chatelet z trzema synami. Wyglądało to na małą demonstrację siły. Aż strach pomyśleć, co będzie się działo na futbolowych boiskach, gdy się okaże, że chłopcy odziedziczyli talent po tacie.

Lewandowski nie sięgnął po najwyższe trofeum, ale drugie miejsce to także historyczne osiągnięcie Polaka. Wcześniej najwyżej, na trzecim miejscu, byli Kazimierz Deyna (1974) i Zbigniew Boniek (1982). Oby w kolejnych sezonach nasz najlepszy piłkarz liczył się w tej rywalizacji.

Dużo nadziei, ale jeszcze więcej niepewności towarzyszyło kibicom przed poniedziałkowym wieczorem. Przecieki, a może raczej plotki nie były łaskawe dla Polaka. Lionel Messi był tym, na którego stawiano najczęściej. Mówiło się także o Jorginho i Karimie Benzemie. Mimo to w Polsce rzadko dochodziły do głosu argumenty przemawiające za innymi niż napastnik Bayernu nazwiskami. Trzymaliśmy się twardo stanowiska, że tylko nasz Robert jest godny wyróżnienia. Tym bardziej że wcześniej, mimo wielu nominacji, był niedoceniany. Lewandowskiemu to trofeum po prostu się należy. Takie opinie przeważały. Niestety nie wśród tych, którzy o tym decydowali.

Problem polegał na tym, że wśród 180 głosujących dziennikarzy tylko jeden jest Polakiem (Maciej Iwański z TVP). Warto też uświadomić sobie, że liczba goli nie jest jedynym kryterium oceny. Głosujący powinni brać również pod uwagę wyniki zespołów, postępowanie fair play, skalę talentu i… całokształt kariery. Ten ostatni czynnik, jeśli odczytywać go wprost, jest dość kuriozalny. W ten sposób historia przemawiałaby za Ronaldo i Messim jeszcze przez wiele lat.

Ci, którzy stawiali na Argentyńczyka, nie robili tego wyłącznie z przyzwyczajenia. W podupadającej Barcelonie rzeczywiście było źle. Puchar Króla to stanowczo za mało, żeby uznać sezon za udany. Tuż po jego zakończeniu okazało się, że katalońskiego klubu nie stać na swojego największego zawodnika. Ale Copa America to był właśnie turniej Messiego i reprezentacji Argentyny. Messi, najwartościowszy gracz całej imprezy, wreszcie uniósł bardzo ważny puchar za grę reprezentacji.

Gdybyśmy mieli lepszą reprezentację...

Można tylko żałować, że Złotej Piłki nie przyznawano za 2020 r. Wówczas porównanie osiągnięć RL z jego konkurentami wypadało zdecydowanie na korzyść naszego reprezentanta. Puchar Ligi Mistrzów z Bayernem i strzeleckie rekordy dałyby chyba bezapelacyjne zwycięstwo. Redakcja „France Football” uznała jednak, że w dziwnym pandemicznym roku konkurs nie powinien zostać rozstrzygnięty.

W tym roku w jednej klasyfikacji Lewandowski nie ma sobie równych. Chodzi o zdobyte bramki. W okresie podlegającym ocenie (od początku roku do 24 października) były 54. Pasjonowaliśmy się wyścigiem po rekord w jednym sezonie Bundesligi. Stary mistrz Gerd Muller miał ich 40, Polak od tego roku jest lepszy o jedną bramkę. Gorzej było z klubem i reprezentacją. Mistrzostwo Niemiec oczywiście nie było zagrożone, ale sukcesu w Lidze Mistrzów nie udało się powtórzyć (być może m.in. z powodu kontuzji Polaka). Klubowe mistrzostwo świata nie ma takiego ciężaru gatunkowego jak Champions League. No i reprezentacja. Gdyby kapitan Lewandowski poprowadził kolegów do mistrzostwa Europy, wówczas ze spokojem czekalibyśmy na werdykt. Rzeczywistość była jednak dość okrutna.

Kolejny raz Złota Piłka trafiła też do najlepszej piłkarki. Jej właścicielką została 27-letnia Alexia Putellas z Barcelony. Ta rywalizacja coraz bardziej wychodzi z męskiego cienia. Nie tylko podczas ceremonii w Paryżu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Franciszek szokuje, gdy mówi o wojnie. O co mu chodzi?

Papież Franciszek wprowadził pół świata w osłupienie swoimi komentarzami na temat wojny w Ukrainie. Kręci, lawiruje i nie chce wprost nazwać najeźdźców – najeźdźcami, a ofiar – ofiarami agresora. Trudno też pojąć, czemu Franciszek chce jechać do Moskwy, do której i tak go nie zapraszają, i rozmawiać z Putinem. Bo tylko on ma klucze do bram pokoju?

Adam Szostkiewicz
12.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną