Moje miasto

Jasnogórski Kabaret Wszechpolski

Nacjonaliści z pielgrzymką na Jasną Górę

„Obronić Europę”, „Któż jak Bóg?” – wieczorna manifestacja Młodzieży Wszechpolskiej na Jasnej Górze. „Obronić Europę”, „Któż jak Bóg?” – wieczorna manifestacja Młodzieży Wszechpolskiej na Jasnej Górze. Adam Guz / PAP
Zjechali nacjonaliści autokarami na Jasną Górę przed Czarną Madonną uklęknąć. Polska w tę sobotę kwietniową wydawała się wyjątkowo piękna.
Wszechpolacy to rzadko estetyka kiboli.Tomasz Kudala/Reporter Wszechpolacy to rzadko estetyka kiboli.
Wielu raczej wygląda ja cherubinki, którzy zaraz zaczną śpiewać „Tomorrow Belongs to Me” z filmu „Kabaret”.Adam Guz/PAP Wielu raczej wygląda ja cherubinki, którzy zaraz zaczną śpiewać „Tomorrow Belongs to Me” z filmu „Kabaret”.
„Prymaaas, prymas Wyszyński” niosło się po błoniach...Adam Guz/PAP „Prymaaas, prymas Wyszyński” niosło się po błoniach...

Nastrój był sielankowy, bo i lato przyszło przed wiosną, i cała Jura Krakowsko-Częstochowska coraz bardziej odgrzebywała się spod hiperpostmodernistycznego śmieciowiska lat 90. i coraz bardziej przypominała siebie samą.

Jura – wapienne zamczyska na zielonych wzgórzach, jasnomure ryneczki wsi i miasteczek, coraz bardziej wylizanych i uszyldowionych coraz znośniej, a między tym tłumy turystów w błyszczących samochodach na śląskich i małopolskich rejestracjach. I sama Częstochowa – odmalowana, przystrzyżona, wyasfaltowana ładnie, zielona. Żyć nie umierać.

Pod murami klasztoru kręcili się policjanci i policjantki na koniach. Patrolowali przed przyjazdem nacjonalistów. Prezentowali się bardzo malowniczo, z czego zdawali sobie sprawę. Byli radośni i zuchowaci, aż radość brała patrzeć. Zawołali mnie i poprosili, by zrobić im fotki. Pytałem, czy nie boją się, że mogą się dziś odbyć jakieś przepychanki z nacjonalistami.

– Może i coś będzie, ale co tam! – promieniowali z koni radośnie, wiosennie, a jeden to aż pałkę zademonstrował policyjną – ale damy radę! Choćby jeden na pięćdziesięciu!

Ale – na oko – nie było się czego bać.

Narodowcy wysiedli na parkingu pod jasnogórskim klasztorem, od razu się od nich zaroiło. Chłopaki w garniturach jak na niedzielę, dziewczyny odwalone jak do kościoła. Tylko opaski mieli na ramionach. Młodzież Wszechpolska to rzadko estetyka kiboli; wielu raczej wygląda jak cherubinki, które zaraz zaczną śpiewać „Tomorrow Belongs to Me” z „Kabaretu”, szczególnie jak na te marynareczki założą opaski z logo organizacji. Albo jak studenccy korporanci sprzed wojny. Tak też się do siebie zwracają: „kolego”. Kolego to, kolego tamto. Ludzie na nich mówią: „kujony”, „młode Herr Fliki”. Gdy robiłem im zdjęcia i wrzucałem na fejsa, moi ukraińscy znajomi ryczeli ze śmiechu: to tak wyglądają wasze nacki? Jakbyś zobaczył naszych…

Widziałem. Robią wrażenie. W dodatku wielu obytych jest z bronią. Są, oczywiście, wyjątki, ale polscy faktycznie często wyglądają przy nich jak leszczyki. Nawet jeśli, jak Falanga czy OSW „Strzelec”, bawią się bronią i próbują montować poważne akcje. Jak na przykład słynna i nieudolna akcja falangistów na ukraińskim Zakarpaciu, kiedy to próbowali wejść w roli pożytecznych idiotów w geopolityczne rozgrywki Rosji, i w celu rozjątrzenia sytuacji w regionie podpalić budynek Stowarzyszenia Kultury Węgierskiej.

Być może dlatego polscy nacjonaliści tak bardzo lubią się obnosić z kibolami. Czy to na przykład w antyukraińskich akcjach w Przemyślu, czy na Marszach Niepodległości. Te środowiska się przenikają, ale nie są tożsame, a to obecność kibolskich mas sprawia wrażenie, że polscy nacjonaliści to duża, groźna siła.

Ale Młodzież Wszechpolska to organizacja dość wyjątkowa, nawet jak na polskie warunki. Po jasnogórskim dziedzińcu, po alejkach Błoń Jasnogórskich włóczyły się niedzielnie odstawione dzieciaki bawiące się w nacjonalizm. Były uprzejme i grzeczne. Nie miały w sobie ani krzty stereotypowej nacjonalistycznej agresji: nikt nawet krzywo nie spojrzał na turystów o afrykańskiej czy azjatyckiej urodzie, na ludzi mówiących po niemiecku, rosyjsku i ukraińsku, nikt nie pohukiwał nac-haseł, od nikogo wódą nie śmierdziało. Mieszali się z religijnymi ekstatykami z Zakonu Chrystusa Króla, którzy przechadzali się po okolicy w płaszczach koloru krwi, w tychże płaszczach ustawiali się do kolejki po włoskie lody, obsiadali stoliczki kawiarenek i wesoło obgadywali znajomych kapłanów albo próbowali montować teologiczne teorie.

Na miejscu był świeżo wybrany szef MW Ziemowit Przebitkowski i biegał jak w ukropie, bo co chwila ktoś go do czegoś potrzebował. Rzecznik organizacyjny tłumaczył „liberalnym i lewackim” mediom, dlaczego nie dostali akredytacji na konferencję Młodzieży, która miała się odbyć po mszy: twierdził, że to paulini nie wydali na akredytację zgody. Po tym, jak dowiedział się od dziennikarzy, że paulini informują, że zgody nie wydała MW, szybko zakończył naprędce montowany briefing.

***

Przed mszą nacjonaliści zgromadzili się w przejściu przed kaplicą z Czarną Madonną, rozwinęli sztandary: mieczyki Chrobrego owinięte biało-czerwoną szarfą, widoczne na flagach, zawisły w najświętszym miejscu polskich katolików. Ksiądz-nacjonalista Roman Kneblewski, który swego czasu odciął się od Narodowej Demokracji, bo „nie jest demokratą” (i który objęty jest kościelnym zakazem wypowiedzi na tematy polityczne), w kazaniu nawoływał do wprowadzenia „czystego nacjonalizmu”.

„Możemy nazywać się narodowcami, ale to nie ma sensu, bo na angielski to i tak byłoby tłumaczone jako nationalist”. Wołał o „karanie tych, którzy polskich narodowców nazywają faszystami czy nazistami”, bo „nie ma dla nas, Sarmatów, nic bardziej obmierzłego niż totalitaryzm. U nas jest ważny personalizm, osoba ma swoją godność. To jest niepolskie, gdy ktoś mówi o sobie, że jest Polakiem i faszystą, to jest oksymoron”.

Cóż. Podchodziłem poza kościołem do grupek działaczy MW i pytałem: chłopaki, jesteście antyfaszystami? Płoszyli się. Niektórzy mówili wprost, że nie. Inni, jak na przykład rzecznik MW, próbowali uniknąć pytania. Odbijali piłeczkę. Pytali: a ty? Odpowiadałem, że jasne. „To współczuję” – rzucił mi jeden z nacjonalistów i uciekł do sklepu z dewocjonaliami, gdzie trwał, zanim nie poszedłem. – Nie przeszkadzają pani nacjonaliści na Jasnej Górze? – spytałem sprzedającej za ladą pani. Spojrzała wymownie.

Pod salą ks. Kordeckiego, gdzie chciałem – mimo braku akredytacji – dostać się na konferencję i skąd kilku towarzyszących wszechpolakom osiłków wyrzuciło mnie po przepychance rodem z Benny Hilla (ja w lewo – oni w lewo, ja w prawo – oni w prawo), podszedł do mnie Eugeniusz Sendecki, przedstawiający się jako „dziennikarz Telewizji Narodowej”, który z kamerką na wysięgniku jest nieodłącznym elementem wielu nacjonalistycznych imprez. I zaczął mnie przekonywać, że faszyści byli bogobojnymi ludźmi, którym jest wdzięczny za to, że „uratowali Ojca Świętego”, i że należy podziwiać ich ofiarną walkę z komunistami.

Nagadał się ksiądz Kneblewski i nic. Całe to kazanie brzmiało jak przekonywanie samych siebie, że nie robią niczego złego. „Należy kochać i szanować wszystkie kultury, wszystkich ludzi, ale najbardziej – swoją ojczyznę. Nacjonalizm to nic złego, to tylko porządek kochania, ordo caritatis” – mówił ksiądz. Wrzucił w to cytat z Wyszyńskiego: „działajcie w duchu zdrowego nacjonalizmu”, odżegnywał się od antysemityzmu, by za chwilę głosić: „módlmy się za Żydów, niech Pan zdejmie zasłonę z ich serc, by i oni przyjęli Jezusa Chrystusa, Pana naszego”.

Słuchałem, jak nacjonaliści sami sobie mydlą oczy i przeglądałem stronę facebookową Młodzieży Wszechpolskiej: memy, na których Andrzej Duda zdradza Polskę z Izraelem, komentarze pod artykułami (np. pod tym, dlaczego Zuckerberg usuwa „konserwatywne” treści z Facebooka. „Czemu usuwają? Bo prawie wszystkie ydy są liberałami” – pisała „Rena Rena”, a na to „Robert Gabe K”: „a to qrwa pejsata!!! Lewak je***any”).

Na stronie Mediów Narodowych czytałem zlinkowany na stronę Młodzieży Wszechpolskiej artykuł „Żydzi, masoni, KOD i skrajna lewica. Wszyscy przeciwko pielgrzymce narodowców na Jasną Górę”. Oburzano się w nim, że „szereg organizacji wystosowało list do przeora Jasnej Góry, aby ten zakazał narodowcom możliwości pielgrzymowania na Jasną Górę. W liście czytamy o rzekomym zagrożeniu faszyzmem, rasizmem i ksenofobią […]”.

Autorzy artykułu zżymali się na przeciwników pielgrzymki, którzy „przekonują, że od wielu lat na terenie Klasztoru słychać hasła przepełnione nienawiścią, ksenofobią i rasizmem”. Za przykład takich haseł – skarżą się na niesprawiedliwy atak autorzy artykułu – podano: „Nie czerwona, nie tęczowa, tylko Polska narodowa”, „Nie ma litości dla wrogów polskości”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Znajdzie się kij na lewaka ryj”, „Wielka Polska Katolicka”, „Nie czerwona, nie laicka, tylko Polska katolicka”.

***

Rozmawiałem z ludźmi. Część młodych nacjonalistów była na etapie tak niewinnego, jak ślepawego zauroczenia ideą, która wydawała im się – szczególnie w połączeniu z tą jasną wizją księdza-antydemokraty – niewinna, kwitnąca i świeża. Młody, przekulturalny, długowłosy chłopaczek, który na pielgrzymkę przyjechał z mamą, siostrą i tablicą rejestracyjną z tagiem #respectus, opowiadał mi o swoim wyborze z tak szczerymi oczami i tak szczerą uczciwością, że miałem ochotę go utulić. Jest, mówił, sympatykiem MW, chce wstąpić, bo chce żyć zgodnie z wartościami, które wyniósł z domu: Bóg, honor, ojczyzna.

Musimy, mówił, tolerować innowierców. Krzysztof Bosak powiedział niedawno, że nawet ateista może być członkiem MW, tylko, rzecz jasna, nie może szydzić z katolików. A w drugą stronę? – pytałem. No, nie wolno szydzić – tłumaczył chłopaczek – oczywiście co innego jest, gdy się bronimy, ale zawsze powinniśmy się zachowywać przyzwoicie – mówił, i widziałem, że nie ma w nim ani grama cynizmu. Był na przełomie nastu i dziestu i był wolny od „postmodernistycznego zepsucia”, które każe „liberałom i lewakom” kwestionować wartości podstawowe: naród, Boga i honor.

„Bracia i Siostry z całej Europy!” – głoszono po zapadnięciu zmroku na jasnogórskich błoniach, pod pomnikiem prymasa Wyszyńskiego, gdy cherubinkom o wyglądzie kujonów udało się niezgrabnie odpalić zapożyczone od kiboli race, podpatrzone na Marszach Niepodległości.

„Proces autodestrukcji naszej cywilizacji rozpoczęty w 1968 r. wkracza właśnie w decydującą fazę. Coraz więcej Europejczyków staje się obcymi we własnych krajach. Odrzucają swoją tożsamość i dziedzictwo, jakim zostali obdarzeni, jako niepotrzebny balast. Nihilizm, konsumpcjonizm i hedonizm wyżerają dusze naszych ludzi. Liberalizm stał się nową ideologią totalitarną, uzasadniając »tolerancją« dyktaturę ideologiczną wszelkiej maści mniejszości”.

Później było o tym, że „Europa to miejsce, gdzie matka, dla życia łatwego i wygodnego, jest w stanie zamordować własne dziecko. To miejsce, gdzie spokój, otumanionym alkoholem i narkotykami ludziom, zapewniają uzbrojeni strażnicy”.

Policjanci, którzy już wcześniej chichotali, widząc niezgrabną walkę wszechpolaków z racami, teraz poziewywali. Ożywili się znów, gdy działacze, na melodię kibicowskiej pieśni „Polska, biało-czerwoni” (która tak naprawdę, o czym ani kibice, ani narodowcy chyba nie wiedzą, jest utworem gejowskiej grupy Pet Shop Boys), śpiewali „prymaaas, prymas Wyszyński”. Gliniarze zaczęli się skręcać ze śmiechu. Jeszcze weselej się zrobiło, gdy coś narodowym pirotechnikom poszło nie tak i z rac zaczął się wydobywać gęsty, czarny dym. „Wieeeelkaaa” – zawodził zapiewajło chłopackim głosikiem, próbując być jak kibolski rozkręcacz dopingu na trybunach – „Polska, katolicka” – odpowiadały mu inne chłopackie i dziewczyńskie głosy. Zapalono pochodnie.

***

– Nie przeszkadza księdzu taka estetyka? – spytałem jakiegoś kapłana, który przyglądał się z zadowoleniem całej tej nazistowskoidalnej scenerii rozgrywającej się u stóp klasztoru – centrum polskiego katolicyzmu. Bo jednak, trzeba przyznać, robią wiele, żeby się kojarzyli. Od tej stylówy na młodych gestapowców, z tymi opaskami na ramionach, w tych równych szeregach z flagami i pochodniami, z tymi hasłami, wypisz wymaluj wykrzykiwanymi na parteitagach. – Nie – uciął rozmowę.

– To wy, liberałowie, jesteście faszystami – syknął ktoś z boku. – Hitler był lewakiem. I to był jeden z tych niesamowitych momentów, gdy nie dało się znaleźć w sytuacji bardziej absurdalnej: nawet tu, między faszyzującymi hasłami, między pochodniami trzymanymi przez chłopców przebranych za młodych nazistów, w żywe oczy się tego wszystkiego wypierano, odbijało się natomiast, jak kula wpuszczona w pinball, jedno z najbardziej niedorzecznych haseł naszych czasów: „Hitler był lewakiem”.

Pochodnie mogą płonąć, dziarscy chłopcy – maszerować i krzyczeć, a przezroczyste dla wielu będzie, że to nie lewicowy aspekt socjalny był w narodowym socjalizmie istotą zła, ale prawicowy nacjonalizm właśnie i wyrosły z niego szowinizm i ksenofobia. Przezroczyste jest, że istota zła ZSRR była w swojej treści prawicowa – bo przecież autokratyczny, hierarchiczny system, często podszywany konserwatyzmem i nacjonalizmem, był o wiele tu istotniejszy niż patologiczny aspekt socjalny. Puszczone w ruch hasło, że „Hitler był lewakiem”, sprawia, że to w socjaldemokratach czy liberałach wyborcy prawicy widzą „zagrożenie komunizmem”, natomiast walącego w oczy pokrewieństwa z faszyzmem nie widzą w organizowanych przez władze seansach i marszach nienawiści czy w tych nacjonalistycznych czarnych mszach, organizowanych przez MW, ONR i innych.

Tak, to był kabaret, ale groteska była tutaj wyszczerzoną trupią szczęką. Nowy szef MW apelował, by w ciągu tego roku każdy z członków przyprowadził kolejnego. Drzwi były otwarte, przyjmowano.

Na dole, pod pomnikiem Nieznanego Żołnierza, do którego nacjonaliści mieli zejść, czekały na nich wątłe siły antyfaszystów, m.in. z Razem i Obywateli RP. Ale narodowcy zmienili plany: pod pomnik nie zeszli, więc część antyfaszystów wyszła do nich.

Antyfaszyści stali za kordonem policji i nie widzieli, jakiemu kabaretowi próbują się przeciwstawić. Widzieli bowiem wyłącznie pomarańczową poświatę z rac i pochodni i słyszeli wrzaski nacjonalistycznych demonów. Nie widzieli, że demony parzą się własnymi racami i wyglądają jak satanistyczny sabat organizowany przez klasowych kujonów. Podeszli do nich policjanci z antykryzysówki.

– Ej, oni już się rozchodzą – informowali antyfaszystów zgodnie z prawdą. – Idźcie sobie. Idźcie sobie, no...

– Nie pójdziemy! – odpowiadali antyfaszyści.

– No idźcie, no... my chcemy do domu.

– A my to nie? A chcecie mieć faszyzm w Polsce?

– Oj i tak jest was za mało...

– Ale za to was jest dużo!

***

Później wszechpolacy i wszechpolki zdjęli opaski z ramion i – w swoich niedzielnych garniturach i żakietach – wyszli do miasta. Obsiedli stoliki przy Najświętszej Maryi Panny i wyglądali jak zjazd absolwentów liceum, kończących edukację z czerwonym paskiem. Jeden zagon Antify zostawiłby ich wszystkich połamanych. Tylko że za tymi gówniarzami w garniturach będą szli kolejni, jak zombie powtarzający: „Hitler był lewakiem, a za porównywanie nas do Hitlera trzeba wsadzać do więzienia”. Bo drzwi są otwarte i przyjmują. Bo to oni są „wyklętym ludem ziemi”, nawet jeśli to, co mówią, pokrywa się prawie w całości z tym, co mówią obecne władze, bo polityczne centrum to „elity”, nawet jeśli to „centrum” gnije już na marginesie. A okopująca się w swojej samotności lewica jest „Hitlerem”, nawet jeśli reprezentuje sobą dokładną odwrotność tego, o co chodziło w hitleryzmie.

A za nimi, za kujonami, pójdą kibole i zabijaki.

Polityka 16.2018 (3157) z dnia 17.04.2018; Na własne oczy; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Jasnogórski Kabaret Wszechpolski"
Więcej na ten temat


Partnerzy Moje Miasto

Kraków Szczecin Warszawa Sopot
Reklama

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama