Nauka

Za dużo nas

Rozmowa z Alanem Weismanem

Puszvza Białowieska jest fenomenem na miarę Amazonii Puszvza Białowieska jest fenomenem na miarę Amazonii Renata i Marek Kosińscy / Forum
Autor światowego bestsellera „Świat bez nas” i miłośnik Puszczy Białowieskiej o jego wizji świata bez ludzi, w którym władzę nad planetą odzyskuje natura.
Alan Wesman, autor bestsellera Świat bez nasTadeusz Późniak/Polityka Alan Wesman, autor bestsellera Świat bez nas

Edwin Bendyk: – Podczas konferencji poświęconej Puszczy Białowieskiej, która w pana książce „Świat bez nas” odgrywa także bardzo ważną rolę, wygłosił pan przejmujący wykład. Dlaczego ten kawałek lasu tak pana zafascynował?

Alan Weisman: – W Stanach Zjednoczonych często spotykam Europejczyków, którzy przyjeżdżają do naszych parków narodowych. Mówią, że w Europie nie ma już dziewiczej przyrody. Nie wiedzą, jak się mylą. Podobnie dziewiczego i oryginalnego ekosystemu jak Puszcza Białowieska nie mamy nawet w Ameryce, to unikat w skali całej północnej półkuli, najlepiej zachowany na ziemi las strefy klimatu umiarkowanego.

Ja mieszkam w lesie, który odrodził się w ciągu ostatnich stuleci po tym, jak w XVII w. osadnicy z Europy wycięli pierwotny drzewostan, by zrobić miejsce na pola uprawne i pozyskać materiał na domy, kościoły i statki. Gdy farmerzy ustąpili, drzewa wróciły, odtwarzając piękny las. Dopiero jednak gdy stanąłem w Puszczy Białowieskiej, spojrzałem na przyrodę nietkniętą ludzką ręką i zrozumiałem wyjątkowość tego zakątka świata, nieustępującą wyjątkowości Puszczy Amazońskiej. Nie mam wątpliwości, że dla zachowania takich obszarów należy zrobić wszystko.

Dlaczego?

Po pierwsze, Puszcza Białowieska jest świadkiem historii. Przecinały ją drogi łączące Mińsk z Wilnem i Warszawą, przemierzający je podróżni, z królami Polski włącznie, widzieli to samo co dzisiejszy gość puszczy – dziewiczy, trwający niezmiennie las. Jako ludzie stworzyliśmy wielkie cywilizacje i wyrafinowaną kulturę, ciągle jednak jesteśmy ssakami i natura niezmiennie nas inspiruje. By zrozumieć współczesne miasto, trzeba poznać jego architekturę i jednocześnie charakter przepływającej przez nie rzeki. Podobnie nie sposób zrozumieć Polski bez Puszczy Białowieskiej – to integralna część waszego dziedzictwa, które jest także dziedzictwem wszystkich istot ludzkich, emanującym niezwykłym pięknem i nasyconym wartościami duchowymi.

Puszcza Białowieska jest również bezcennym obszarem ze względów naukowych. Jako jedyny zachowany w stanie dziewiczym las umiarkowanej strefy klimatycznej stanowi wyjątkowy punkt odniesienia dla badaczy innych ekosystemów. Pozwala m.in. lepiej zrozumieć przekształcenia zachodzące w naturze pod wpływem takich czynników jak zmiany klimatyczne.

Sam pan jednak przyznał w swym białowieskim wykładzie, że trudno mówić o problemach związanych ze środowiskiem, bo ludzie nie przyjmują złych wiadomości i nie reagują na nie.

W pewnym momencie jesteśmy zmuszeni do działania. W 1939 r. wiele osób nie przyjmowało do wiadomości zagrożenia wojną. W końcu nie miały wyjścia, musiały podjąć walkę. Dziś także nie mamy wyjścia, z całego świata napływają informacje o zmieniającym się klimacie. Produkujemy niewystarczającą ilość żywności, obszary zagrożone suszą stają się jeszcze bardziej suche, a tereny powodziowe zatapiane są z coraz większą intensywnością. Zaczynamy jednak zwracać uwagę na zagrożenie, a zainteresowanie moją książką jest tego najlepszym dowodem – została błyskawicznie przetłumaczona na ponad 30 języków, niczym sensacyjny thriller, a nie praca o tematyce ekologicznej.

Świadomość zagrożeń ekologicznych na pewno się zmienia, ale sukcesu pana książki upatrywałbym głównie w kapitalnym pomyśle narracyjnym – opowiada pan, co się stanie z Ziemią i naturą, gdy wymrze szczególny gatunek – Homo sapiens. Skąd ta idea?

W 1993 r. pojechałem na Ukrainę, by przygotować reportaż o tym, co się dzieje w Czarnobylu siedem lat po katastrofie w elektrowni atomowej. Ta podróż miała dla mnie także silny wymiar emocjonalny, bo ze wsi położonej niedaleko na północ od Czarnobyla pochodził mój ojciec. Gdy przyjechałem na miejsce, zaskoczyła mnie siła przyrody – mimo silnego skażenia radioaktywnego natura odzyskała tereny opuszczone przez ludzi. Poradziła sobie z tym tak doskonale, że dziś obszary czarnobylskie charakteryzują się największą bioróżnorodnością na Ukrainie.

Artykuł ukazał się w 1994 r., a redaktorka czasopisma, dla którego napisałem swój tekst, stwierdziła, że nie czytała jeszcze czegoś tak ponurego w swej wymowie. Zapamiętała go jednak i gdy z czasem na całym świecie coraz widoczniejsze były skutki degradacji ekologicznej, zapytała mnie, jak wyglądałby świat, gdyby miejsc takich jak Czarnobyl, doprowadzonych do katastrofy przez człowieka, było więcej. Trudno o lepszy pomysł na książkę.

Powrót natury do Czarnobyla widział pan na własne oczy. O wiele trudniej opisać hipotetyczną rzeczywistość świata bez ludzi. Chyba nie wystarczy sama wyobraźnia, by przedstawić przekonujący i prawdopodobny pod względem naukowym obraz.

Zanim przystąpiłem do studiów potrzebnych do napisania książki, miałem za sobą wiele podróży po świecie. Dzięki nim zrozumiałem, że zjawiska takie, jak dziura ozonowa nad Antarktyką, wypalanie i wycinka lasów tropikalnych, Czarnobyl, zanik jezior polodowcowych w Arktyce, są ze sobą połączone. Tak powstał szkielet książki, który zacząłem wypełniać treścią podczas kolejnych podróży.

Źródłem inspiracji, obok Czarnobyla, była m.in. strefa zdemilitaryzowana na Półwyspie Koreańskim, gdzie ziemię niczyją opanowała przyroda, tworząc niezwykle dziki i niepowtarzalny ekosystem bez ludzi. Gdy już ugruntowałem swój pomysł, zacząłem szukać uczonych, inżynierów, architektów, by mi odpowiadali na pytania: co się zacznie dziać, gdy przestanie działać infrastruktura takiego miasta jak Nowy Jork? Co się stanie, gdy przestaną pracować pompy w metrze, gdy nie będzie miał kto malować konstrukcji metalowych, gdy zatrzymają się urządzenia kontrolujące pracę w elektrowniach atomowych? Składając z tych elementów obraz całości, czyli świata bez ludzi, zdałem sobie sprawę, że prawdziwymi bohaterami współczesnego społeczeństwa są zwykli ludzie odpowiedzialni za codzienne utrzymanie infrastruktury. Wystarczy, że ich zabraknie, a natura szybko wypełni zaniedbaną przestrzeń.

Co w takim razie po nas zostanie? Tworzywa sztuczne?

Tworzywa rzeczywiście straszą w mojej książce, pocieszające jednak jest to, że materiałem trwalszym od plastiku jest brąz, z którego wykonano wiele rzeźb. Największe arcydzieła sztuki mają szansę przeżyć nie tylko nas, lecz także pozostawione przez cywilizację plastikowe śmieci. Pomnik Kopernika, jaki oglądałem w Warszawie, przetrwa nie tylko jako wyraz estetycznych aspiracji człowieka, lecz również jako ucieleśniona w dziele sztuki ludzka pasja poznania.

Pańska wizja świata bez ludzi, w którym władzę nad planetą odzyskuje natura, nie jest jedyną możliwą. Kilka lat temu Billy Joy napisał głośny esej „Why The Future Doesn’t Need Us”. Też opisuje świat bez ludzi, tyle tylko, że w jego scenariuszu człowiek staje się zbędny, bo władzę nad Ziemią przejmują jego techniczne dzieła, obdarzone sztuczną inteligencją roboty.

Znam przemyślenia Joya, ale patrzę na nie sceptycznie. Nie wyobrażam sobie, by kiedykolwiek maszyny mogły się usamodzielnić. Potrzebują i będą potrzebować do swego działania człowieka. Nawet maszyny zdolne do autonaprawy zużywają się. Zgadzam się więc z Joyem, że przyszłość niekoniecznie potrzebuje człowieka, lecz nie dlatego, że wygrają roboty. Przyroda, owszem, poradzi sobie doskonale bez nas, dlatego właśnie największe zadanie człowieka w XXI w. polega na odzyskaniu równowagi w relacjach z przyrodą. Osiągnęliśmy granicę i nie możemy już wycisnąć nic więcej od natury nie dlatego, że zaszkodzimy naturze, lecz że zniszczymy siebie.

Rozumiem więc, że nie akceptuje pan także wizji Raya Kurzweila, przewidującego nadejście w najbliższych dekadach punktu przełomowego, kiedy technika zleje się z biologią, a człowiek zyska nieśmiertelność?

Ray jest doskonałym inżynierem i wynalazcą, jednak jego wizje nie przekonują mnie. W jednym ma rację – już dziś człowiek staje się w coraz większym stopniu biologiczno-techniczną hybrydą. Hybrydą taką jest chory podłączony do sztucznej nerki, hybrydą jestem także ja, tworząc nierozłączną całość z komputerem. W technice nie ma niczego złego, a człowiek nie jest jedynym gatunkiem zdolnym do rozwijania techniki. Ptaki budują gniazda, bobry tamy... To nie technika tworzy problemy, lecz odpady pozostawiane przez naszą cywilizację. Zaczęła ona nabierać dzisiejszego kształtu 200 lat temu, gdy ludzie odkryli skoncentrowane źródła energii – w ciągu 200 lat, spalając paliwa kopalne, zużyliśmy energię akumulowaną w przyrodzie przez setki tysięcy lat, emitując przy okazji do atmosfery produkty spalania. Zmieniają one skład chemiczny atmosfery, przyczyniając się do takich niekorzystnych zjawisk jak globalne ocieplenie.

Nie brakuje jednak oponentów negujących odpowiedzialność człowieka za zmiany klimatyczne.

Nigdy nie brakowało negacjonistów. Wystarczy wziąć do ręki Biblię, miał z nimi problemy zarówno Mojżesz, jak i Jezus. Czy to znaczy, że musimy bez końca wsłuchiwać się w ich wątpliwości? Czy jako dziennikarze powinniśmy w ten sposób rozumieć swoją bezstronność, że będziemy z równą uwagą prezentować poglądy lekarza przedstawiającego wyniki badań dowodzące, że palenie zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwory, i opinię sceptyka przekonującego, często za pieniądze koncernu nikotynowego, że ciągle brakuje pełnej wiedzy na temat szkodliwości palenia, nie należy więc się mu przeciwstawiać? Tak rozumiana bezstronność to głupota i tak samo jest w przypadku zmian klimatycznych.

W Stanach łatwo znaleźć uczonych kwestionujących wpływ człowieka na zmiany klimatu. Nietrudno jednak zauważyć, że opinie te wyraża nieustannie ta sama niewielka grupa naukowców, zazwyczaj emerytowanych, od dawna nieuczestniczących w aktualnych badaniach.

A co w takim razie z ludźmi, którzy negacjonistami nie są, lecz kwestionują sposoby walki ze zmianami klimatycznymi? Duński ekonomista Bjørn Lomborg przekonuje, że są pilniejsze i bardziej efektywne sposoby wydawania pieniędzy na poprawę życia ludzi na świecie niż inwestycje w ograniczanie emisji gazów cieplarnianych.

Bjřrn Lomborg żyje doskonale z tego, że mówi ludziom to, co chcą usłyszeć. W tej chwili nie ma ważniejszego priorytetu niż ochrona atmosfery. Co z tego, że zwiększymy nakłady na walkę z malarią, jeśli uwolnionych od niej ludzi skażemy na śmierć z głodu wywołanego suszą spowodowaną zmianami klimatycznymi? Nie chodzi o to, by zaniedbywać takie działania jak rozwój medycyny w krajach rozwijających się, jednak energię musimy koncentrować głównie na najważniejszych sprawach.

W swej książce pisze pan, że niezależnie od podjętych działań jedyny skuteczny sposób na uniknięcie scenariusza „Świata bez nas” polega na zmniejszeniu ludzkiej populacji.

Każdy gatunek, gdy napotka granice rozwoju wynikające z wyczerpania zasobów, zmniejsza swą liczebność. Człowiek taką granicę już osiągnął. Po 50 latach chemizacji ziemia staje się coraz mniej płodna i wymaga stosowania coraz większej ilości nawozów sztucznych, co przyczynia się do dalszej degradacji środowiska. Substancje chemiczne nie zostają w glebie, lecz przedostają się do rzek i dalej spływają do mórz.

Większy popyt na nawozy sztuczne oznacza większe zużycie surowców, ropy i gazu. Zasoby te się wyczerpują, a ich spalanie prowadzi do zmian klimatu. Co się stanie, gdy na skutek degradacji środowiska zaczną wymierać gatunki niezbędne dla funkcjonowania człowieka, jak pszczoły? Musimy odzyskać równowagę w relacjach z naturą, zanim natura sama się o to skutecznie upomni. Jedynym sposobem jest kontrola populacji.

Jak ten cel osiągnąć?

Proszę się nie obawiać, nie zamierzam zachęcać do strzelania do ludzi. Najlepszym sposobem na kontrolę rozrodczości jest edukacja. Im wyższe wykształcenie, zwłaszcza kobiet, tym mniejsza skłonność do posiadania dużej liczby dzieci, niezależnie od religii. Kraje o najmniejszej rozrodczości w Europie to Irlandia, Włochy, Hiszpania – tradycyjnie bardzo katolickie, jednocześnie o bardzo wysokim poziomie wykształcenia. Jeśli chodzi o społeczeństwa muzułmańskie, wystarczy spojrzeć na Iran, gdzie boomowi edukacyjnemu wśród kobiet towarzyszy radykalne zmniejszenie rozrodczości. Głównymi inicjatorkami ostatnich buntów w Iranie były kobiety, które nie chcą zrezygnować ze swych aspiracji i wrócić do domów, gdzie zajmowałyby się wyłącznie chowaniem dzieci.

Jak więc pan patrzy w przyszłość, z optymizmem czy niepokojem?

Jesteśmy w stanie odzyskać równowagę i uniknąć katastrofy. Jestem zbudowany recepcją mojej książki, bo pokazuje, przypomnę, że ludzie na całym świecie zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Podobnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie mam okazję spotykać się zarówno z przedstawicielami środowisk liberalnych, jak i skrajnymi konserwatystami. Czy się uda? Nie jestem Bjřrnem Lomborgiem, który przekonuje, że może być tylko lepiej. Przyszłość zależy od sumy decyzji, jakie wszyscy podejmiemy indywidualnie. Jaki będzie wynik? Nie sposób przewidzieć.

rozmawiał Edwin Bendyk

 

Alan Weisman, amerykański pisarz, dziennikarz i nauczyciel akademicki (wykłada w University of Arizona). Zajmuje się tematyką ekologiczną oraz problemami Ameryki Południowej. Publikuje w najlepszych tytułach prasowych: „The New York Times”, „Los Angeles Times”, „Atlantic Monthly”. W 2007 r. opublikował książkę „Świat bez nas”, która szybko znalazła się na liście amerykańskich bestsellerów, a potem została przetłumaczona na ponad 30 języków, również na polski (CKA, W-wa 2007).

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną