Moje miasto

Daleko od szosy

Dlaczego mieszkańcy Bydgoszczy uważają swoje miasto za nieatrakcyjne?

Wyspa Młyńska i biały gmach Opery Nova. Wyspa Młyńska i biały gmach Opery Nova. Robert Sawicki/Urząd Miasta Bydgoszczy
Największym problemem Bydgoszczy wydaje się przekonanie rodaków, że – wbrew potocznej opinii – to całkiem ciekawe miasto. I do zwiedzania, i do zamieszkania.
MS/Polityka
Zabytkowe spichrze nad Brdą. Na linie rzeźba „Przechodzącego przez rzekę”.Jan Włodarczyk/BEW Zabytkowe spichrze nad Brdą. Na linie rzeźba „Przechodzącego przez rzekę”.

Przekonanie o własnej nieatrakcyjności jest tutaj tak wielkie, że w ogólnopolskich badaniach, w których zapytano ludzi, czy ich miasto jest brzydkie, Bydgoszcz zajęła piąte miejsce (bardziej sfrustrowani estetycznie okazali się tylko ci z Gorzowa Wlk., Olsztyna, Łodzi i Częstochowy). Wiele winy przypisać zapewne można bliskiemu sąsiedztwu brylującego w świadomości narodu, choć niemal o połowę mniejszego, Torunia – nie dość, że ma rozpoznawalne w całej Polsce pierniki i Radio Maryja oraz rozpoznawalnego w świecie Kopernika, to jeszcze chwali się Starówką, która przyciąga co roku 1,6 mln turystów.

Tymczasem Stare Miasto w Bydgoszczy jest i dużo mniejsze, i dużo skromniejsze. Stał tu kiedyś okazały zamek, ale uległ zniszczeniu i dziś turystom musi wystarczać sama makieta. Zachował się jedynie ułamek obronnej baszty, schowany na jednym z podwórek, i fragment murów miejskich od strony ul. Wały Jagiellońskie. Na domiar złego całość dość poharatana przez czas, z licznymi pustymi placykami i nie zawsze udanymi wstawkami architektonicznymi w stylach najróżniejszych. Plan rewitalizacji Starówki jest szczegółowy i ambitny, z determinacją realizowany przez władze. Kamienice zyskują dawny blask, plomby wypełniają zabudowę, latem przybywa pełnych gwaru kawiarnianych ogródków, ale wydaje się, że i tak o stworzenie jakiegoś wyjątkowego klimatu będzie w tym miejscu bardzo trudno.

Wśród zieleni i lasów

A jednak ta – dość powszechna – opinia o brzydkiej Bydgoszczy wydaje się zdecydowanie krzywdząca. Gdy popatrzymy na nią z lotu ptaka, wygląda jak spora, zabudowana polana, wciśnięta w środek ogromnych lasów. Chyba żadne duże miasto w Polsce nie jest tak szczelnie otoczone lasami. Przestrzennie Bydgoszcz rozwijała się więc nie tak, jak by to było najwygodniej, ale jak pozwalały warunki naturalne, poza lasami także dwie rzeki (Wisła i Brda) oraz spore różnice wzniesień. Dlatego jeśli przekraczamy rogatki drogą nr 25 od południa, to do Starego Miasta mamy zaledwie 3 km i to dość szybką trasą. Jeżeli jednak jedziemy drogą nr 256 od północy, to mamy do przejechania 17 km, na domiar złego, ulicami pełnymi skrzyżowań i świateł. Według Google Maps z dworca Bydgoszcz Główna samochodem dojedziemy do Rynku w 7 min. A z lotniska? Także w siedem, bo odległe jest zaledwie o 3,5 km.

Skomunikowanie z resztą kraju to pięta achillesowa miasta. Wprawdzie lotnisko działa, ale bilet można sobie kupić jedynie za granicę. Do niedawna były jeszcze rejsy do stolicy, ale je zlikwidowano. Koleją dojedzie się do Gdańska i Poznania w 2 godz., ale inne kierunki nadal czekają na lepsze czasy. Przez miasto lub w jego pobliżu nie przebiega żadna autostrada lub droga ekspresowa – to jedyny z największych polskich ośrodków będący w takiej sytuacji. W efekcie podróż tu to raczej wyzwanie niż przyjemność. Wszyscy wyczekują drogi ekspresowej S5, która przez Bydgoszcz zepnie dwie autostrady.

Wyjechać z Bydgoszczy trudno, dotrzeć do niej też, ale pobyt w mieście okazać się może całkiem przyjemny. A to za sprawą kilku walorów, którymi może się bez skrępowania chwalić. Pierwszy to wspomniana wszechogarniająca roślinność. Tereny zielone stanowią 59 proc. powierzchni miasta, a tzw. strefa krajobrazu chronionego – 35 proc. Styka się tu ze sobą 6 mezoregionów: jedna kotlina, jedna wysoczyzna oraz dwie doliny i dwa pojezierza. A nadto trzy rezerwaty przyrody (w promieniu 20 km –16 kolejnych), osiem obszarów krajobrazu chronionego, trzy ogrody botaniczne.

I trzeba przyznać, że bydgoszczanie potrafią z tego dobrodziejstwa korzystać. Najlepszym przykładem jest ulubione miejsce relaksu, czyli Myślęcinek (zaledwie 5 km od centrum miasta). Zebrano tu w jednym miejscu niemal wszystko, co się z wypoczynkiem kojarzy: zoo, skatepark, korty tenisowe, pole golfowe, ogród botaniczny, ośrodek jazdy konnej, wyciąg narciarski, tor saneczkowy, place zabaw dla dzieci, tereny do grillowania, ścieżki rowerowe i wiele innych atrakcji. Jest las, woda, łąki – do wyboru. Obliczono, że gdyby wszyscy mieszkańcy Bydgoszczy wylegli w tym samym momencie do parków i lasów, to na każdego przypadłby prostokąt zieleni o wymiarach 10x22 m.

Kto jednak woli cywilizację, ten pocieszy się architekturą. W rejestrze zabytków miasta znajduje się 226 obiektów. Może nie tak wiele, ale ma Bydgoszcz jeden – niedoceniany chyba przez samo miasto – atut. To Śródmieście. Obszar o powierzchni mniej więcej 1x1 km z niezwykłą, zachowaną niemal bez uszczerbku, zabudową z przełomu XIX/XX w. Są tu ulice, gdzie obok siebie stoją domy we wszystkich możliwych stylach owych czasów: neogotyckim, neorenesansowym, neobarokowym, secesyjnym, modernistycznym, a nawet tzw. historyzmie malowniczym. Gotowa lekcja historii architektury. Do tego przesiąknięta klimatem przedwojennych willi minidzielnica (Sielanka), osiedle budowane według reguł miasta-ogrodu stworzonych przez Anglika Ebenezera Howarda w końcu XIX w., urocze skwerki, place, parki. Obszar częściowo zaniedbany, ale z niewiarygodnym potencjałem. Inne zakątki miasta można sobie darować, z reguły nie odbiegają od średniej krajowej: monotonne osiedla z wielkiej płyty mieszają się z zapuszczonymi przedwojennymi kamienicami, gdzieniegdzie wyłania się miniapartamentowiec lub blaszak sklepu spożywczego, a wszystko pokrywa gęsty kożuch chaosu barw, kształtów, materiałów.

Frontem do wody

Kto jednak najlepiej czuje się w harmonijnym połączeniu natury i cywilizacji, temu pozostaje największy skarb miasta: woda. Nie jest jej wprawdzie tak dużo jak we Wrocławiu, ale za to jest tu znacznie bardziej hołubiona. W granicach Bydgoszczy przepływa 28 km czyściutkiej Brdy, 14 km widowiskowej Wisły oraz 6,5 km Kanału Bydgoskiego, najstarszego w Polsce i łączącego – co się tu z dumą podkreśla – Europę Zachodnią ze Wschodnią. W sumie blisko 100 km nabrzeży. Do tego śluzy, jary, tor regatowy i pięćdziesiąt mniejszych zbiorników wodnych, przystanie. Jest co dopieszczać.

Rolę centralną pełni w tej wodnej układance płynąca przez środek miasta Brda. Jeszcze dwie dekady temu była złem koniecznym; trochę ściekiem, trochę przeszkodą w przeprawianiu się z jednej do drugiej części miasta. A centralnie położona Wyspa Młyńska – zarośnięta chwastami, stanowiła bazę dla pijaczków i lumpów. Dziś woda stanowi główną atrakcję Bydgoszczy, która miała to szczęście, że nikt nigdy nie wpadł na pomysł (często spotykany w innych miastach), by bezpośrednio wzdłuż rzeki zbudować trasę szybkiego ruchu. Pobudowano za to liczne deptaki. Nad samą Brdą, poza budowlami historycznymi, mieszczą się trzy najlepsze w mieście realizacje architektury współczesnej. Pierwsza to gmach Opery Nova, przez wielu uważany za główny symbol architektoniczny miasta. Jej wstępne projekty pochodziły jeszcze z początku lat 60. XX w. Budowę rozpoczęto w 1973, a zakończono w… 2006 r. Monumentalny gmach to przykład późnego modernizmu w jego najlepszym wydaniu, świetnie znoszący upływ czasu. Druga to wielokrotnie nagradzana siedziba BRE Banku, jedna z najlepszych w Polsce realizacji architektonicznych ostatniej dekady XX w. I wreszcie marina na Wyspie Młyńskiej, za której projekt jej autorzy Katarzyna i Tomasz Rokiccy otrzymali w ubiegłym roku Nagrodę Architektoniczną POLITYKI. Zresztą całą Wyspę Młyńską kompleksowo zrewitalizowano, zamieniając w ulubione miejsce letnich pikników. Okołowodne wrażenia znad Brdy psuje tylko najnowsza inwestycja – most Uniwersytecki. Kolorowy z fikuśnym pylonem miał być efektowny, jest efekciarski. Po rzece kursują tramwaje wodne, pomieszczono kilka przystani. W mieście odbywa się co roku wielki zlot wodniaków „Ster na Bydgoszcz”, tu ulokował produkcję bodaj jedyny w kraju wytwórca barek mieszkalnych.

Prezydentowi miasta Rafałowi Bruskiemu ciągle jednak mało: – Marzy mi się wodne połączenie miasta z malowniczym Zalewem Koronowskim. Ciągle pracujemy nad kompleksowym systemem rekreacji wodnej między centrum miasta a jego najdalej na wschód wysuniętą dzielnicą Fordon. Planujemy organizację specjalnych koncertów nad wodą, wszak mamy amfiteatr koło opery, tuż przy rzece – wylicza. – Chciałbym doprowadzić do tego, że wzdłuż szlaku wodnego Wschód–Zachód co 20–30 km zbudowana zostanie wodna stanica. Wierzę, że nadejdą kiedyś dni chwały dla żeglugi śródlądowej, dla której Bydgoszcz byłaby najważniejszym węzłem łączącym dwie główne międzynarodowe drogi wodne: E40 (łączy Morze Bałtyckie z Czarnym – przyp. red.) i E70 (Atlantyk z Bałtykiem). Tę słabość łatwo wyjaśnić – Bruski przez siedem lat pływał jako nawigator po morzach i oceanach.

Fordon razem i osobno

Z perspektywy mapy Bydgoszcz wydaje się miastem zadziwiająco ułożonym. Od południa i północy – zwarte pasy lasów. Od wschodu – Wisła. W dwóch klinach wybijających się z miasta na zachód (wzdłuż Kanału Bydgoskiego) oraz na północny zachód (wzdłuż górnego biegu Brdy) usytuowały się dzielnice willowe, zaś wianuszkiem wokół Śródmieścia – przedmieścia łączące starą zabudowę z nowoczesnymi osiedlami. Natomiast całą wschodnią część Bydgoszczy, między Wisłą a centrum, zajmują ogromne tereny przemysłowe. Aliści posiada Bydgoszcz jedną wielką osobliwość urbanistyczną: znaną w kraju główne z zakładu karnego, dzielnicę Fordon.

Do 1973 r. był Fordon oddzielnym miasteczkiem. Niedużym (9 tys. mieszkańców), zaniedbanym, ale z historią sięgającą początków XII w., malowniczo położonym na wiślanej skarpie. Bydgoszcz tymczasem potrzebowała nowych terenów inwestycyjnych, więc dość odległy – jak na tutejszą skalę – Fordon został wchłonięty przez dużego sąsiada. Dziś mieszka tu 70 tys. osób, bo z tego miejsca uczyniono główną sypialnię, budując niekończące się osiedla mieszkaniowe. I choć większość osób dojeżdża do pracy do „starej” Bydgoszczy, to obu części praktycznie do dziś nie udało się skutecznie ze sobą zszyć. Nie pomogły duże inwestycje na ich styku, jak Centrum Onkologii, Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy czy spory kompleks handlowy. Być może skutecznym spoiwem okaże się linia tramwajowa, która kosztem 290 mln zł połączy pod koniec 2015 r. obie części miasta. A może dopiero precyzyjny plan rewitalizacji starego Fordonu, mający uczynić z niego rekreacyjną, nadwiślańską perełkę?

W Bydgoszczy lubią planować. Szefowa Miejskiej Pracowni Urbanistycznej Anna Rembowicz-Dziekciowska na niemal każde pytanie ma w odpowiedzi gotowy opasły tom architektoniczno-urbanistycznej analizy, ze zdjęciami, mapkami, wykresami i wnioskami. Na temat Starego Miasta, terenów rekreacyjnych, Fordonu, Śródmieścia: – Każdy z nich jest przyjmowany przez radnych specjalną uchwałą i każdy – po kolei i w miarę możliwości finansowych – wdrażany – zapewnia. – Ale nie ukrywam, że moim osobistym celem nr 1 jest teraz rewitalizacja Starego Miasta i uczynienia z niego miejsca, w którym bydgoszczanie i turyści przebywaliby najchętniej i najczęściej.

Nadzieje na plac i pierzeję

Tymczasem mieszkańcy, jeżeli tylko interesują się problemami przestrzeni publicznej, żyją dziś głównie dwoma sporami, umiejętnie podsycanymi przez lokalne media. Pierwszy, co zrobić z brakującą na Starym Rynku zachodnią pierzeją. Rozebrali ją Niemcy w 1940 r., co sprawiło, że Rynek się wydłużył, a zamiast zburzonych domów i barokowego kościoła plac domyka w tym miejscu tył dawnego kolegium jezuickiego zbudowanego w XVII w. Dziś ścierają się ze sobą trzy opcje. Pierwsza to zostawić wszystko po staremu, bo ludzie się przyzwyczaili, a dawne kolegium, choć „od podwórka”, to jednak prezentuje się całkiem okazale. A poza tym mieści się w nim ratusz. Koncepcja druga to zabudować pierzeję nową architekturą. Kilka lat temu ogłoszono nawet konkurs, ale zwycięski projekt jakoś niewielu zachwycił. I opcja trzecia, odtworzyć stan sprzed wojny. Problem jednak w tym, że wówczas pośrodku pierzei stał potężny kościół pojezuicki. Dziś władze kościelne wcale nie mają ochoty na nową świątynię w tym miejscu, a pierzeja bez świątyni to już nie to samo. Klincz trwa.

Na szatański pomysł wpadł więc prof. Dariusz Markowski, szef społecznej Rady ds. Estetyki Miasta: – Zaproponowałem publiczną dyskusję. W miejscu brakującej pierzei, na specjalnych rusztowaniach, zawiesimy wizualizację, która pokaże, jak by wyglądało to miejsce, gdyby realizować zwycięski projekt architektoniczny, a po miesiącu drugą – z historyczną zabudową. A mieszkańcy i turyści będą głosować, która im się bardziej podoba. Plebiscyt odbędzie się latem.

Drugi punkt sporny dotyczy zabudowy też świecącego pustką po II wojnie światowej placu Teatralnego. Zwolennicy tradycji, zjednoczeni w specjalnie powołanym Stowarzyszeniu, żądają w miarę wiernej rekonstrukcji stojącego tu do 1945 r. Teatru Miejskiego. Zwolennicy nowoczesności opowiadają się za współczesną bryłą. Oliwy do ognia dolał szef Festiwalu Camerimage Marek Żydowicz, który zaproponował, by znalazła się tam bryła zaprojektowana swego czasu przez Franka ­Gehry’ego dla Łodzi. – To problem, który najlepiej byłoby rozwiązać na drodze dużego, międzynarodowego konkursu. Inaczej nigdy się nie dogadamy. W pierwszej jednak kolejności należałoby się zastanowić nad funkcją takiego obiektu – uważa prof. Markowski. Niewątpliwie ma rację, ale wątpliwe, by przekonał do niej frakcję konserwatywną. Spór zapowiada się na długi i ciekawy.

Czy Bydgoszczy uda się batalia o wykreowanie pozytywnego wizerunku miasta? Tego nie wiem. Ale czuję, że zabrano się do tego.

Polityka 9.2014 (2947) z dnia 25.02.2014; Portrety miast: BYDGOSZCZ; s. 62
Oryginalny tytuł tekstu: "Daleko od szosy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Arabowie szukają mistrzów

Siła nauki arabskiej w okresie klasycznym to otwartość na zmiany, ale też zwykła ciekawość świata.

Mateusz Wilk
06.05.2014
Reklama