Na ratunek Ziemi

Cena antropocenu
Grupa wybitnych naukowców przygotowała raport na temat największych zagrożeń ekologicznych. Wiadomo już, gdzie przekroczyliśmy bezpieczną granicę, a gdzie jeszcze mamy czas, by naprawić własne błędy.

Czy żyjemy już w nowej epoce geologicznej? Prasa brytyjska pisała niedawno, że są szanse na przyjęcie słynnej propozycji holenderskiego badacza atmosfery i laureata Nagrody Nobla Paula J. Crutzena. W 2000 r. stwierdził on, że czas najwyższy, by uznać obecną epokę geologiczną, czyli holocen (trwa on od 11 710 lat), za zakończoną. Ludzie od dwóch stuleci wywierają bowiem tak przemożny wpływ na stan Ziemi, iż powinniśmy ogłosić nastanie antropocenu (od greckiego ánthropos, czyli człowiek). Jak donosi w wydaniu internetowym „The Daily Telegraph”, w ciągu najbliższych trzech lat propozycja przejścia do nowej epoki będzie oficjalnie zgłoszona Międzynarodowej Unii Nauk Geologicznych, która władna jest dokonać tego typu zmiany (POLITYKA 13/08).

Niezależnie od tego, czy niedługo w podręcznikach pojawi się antropocen czy pozostaniemy przy holocenie, nie ulega wątpliwości, że Homo sapiens jest pierwszym gatunkiem w historii naszej planety dokonującym zmian ziemskiego środowiska na tak wielką skalę i w tak krótkim czasie. Nie trzeba specjalnie nikogo przekonywać, że budzi to poważne obawy, a nawet strach. Od lat słyszymy bowiem ostrzeżenia ekologów o coraz gorszym stanie ziemskiej biosfery. Człowiek jest oskarżany o wpływanie na klimat, choć nadal nie mamy stuprocentowej pewności, w jakim stopniu odpowiada za zjawisko globalnego ocieplenia. Jak również o spowodowanie wielkiego wymierania gatunków, nazywanego już „szóstą katastrofą” (pięć poprzednich zdarzyło się w ciągu ostatniego pół miliarda lat, głównie za sprawą zderzeń Ziemi z planetoidami).

Pojemność biosfery

Podsumowując: nazwa antropocen nie jest powodem do chluby, ale obaw. Tym ważniejsze jest uzyskanie pełnego obrazu dokonanych zniszczeń, odpowiedź na pytanie, w których obszarach przekroczyliśmy już punkt krytyczny. Inaczej mówiąc: jak wiele jest jeszcze w stanie znieść ziemska biosfera? Próbę odpowiedzi podjęła grupa 29 wybitnych przedstawicieli różnych nauk, zebranych pod przewodnictwem Johana Rockströma, dyrektora szwedzkiego Stockholm Environment Institute. Znaleźli się w niej m.in. Paul Crutzen oraz James Hansen, dyrektor NASA Goddard Institute for Space Studies i wykładowca na wydziale nauk o Ziemi Columbia University.

Uczeni wybrali dziewięć obszarów, które ich zdaniem mają szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa przyrody, oraz spróbowali oszacować, jak bardzo człowiek odcisnął na nich swoje piętno i gdzie znajdują się granice bezpieczeństwa. Rezultaty ich pracy ukazały się na łamach czasopisma „Ecology and Society”, a także zostały przeanalizowane w tygodniku popularnonaukowym „New Scientist”.

Ginące gatunki

Zobaczmy, z czym na Ziemi dzieje się najgorzej. Zdaniem uczonych powinniśmy się poważnie obawiać sytuacji w dwóch spośród dziesięciu wyróżnionych obszarów: chodzi o bioróżnorodność oraz tzw. cykl azotowy w przyrodzie. Bioróżnorodność to nic innego jak bogactwo życia na Ziemi. Na skutek działalności człowieka żywe organizmy zaczęły w ciągu ostatnich stuleci wymierać w przyspieszonym tempie – rocznie ginie 100 gatunków na milion (szacuje się, że na Ziemi jest ich w sumie od kilku do kilkudziesięciu milionów).

Tymczasem granicą bezpieczeństwa, wyznaczoną przez grupę Rockströma, jest 10 znikających gatunków na milion. Z powodu jej przekroczenia do końca XXI w. na zawsze może zniknąć z naszej planety m.in. 30 proc. wszystkich ssaków, ptaków i płazów. To zaś spowoduje poważne zaburzenia światowego ekosystemu, ponieważ gatunki nie są niezależnymi bytami, ale łączy je sieć skomplikowanych powiązań. To tak jak z budowlą – znikanie jej kolejnych elementów narusza całą konstrukcję.

Druga fatalnie wyglądająca sfera to cykl azotowy. Za pojęciem tym kryje się obieg tego pierwiastka w atmosferze. Azot, z którego w prawie 80 proc. składa się powietrze, a przede wszystkim jego związki chemiczne, odgrywa ogromną rolę dla wszystkich istot żywych – wchodzi on bowiem m.in. w skład DNA, RNA czy chlorofilu. Azot w sposób naturalny krąży w ziemskiej biosferze. Jest przyswajany z atmosfery, a następnie do niej uwalniany, przy czym ten cykl ma bardzo złożony przebieg, a uczestniczą w nim grzyby, bakterie, rośliny i zwierzęta.

Człowiek tymczasem zaburza go wprowadzając do środowiska ogromne ilości azotu zawartego w nawozach sztucznych. Spływają one rzekami do mórz, gdzie stają się świetną pożywką dla glonów. Te z kolei, gdy obumrą, są rozkładane przez mikroorganizmy zużywające tlen. Gdy zaczyna brakować go w wodzie, pojawiają się bakterie beztlenowe produkujące siarkowodór. Rezultatem tego jest powstawanie w morzach martwych stref – choćby w Bałtyku. Na świecie doliczono się już 400 takich obszarów o łącznej powierzchni 250 tys. km kw. Przyczyną tego bardzo niebezpiecznego zjawiska jest zużycie nawozów sztucznych zawierających 121 mln ton azotu, tymczasem granica bezpieczeństwa znajduje się na poziomie kilka razy mniejszym – 35 mln ton.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną