Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Moje miasto

Wiele zachodu z Bramą Wschodu

Lublin: komunikacja ważniejsza od architektury

Krakowskie Przedmieście, reprezentacyjna ulica Lublina Krakowskie Przedmieście, reprezentacyjna ulica Lublina Wojciech Pacewicz / PAP
To miasto robi dobre wrażenie. Zawdzięcza to historii, a także – paradoksalnie – obojętności władz.
MS/Polityka
Widok z baszty zamkowej na miastoMarek Jabłoński/EAST NEWS Widok z baszty zamkowej na miasto
Instytut Biotechnologii KULWojciech Pacewicz/PAP Instytut Biotechnologii KUL
Nowoczesny budynek Portu LotniczegoWojciech Pacewicz/PAP Nowoczesny budynek Portu Lotniczego

Tekst ukazał się w POLITYCE w październiku 2014 r.

Maksymalna różnica wzniesień w mieście wynosi tylko 80 m, ale pofałdowany teren, z wyraźnymi dolinami rzek sprawia, że przed zwiedzającym co chwila otwierają się tu nowe, a bywa, że i fascynujące perspektywy widokowe. W terenie miejskim to rzadkość. Miasto – co dodatkowo poprawia jego walory wizualne – ma skoncentrowaną zabudowę, o czym świadczą dane; pod względem liczby ludności (344 tys. osób) zajmuje 9 miejsce w Polsce, ale pod względem powierzchni (147 km kw.) – dopiero 15. Zaludnienie na kilometr kwadratowy jest tu więc większe niż w Poznaniu lub Gdańsku.

Praktycznie cała zabudowa znajduje się w północnej części Lublina. Od Starego Miasta do rogatek na północ, wschód i zachód jest niemal tak samo blisko (4,5–6 km). Jedynie na południe miasto nienaturalnie się rozciągnęło, anektując za to rekreacyjne tereny Jeziora Zemborzyckiego, lasu Stary Gaj i lasu Dąbrowa.

Jest co zwiedzać także w okolicy. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów posadowiły się m.in. Nałęczów, Puławy, Kazimierz Dolny, Kozłówka, Chełm, czyli miejscowości, których rozlicznych walorów nie wypada nawet przypominać. Jest kilka parków krajobrazowych, widowiskowe Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie i efektowny przełom Wisły.

Wieża zamiast wieżowców

Kolejny atut to przeszłość. Tytuł najstarszego miasta na wschód od Wisły robi wrażenie. Jednak dwie najbardziej rzucające się w oczy zabytkowe budowle to tak naprawdę XIX-wieczne wariacje na temat gotyku; mowa o potężnej Wieży Trynitarskiej oraz zamku. Zamek ma jednak pewne prawa do przeszłości, bo w jego murach zachowały się dwa bardzo stare fragmenty: donżon (wieża mieszkalna i obronna) oraz Kaplica Trójcy Świętej. Jednak nazwa „zamek” jest nieco na wyrost; zbudowano go od początku jako więzienie i taką funkcję pełnił solidarnie za czasów carskich, II RP, okupacji hitlerowskiej i w czasach stalinizmu. Ale są też, pod nic już się niepodszywające, dwie piękne bramy (Krakowska i Grodzka), mnóstwo uroczych historycznych kamieniczek, mury obronne. Mało dociekliwy turysta „zaliczy” te atrakcje szybciutko, bo Stare Miasto jest wręcz kompaktowe. Bardziej ambitny zapuści się także dalej i nie przeżyje rozczarowania, bo historyczna architektura miasta jest zróżnicowana i ciekawa.

À propos bram… Sam Lublin zaczęto opisywać jako symboliczną bramę o szerszym i ciągle aktualizowanym znaczeniu. „Brama, przez którą Wschód wchodzi na Zachód, Zachód na Wschód; nowe miesza się ze starym, komunistyczne z turbokapitalistycznym; brama, przez którą czasem powieje goździkami, muszkatem i Orientem, a czasem czosnkiem, (…) litewskim chlebem z kminkiem, białoruskim sokiem z brzozy, ukraińską wódką, a czasem cebularzem, kebabem, kaczką po pekińsku” – pisał Witold Szabłowski. Czy aż tak? Może przesada. Ale z pewnością jest w Lublinie coś z miasta na styku.

Dobre miejskie wrażenia możemy też zawdzięczać paru dekadom władzy ludowej. A właściwie dobrodziejstwu zaniechania. Lublin nie znajdował się na liście priorytetów socjalistycznego rozkwitu, zatem nikt tu specjalnie nie gmerał przy urbanistyce. Oczywiście powstawały – jak wszędzie – wielkie osiedla mieszkaniowe, które musiały wchłonąć rosnącą w siłę klasę robotniczą. Dziś te owoce dawnej gigantomanii obejrzeć można w pewnym oddaleniu od centrum, pod postacią dwóch megasypialni, dzielnice Czuby (40 tys. mieszkańców) i Czechów (60 tys.). Poza tym pozostał tradycyjny spadek po socjalizmie, czyli ogromne obszary po wielkich zakładach pracy, na szczęście także niesytuowanych w Śródmieściu. Dziś częściowo zagospodarowane, częściowo opuszczone – bez specjalnego pomysłu, co z nimi zrobić.

Na szczęście niewiele majstrowano przy Śródmieściu. Jeżeli powstawały nowe osiedla, to nieźle wpisywały się w dotychczasową zabudowę. A złe pomysły z czasem okazały się nie takie najgorsze. Socrealistyczny gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR, choć stanął na terenie wyrwanym z parku, z czasem zrósł się z miastem, a dziś służy Uniwersytetowi Medycznemu. Chcąc osłabić rangę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zbudowano tuż obok akademickie miasteczko państwowego UMCS, ale w sumie wyszło na dobre, bo dziś, po latach, obie te formacje (wraz z Uniwersytetem Przyrodniczym) tworzą jeden imponujący kompleks akademicki. Miłość PRL do wieżowców jakoś do Lublina nie dotarła. Najwyższym budynkiem (nie licząc obiektów technicznych, jak komin elektrociepłowni i wieża RTV) jest wspomniana już Wieża Trynitarska (64 m), a ustępuje jej zarówno rektorat UMCS (55 m), jak i 12-piętrowa siedziba Urzędu Miasta.

Perły Kaliny

Wizualnie Lublin nie poniósł wielkich strat także z powodu słabego zainteresowania inwestorów w czasach drapieżnego kapitalizmu III RP. Najlepszym wyznacznikiem, czy i jak deweloperzy wpychają się do miasta, są centra handlowe. Tu w Śródmieściu stanęło zaledwie jedno (fakt, że na peryferiach są ich niezliczone hektary), a i to stosunkowo późno, bo w 2007 r. Dobry projekt pracowni Kuryłowicz&Associates sprawił, że CH Plaza nieźle wpisała się w sąsiadującą zabudowę, co zdarza się raczej wyjątkowo. Natomiast w lekkim oddaleniu powstają obecnie Tarasy Zamkowe. I znowu miało miasto szczęście do architekta – projekt Bolesława Stelmacha wygląda na najlepszy, jaki można było w tym miejscu realizować. Z ogólnodostępnymi dachami-tarasami pokrytymi naturalną, na pół dziką roślinnością. Niestety, wkrótce może być gorzej. Są już gotowe plany zbudowania w samym sercu miasta dwóch kolejnych molochów. O ile Alchemia (przy Ratuszu) na wizualizacjach prezentuje się nie najgorzej (schowana w większości pod ziemią), o tyle Pasaż Victoria zapowiada się na kolejny kloc rzucony w sam środek miasta.

Coś za coś. Umiarkowane zainteresowanie inwestorów Lublinem sprawiło, że ma on bardzo skromną reprezentację dobrej współczesnej architektury. Na palcach jednej ręki da się policzyć obiekty, na których warto zawiesić wzrok. To na pewno budynek portu lotniczego: nieduży, ale bardzo ładny, oraz kilka obiektów akademickich, na czele z Instytutem Informatyki UMCS, Instytutem Biotechnologii KUL oraz Wydziałem Budownictwa i Architektury Politechniki Lubelskiej. Może jeszcze biurowiec Zana House i osiedle Perły Kaliny. Ale zawsze można się lekko cofnąć w czasie i raz jeszcze zadumać nad urbanistycznym nowatorstwem peerelowskich dokonań: miasteczka akademickiego i osiedla im. Słowackiego zaprojektowanego przez słynną parę Zofię i Oskara Hansenów.

Nic tylko jeździć i trenować

Wydaje się jednak, że władze Lublina nie zaprzątają sobie głowy architekturą, całą uwagę kierując na co innego: system komunikacji. Można to zrozumieć. Miasto tradycyjnie jest słabo powiązane z krajem. Pendolino tu nie dojedzie, zwykłe pociągi się wloką, a do najbliższej autostrady jest 150 km. Zbudowano więc lotnisko, ale przede wszystkim postanowiono odreagować międzymiastowe bariery poprawianiem tego, co w mieście. W przebijaniu efektownych tras Lublin ma doświadczenie. W latach 70. XX w. rozcięto go radykalnie ośmiopasmową al. Solidarności (d. Tysiąclecia).

W ostatnich latach sygnał do tworzenia kolejnych arterii dała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, budując wokół Lublina obwodnicę, a właściwie półobwodnicę. Miasto dołożyło swoje, rychtując szerokie drogi dojazdowe do niej, na północ, wschód i zachód. A tak się przy tym rozochociło, że kilka dalszych wydłużyło i poszerzyło. I nie zamierza kończyć, o czym świadczą plany zamiany w arterie śródmiejskich ulic Sowińskiego i Al. Racławickich, co już mieszkańcom podoba się dużo mniej.

Trzeba przyznać, że przyjemnie popatrzeć. Po mieście jeżdżą niemal wyłącznie nowiutkie autobusy, wyremontowano większość przystanków. Można też doświadczyć rzadkiej w Polsce frajdy przejechania się trolejbusem. To jedno z trzech miast (obok Tychów i Gdyni), w którym zachowała się sieć tej komunikacji. Ba, ciągle jest rozbudowywana i wkrótce będzie 60 km tras! Cały tabor miejski wyposażono w odbiorniki GPS oraz modemy GSM/GPRS. Nic, tylko przemieszczać się. Najlepiej z dzielnicy do dzielnicy. Byle nie do innych miast.

Władze miasta wyraźnie dbają też o tereny sportowe i rekreacyjne. Nabudowano szkolnych orlików (13 przez ostatnie 4 lata), placów zabaw i siłowni na świeżym powietrzu (34), pociągnięto sporo nowych ścieżek rowerowych, a nawet uruchomiono system rowerów miejskich, który od razu trafił na drugie, po Warszawie, miejsce w kraju pod względem liczby stacji dokujących. Ale są dwa największe powody do dumy lokalnych zarządców. Pierwszy to stadion miejski na 15,5 tys. widzów, drugi to trzy nowe pływalnie, z których jedna dysponuje basenem olimpijskim (o długości 50 m) i trybunami na 2100 miejsc. Nie brak rzecz jasna malkontentów narzekających na słabe wykorzystanie obu obiektów, ale mieszkańcy wydają się zadowoleni.

Lublin ma – jak na duże miasto – wielki potencjał przyrodniczy. Nieźle wykorzystuje praktycznie tylko jeden jego element – Zalew Zemborzycki, tworząc wokół niego dobre warunki do wypoczynku. Gorzej jest z rzekami. Bystrzyca i Czerniejówka wiją się przez miasto, które zdaje się nie dostrzegać ich walorów. Aktywiści miejscy wielokrotnie apelowali, by stworzyć wzdłuż nich obszar naturalnej, półdzikiej przyrody. Na razie bez skutku. Sporo zastrzeżeń można też mieć do miejskiej zieleni. Wprawdzie odnowiono z rozmachem reprezentacyjny park miasta Ogród Saski, ale inne skwery, parki, zieleńce wciąż czekają na swoją szansę.

Dużo zaniedbań z poprzednich dekad jest do szybkiego poprawienia, niekiedy jednak zmiany są nieodwracalne. Jak w położonym niedaleko dworca kolejowego Parku Ludowym, w którym zbudowano centrum wystawiennicze, niszcząc (poza roślinnością) także perspektywy widokowe i tradycyjne szlaki komunikacyjne. Dziś myśli się o rewitalizacji tych terenów i dodatkowym ich ożywieniu przez ulokowanie nowego, centralnego dworca autobusowego. Oby się udało, bo ten region ma swój niepowtarzalny klimat.

Rozczarowania i zadziwienia

Nie lepiej jest z tzw. przestrzeniami publicznymi. Przez wiele lat wystarczała świadomość, że można pospacerować po Starym Mieście lub przysiąść sobie na ławeczce koło fontanny na placu Litewskim. Później pojawił się Deptak na wyłączonym z ruchu samochodowego odcinku ul. Krakowskie Przedmieście. Ale Polacy mają coraz silniejszą potrzebę spędzania wolnego czasu w miejscach publicznych. Co oferuje Lublin? Stare Miasto jest rzeczywiście urocze, ale… malutkie. Rynek to jedna czwarta zamojskiego. Plac po Farze – nie najlepiej skomponowany. Plac Rybny – mimo rewitalizacji, to stracona szansa. Plac Zamkowy – właściwie wielki parking. Przydałby się porządny lifting reprezentacyjnemu placowi Litewskiemu, podupada Deptak, warto lepiej zadbać o plac Wolności. Tak więc spacerowiczom pozostają galerie handlowe.

Rozczarowań i zadziwień znalazłoby się jeszcze kilka. Dlaczego w mieście, które chwali się (i słusznie) dorobkiem kulturalnym, nie ma sztuki w przestrzeni publicznej? Cykliczny festiwal sztuki Open City tylko doraźnie poprawia sytuację (prace mają charakter czasowy). A pomniki stojące w mieście, w zdecydowanej większości o charakterze memoratywnym, nie podnoszą standardów artystycznych. Dziwi też, że miasto o tak bogatych tradycjach przemysłowych nie robi niczego, by ratować swój materialny dorobek. Owszem, przecudnie zrewitalizowano w ostatnich latach Teatr Stary, z klasą odnowiono klasztor powizytkowski z przeznaczeniem na centrum działań artystycznych, zaś z pomysłem – tzw. Most Kultury. Ale równocześnie rozległe i sąsiadujące ze Śródmieściem tereny poprzemysłowe popadają w ruinę.

Lista wyburzeń dawnych fabryk obejmuje w ostatnich latach m.in. fabrykę Moritza, młyn Kośmińskiego, suszarnię cykorii Frajtaga, magazyny zbożowe Leitzmana, łaźnię Łabęckich i sporo innych. Infrastruktura kolejnych upadłych zakładów dogorywa. A jest o co walczyć, choćby o unikalny hangar lotniczy z przedwojennych Zakładów Mechanicznych Plage&Laśkiewicz – prawdziwą perełkę architektury industrialnej.

Bój o Podzamcze

Dziś uwagę mieszkańców przykuwa projekt, który w znaczący sposób wpłynie na obraz miasta. Bój idzie o Podzamcze, teren usytuowany w bezpośrednim sąsiedztwie Starego Miasta i Wzgórza Zamkowego, w historycznie bardzo ważnej, choć dziś zmarginalizowanej, części centrum. Przed wojną zabudowane gęsto dzielnicą żydowską, zrównaną z ziemią przez hitlerowców. Po wojnie nie było na Podzamcze pomysłu. Dziś rozcięte szeroką aleją Tysiąclecia i chaotycznie zaanektowane przez Dworzec PKP i obskurny bazar, od dawna wymaga scalenia i uporządkowania.

Już w 1992 r. miejscowy oddział SARP zorganizował konkurs na zagospodarowanie Podzamcza. Wygrał zespół Marka Dunikowskiego, który zaproponował ukrycie fragmentu al. Tysiąclecia w tunelu i zamianę pozostałej jej części w lokalną, meandrującą drogę, a także wydobycie walorów rzeki i towarzyszącej jej przyrody. Pomysł poszedł do szuflady. W 2008 r. Bolesław Stelmach przygotował rozbudowaną opinię, która w gruncie rzeczy wspierała rozwiązania Dunikowskiego. W 2012 r. zorganizowano konsultacje społeczne wśród mieszkańców, zaś dwa lata później – kolejny konkurs. Tym razem wygrała go Pracownia Architektoniczna Nowa z Gliwic, która także proponowała część alei dzielącej Podzamcze schować pod ziemią. Na razie nic się nie dzieje, miejsce jest zaniedbane, choć władze miasta zapewniają, że już niedługo.

W Lublinie udało się wypracować jedną z najlepszych w kraju formułę współpracy miejskich organizacji i stowarzyszeń działających na rzecz poprawy jakości życia i estetyki miasta. To Forum Kultury Przestrzeni. Ma na swym koncie wiele niedużych, ale istotnych sukcesów (np. w rozwijaniu ruchu rowerowego), stara się różnymi akcjami zachęcać mieszkańców do walki o miasto. Jednak w zasadniczych sprawach władze przyjmują starą sprawdzoną metodę „wiemy lepiej”. Stąd np. zasadnicza rozbieżność wizji: czy Lublin przyszłości ma coraz bardziej uwzględniać w planach rozwoju indywidualną motoryzację (nowe i szersze ulice), czy raczej hamować jej ekspansję (ograniczanie ruchu, zamykanie i zwężanie ulic). Tak czy inaczej, warto się starać, bo Lublin to miasto, które jednak zasługuje na więcej, niż dotychczas dostało od losu.

Polityka 41.2014 (2979) z dnia 07.10.2014; Portrety miast: Lublin; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Wiele zachodu z Bramą Wschodu"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Sto lat, szmat czasu. Górnego Śląska trudny powrót do domu

Śląsk przechodził przez wieki z rąk do rąk. Dziwny, z niebem niegdyś zasnutym dymami, dziś bujny zielenią. Słyszał różne mowy – czeską, niemiecką, włoską, angielską, francuską, polską. Sam gada swoim językiem, który nie ma prawa głosu, choć uparcie się o ten głos upomina.

Jan Dziadul
25.06.2022
Reklama