Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Ludzie i style

Wytrząść traumę z ciała

Wytrząść traumę z ciała. Najlepiej w social mediach. Czy to kolejna modna bzdura?

Czy drżenie na dywanie szkodzi? Raczej nie. Czy drżenie na dywanie szkodzi? Raczej nie. Shutterstock
Coraz więcej osób kładzie się na dywanie i zaczyna się trząść – celowo. Czy to kolejna modna bzdura? A może skuteczna metoda ograniczająca stres?

Na filmikach wygląda to niepokojąco: dorosły człowiek leży na podłodze i wibruje całym ciałem niczym sprzęt AGD w ostatniej fazie prania. Podpis objaśnia, że właśnie uwalnia traumę zablokowaną w powięziach. W komentarzach entuzjaści piszą o przełomie i odzyskanej wolności. Sceptycy – że to kolejna bzdura. Prawda leży gdzieś pośrodku.

Ćwiczenia somatyczne przeżywają renesans. Na YouTube roi się od filmików z TRE (Tension and Trauma Releasing Exercises) – sekwencją ruchów mających wywołać kontrolowane drżenie ciała. Twórcą metody jest David Berceli, terapeuta traumy i psychoterapeuta bioenergetyczny. Zaobserwował, że zwierzęta po stresującym wydarzeniu instynktownie drżą, rozładowując nadmiar napięcia.

U ludzi działa rzekomo podobny mechanizm – tyle że zwykle go świadomie hamujemy, choćby ze względów kulturowych. Hipoteza brzmi logicznie: skoro mamy wbudowany „reset” dla układu nerwowego, może czasem warto go świadomie aktywować? Zwłaszcza że we współczesnym świecie drapieżniki atakują nas dzień w dzień.

I tu dochodzimy do sedna. Drżenie oczywiście istnieje i ma swoje miejsce w fizjologii – pomaga rozgrzać przemarznięte ciało albo sygnalizuje przemęczenie mięśni. Brakuje jednak mocnych naukowych dowodów na to, że TRE leczy traumę albo „wytrząsa” ją z tkanek. Powięź jest ważną tkanką łączną, gęsto unerwioną, uczestniczącą w odczuwaniu własnego ciała, ale nie mamy wystarczająco wiarygodnych danych, by udowodnić, że jest magazynem wspomnień czy emocji. Co nie znaczy, że nie warto z nią pracować – techniki mięśniowo-powięziowe mają swoje miejsce m.in. w fizjoterapii. Wykorzystuje się je także u pacjentów, którzy zmagają się ze skutkami silnego stresu.

Czytaj też: Błyszczą na kortach. Dlaczego turnieje tenisa zaczynają przypominać modowe wybiegi

W środowisku medycznym mawia się, że nie ma spokojnego umysłu w spiętym ciele – i odwrotnie. Tymczasem rytmiczne, kontrolowane ruchy ciała mogą mieć realne działanie relaksacyjne i aktywować nerw błędny – kabel telekomunikacyjny biegnący od pnia mózgu aż do jelit, który zarządza stanem spokoju: obniża tętno, zwalnia oddech, aktywuje układ przywspółczulny i tłumi reakcję stresową. I tu nauka mówi „tak” – jego stymulacja naprawdę działa.

Sęk w tym, że skutecznych metod jest już pod dostatkiem. Powolny oddech przeponowy z przedłużonym wydechem to jedna z najlepiej przebadanych technik aktywacji nerwu błędnego. Podobnie działają śpiew, nucenie, śmiech, a nawet płukanie gardła zimną wodą. Ćwiczenia fizyczne o umiarkowanej intensywności wspierają układ nerwowy niegorzej niż wiralowe rytuały. Resztę załatwiają udane życie społeczne, zdrowa dieta, poczucie bezpieczeństwa i regularny sen. Człowiek wyspany, odżywiony i otoczony bliskimi statystycznie zniesie o wiele więcej niż ten, który szuka uzdrowienia na dywanie.

Wróćmy jednak do drżącego człowieka na dywanie. Czy mu to szkodzi? Raczej nie, o ile nie ma przeciwwskazań neurologicznych i robi to bezpiecznie. Czy pomaga? Być może – ale nie dlatego, że wytrząsa traumę z powięzi, tylko dlatego, że rytmiczny ruch i chwila skupienia na własnym ciele same w sobie są relaksujące.

Traumy najskuteczniej leczyć z pomocą fachowców – są przebadane metody, jak EMDR czy terapia przetwarzania poznawczego, których działanie jest dużo lepiej udokumentowane niż drżenie na dywanie. Spokój zaś to nie stan osiągany przez specjalne rytuały, lecz umiejętność budowana każdego dnia – oddechem, ruchem, dietą, snem i kontaktem z życzliwymi ludźmi. Nerw błędny nie potrzebuje więc specjalnej celebracji. Potrzebuje codziennej normalności.

Polityka 24.2026 (3568) z dnia 09.06.2026; Ludzie i Style; s. 94
Oryginalny tytuł tekstu: "Wytrząść traumę z ciała"
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak zostałam milionerką. „Polityka” sprawdza coachów i kursy afirmacji. Rynek rozwija się jak złoto

Harmonia finansowa jest sakralna, sprzedaż – święta, a obdarowanie nas majątkiem to marzenie wszechświata. Tak mówi się na rynku afirmacji, manifestacji i medytacji, który w Polsce rozwija się jak złoto.

Joanna Cieśla
29.05.2026
Reklama