Nauka

Diabłu na ratunek

Największy drapieżca świata ma problem

Diabeł tasmański w swoim środowisku nie miał naturalnych wrogów, uległ jednak tajemniczej chorobie. Diabeł tasmański w swoim środowisku nie miał naturalnych wrogów, uległ jednak tajemniczej chorobie. Cameron Wells / Walter and Eliza Hall Institute
Choć ma on niepozorne rozmiary, diabeł tasmański jest jednym z najdzikszych i najbardziej niebezpiecznych stworzeń na Ziemi. Mimo to uczeni starają się go uratować przed zarazą, która dziesiątkuje gatunek.

Ma wielkość średniego psa (samce osiągają wagę do 12-14 kg), jest czarny jak smoła, z białą wąską pręgą sierści na piersiach lub w okolicy krzyża. Ma też czarne, świdrujące ślepia. Niezwykle silnie zbudowany, o nieproporcjonalnie dużym łbie. Jego szczęka jest wyposażona w maszynerię ogromnych kłów, którymi potrafi przegryźć niemal wszystko. Przypuszcza się, że wśród ssaków nie ma na świecie zwierzęcia, które mogłoby poszczycić się silniejszym uściskiem szczęk niż diabeł tasmański. Jakby tego było mało, gdy diabeł się zestresuje, rozpuszcza wokół siebie okropny odór. Potrafi też wyć, charczeć i jęczeć w sposób naprawdę przeraźliwy.

Diabeł – najbardziej agresywny z torbaczy – prowadzi nocny tryb życia. Preferuje środowisko gęstego lasu, a polując kieruje się głównie słuchem i węchem. Żywi się wszystkim, co łazi, pełza i fruwa: ptakami, jaszczurkami, wężami i gryzoniami. Potrafi też upolować większego ssaka, np. jagnię. Ofiarę atakuje zwykle od tyłu, po czym rzuca się do szyi i uśmierca jednym szarpnięciem kłów. Dorosły osobnik może w pół godziny przyjąć ilość pożywienia równą prawie połowy wagi swego ciała. Pożera je łapczywie, w konwulsyjnych atakach agresji.

To zwierzę, choć tak straszne, jest ostatnio powodem szczególnego zainteresowania biologów i badaczy torbaczy. Gatunek ten stanął na krawędzi zagłady, a uczeni zastanawiają się, jak go ratować.

Demon tasmańskiej nocy

Oto, jak opisuje diabła tasmańskiego ojciec współczesnej zoologii – Alfred Edmund Brehm w swoim wielkim dziele „Życie zwierząt”: „Wszyscy obserwatorzy są zgodni co do tego, że trudno sobie wyobrazić zwierzę bardziej nieposkromione i wściekłe. Pewien  diabeł został  schwytany do nocnej pułapki, której drzwiczki były zbudowane z żelaznych prętów grubości ołówka. Z pułapki tej zdołał się jednak uwolnić, mianowicie poprzegryzawszy i powyginawszy owe żelazne pręty”.

Samica diabła ma zwykle trzy, cztery młode, które nosi długo w torbie. Młode są bardzo  żywe, chętnie baraszkują oraz skaczą po drzewach. Wkrótce jednak wyrastają z nich prawdziwe potwory. Diabły tasmańskie żyją krótko, z reguły 6-8 lat. Są społeczne, ale nie egzystują w ścisłych rodzinach lecz w dużych, luźnych stadach. Dzisiaj diabła tasmańskiego można spotkać tylko na Tasmanii (niegdyś jednak – jeszcze  kilkaset lat temu – zamieszkiwał też kontynentalną Australię - naukowcy przypuszczają, że wyparł go stamtąd pies dingo, który znacznie szybciej się rozmnażał).

Teraz nawet na Tasmanii jego byt jest zagrożony. W 1996 r. zauważono, że diabły zaczęły zapadać na tajemniczą, śmiertelną chorobę. Okazało się, że to nowotwór.

Tajemnicza zaraza

Nazwano go Devil Facial Tumor Disease (DFTD), co można przetłumaczyć jako Rak Pyska Diabła. Choroba ta objawia się owrzodzeniem i licznymi guzami wokół pyska, co uniemożliwia diabłom przyjmowanie pokarmu, w związku z czym szybko umierają śmiercią głodową. W ciągu ostatnich 15 lat populacja diabła zmniejszyła się prawie o połowę – i to spowodowało, że szybko trafił on na listę gatunków zagrożonych. By ratować diabła tasmańskiego, uczeni zaczęli jego samego i jego chorobę dokładnie badać.

Wkrótce okazało się, że nowotwór atakujący diabły rzeczywiście jest bardzo tajemniczy.  

W 2006 r. naukowcy odkryli, że wszystkie komórki nowotworowe u wszystkich chorych diabłów są identyczne. A więc, że jest to tzw. choroba klonalna (klonalność to identyczność genetyczna wszystkich komórek nowotworu).

Wykryto też, że komórki nowotworowe nie pochodzą od komórek własnych zwierząt, lecz są obce i że same stanowią czynnik  zakaźny. Normalnie, system immunologiczny rozpoznaje obce komórki i niszczy je. Nowotwory rodzą się zawsze z własnych komórek organizmu, pod wpływem niekorzystnych zmian genetycznych lub niekorzystnych czynników środowiskowych. U diabłów jest inaczej – DFTD atakuje z zewnątrz i jest zakaźny. Szerzy się w wyniku częstych pogryzień między diabłami oraz w wyniku agresywnych zachowań podczas kopulacji.

Wygląda to tak, jakby jakieś obce stworzenie nowotworowe zaatakowało te torbacze.

Ratowanie potwora

W 2008 r. australijscy uczeni zauważyli, że zagrożone nowotworem diabły zaczęły się rozmnażać w młodszym wieku. Wcześniej, przed epidemią, samice diabła zachodziły w ciążę w wieku dwóch-czterech lat. Teraz liczba samic, które rodzą już w pierwszym roku życia, zwiększyła się kilkunastokrotnie. To pierwszy w historii badań przypadek przyspieszonej - pod wpływem epidemii zapewne – reprodukcji, zauważony przez naukowców u ssaków.

Obecny rok przyniósł przełom, który być może pozwoli uratować diabły. Naukowcy z Wellcome Trust Sanger Institute dokonali kompletnego sekwencjonowania genomu diabła
i genomu komórek atakującego je nowotworu. Okazało się, że nowotwór narodził się stosunkowo niedawno u jednej samicy diabła (już obecnie nieżyjącej), po czym drogą zakaźną przedostał się na inne zwierzęta. Samicę tę nazwano „śmiertelnym diabłem”. Skatalogowano 17 tys. mutacji diablego nowotworu. To, być może, pozwoli stworzyć antidotum.

Z kolei badacze z University of Tasmania skupili się na życiu codziennym diabłów.
W najnowszym wydaniu czasopisma Journal of Animal Ecology ukazał się artykuł, w którym opisano wyniki czteroletnich badań, w toku których chwytano w pułapki dziesiątki diabłów i obserwowano u nich ślady pogryzień oraz określano, czy są zainfekowane nowotworem czy nie. Okazuje się, że choroba najczęściej atakuje osobniki najbardziej agresywne. Miały one najmniej pogryzień, ponieważ to one zdawały mniej agresywnym pobratymcom najwięcej ran. Stawały się w ten sposób roznosicielami zakażenia. 

I co dalej, diable?

Na Tasmanii trwa dramatyczny wyścig z czasem. W latach 30. XX w. wyginął największy drapieżny torbacz na Ziemi, a mianowicie wilk workowaty, zwany też  tygrysem tasmańskim. Pozostało po nim kilka czarno-białych fotografii i zakonserwowane tkanki pobrane od zwierząt żyjących jeszcze w 1936 r. w ogrodzie zoologicznym. Czy teraz kolej przyszła na diabła tasmańskiego? Wprawdzie diabeł  jest nieposkromiony i krwiożerczy jak żadne inne stworzenie, ale czy w związku z tym mielibyśmy pogodzić się z jego zagładą? Naukowcy odpowiadają zgodnie – nie!

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną