Znów powódź

Popadało, podtopiło
Wyjątkowo obfite opady deszczu sprawiły, że na południu Polski wylały rzeki i strumyki. Czy czeka nas powtórka z powodzi tysiąclecia w 1997 roku?
Podczas powodzi opadowej nawet maleńki strumyk może zamienić się w rwącą rzekę
Roger B/Flickr CC by SA

Podczas powodzi opadowej nawet maleńki strumyk może zamienić się w rwącą rzekę

pfly/Flickr CC by SA

Już prawie 2 tysiące osób ewakuowano z terenów zagrożonych powodzią na południu Polski. Najgorsza sytuacja jest na dorzeczach Odry i Wisły, a więc na Śląsku i w Małopolsce. Stany alarmowe w dorzeczu Wisły zostały znacząco przekroczone na 60 wodowskazach i 30 w dorzeczu Odry. Są pierwsze ofiary śmiertelne. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą.

 Zjawisko naturalne, z którym mamy obecnie do czynienia, nazywane jest tak zwaną powodzią opadową. W Polsce powodzie tego typu zdarzają się głównie wiosną i latem. I przede wszystkim na południu, na obszarach górskich i bliskich górom, na których występuje tak zwany efekt orograficzny (na obszarach górzystych zawsze więcej pada niż na nizinach). Długotrwałe i obfite opady – do 500 mm, czyli 50 litrów na metr kwadratowy – powodują, że ziemia nie chłonie wody. Tym bardziej, że wcześniej przyjęła jej dużo po roztopach. Nadmiar wody spływa do najbliższych kanałów, strumieni i koryt rzek. W ten sposób niewielkie potoki i dopływy zmieniają się w żywioł, który niszczy na swojej drodze wszystko. A ponieważ potoków i małych dopływów ani się nie reguluje, ani nie obudowuje wałami, mogą one swobodnie wylewać. Tak dzieje się obecnie na Śląsku, w Małopolsce i na Pokarpaciu.

Jednak jeśli intensywne opady utrzymają się, tak zwane kulminacyjne fale powodziowe na dużych rzekach mogą stworzyć ogromne zagrożenie, jak podczas słynnej powodzi tysiąclecia w 1997 roku. Ucierpiał wtedy cały Śląsk, w tym Wrocław, Opole, Kłodzko i inne duże miasta. Życie straciło 55 osób. Powodzie podobne do tysiącletniej zdarzały się już wcześniej: w  latach  1934, 1844, 1803. Zawsze na południu kraju.

Opady i woda z Czech

Sytuację pogarsza fakt, że rzeki stanowią system naczyń połączonych. Nie obowiązują ich żadne granice, także międzypaństwowe. W Czechach też panuje trudna sytuacja i to aż na 13 rzekach Moraw. Niesiona przez nie woda jest zbierana w tak zwanej kaskadzie górnej Odry – systemie zbiorników retencyjnych przy polsko-czeskiej granicy. Ale tamtejsze zbiorniki retencyjne nie są z gumy i powoli osiągają maksymalny poziom napełnienia. Czesi w ostateczności staną przed koniecznością zrzucenia wody, która popłynie w naszą stronę. Wprawdzie zapowiedzieli, że każdy taki zrzut będą z nami konsultować, ale to tylko niewielkie pocieszenie. Opady są zapowiadane jeszcze na kilka dni i teraz wszystko zależy od tego, jak będą intensywne.

W pewnym stopniu za to, co dzieje się obecnie, odpowiedzialna jest też ostatnia śnieżna zima. Wielkie masy śniegu po roztopieniu wsiąknęły w ziemię, ale było to stosunkowo niedawno. Ziemia obecnych opadów nie jest już w stanie wchłaniać.

Co rok to powódź

Niestety, zmiany klimatyczne, w tym przede wszystkim wzrost temperatury całego ziemskiego klimatu, wywołują anomalie pogodowe niegdyś zdarzające się rzadko. Dzisiaj anomalie, czyli wielkie burze,  ponadprzeciętne opady, huragany w zasadzie stają się normą. Także w naszej szerokości geograficznej. Trudno je przewidzieć, jeszcze trudniej się przed nimi bronić. Dlatego właściwie powinniśmy się przyzwyczaić, że poważne zagrożenie powodzią będzie nas spotykać niemal każdego roku. Na ile jesteśmy do tego przygotowani?

 Jeśli chodzi o podtopienia poza korytami rzek, gdy woda z opadów gromadzi się np. w centrum miasta i utrudnia codzienne życie mieszkańcom, niewiele da się zrobić. To zdarzenia przypadkowe i trudno im zapobiec. Ale ważniejsze jest bezpieczeństwo samych rzek.

 Wysokość wałów przeciwpowodziowych jest dobierana do zwyczajnego, charakterystycznego tempa przepływu wody na danym obszarze. Na obszarach poza miastami są to przepływy określane mianem wody stuletniej, czyli takie, których prawdopodobieństwo wystąpienia szacuje się na 1 proc. Są też obszary lepiej chronione. Na przykład Warszawa ma wały na tak zwaną wodę tysiącletnią (czyli taką, która może wystąpić raz na tysiąc lat). Na rzekach mniejszych lub po prostu małych wały są niższe i przez to słabsze, albo nie ma ich w ogóle. Dlatego małe strumyczki wylewają najszybciej i najczęściej. Te wylewające niemal rok w rok po prostu trzeba obwałować, lub – jeśli mają wały – wzmocnić je i podwyższyć. I przede wszystkim stale dbać o ich stan. Nie ma innego sposobu ochrony.

Obecne wylewy i podtopienia najbardziej dotknęły południe Polski. Środkowe i północne obszary kraju są w lepszej sytuacji, ponieważ opady deszczu były tu mniej intensywne.

IMGW szacuje, że na najbardziej zagrożonych powodzią obszarach w najbliższych dniach opady będą się wahać na poziomie 60 - 80 mm. Lokalnie może to być około 100 mm.  MSWiA zapewnia, że sytuacja jest pod kontrolą, a prawdopodobieństwo najgorszego scenariusza – ogromnej powodzi – niewielkie. 

Tym możemy się pocieszać.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj