Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Nauka

Strongmani pamięci

O dwóch takich, którzy tworzą mapy myśli

Bracia Tobiasz (z lewej) i Bartłomiej Boralowie - polscy mistrzowie pamięci. Bracia Tobiasz (z lewej) i Bartłomiej Boralowie - polscy mistrzowie pamięci. Leszek Zych / Polityka
Skojarzyć, wyobrazić, powtórzyć – fundament doskonałej pamięci. Tak radzą bracia Tobiasz i Bartłomiej Boralowie, mistrzowie mnemotechnik.
Bracia Boralowie są przekonani, że myślenie połączone ze swobodnym korzystaniem z pamięci ma kolosalną przyszłość.P. Pelz/PantherMedia Bracia Boralowie są przekonani, że myślenie połączone ze swobodnym korzystaniem z pamięci ma kolosalną przyszłość.

Siedzą w ciasnych rzędach, za pojedynczymi stolikami, jak na szkolnym egzaminie. Nakładają na głowy wielkie słuchawki, chowają się pod bejsbolówkami, naciągają kaptury. Zamierają, półleżąc, z głową opartą na przedramionach. Oczy zamknięte. Oczy nieruchomo wpatrzone w jakiś punkt. Oczy wzniesione ku niebu. Bębnią placami o stolik. Przełączeni na tryb: koncentracja.

Międzynarodowego mistrza pamięci wyłania się ponad podziałami na kategorie wiekowe. Większość uczestników na progu dorosłości, ale zdarzają się też zawodnicy w wieku wczesnoszkolnym, przemieszani z metrykalnymi seniorami – przyprószonymi siwizną, z zakolami.

Konkurencji jest dziesięć. Zapamiętuje się karty, twarze, liczby, nazwiska, słowa oraz wydarzenia – zupełnie fikcyjne, żeby przypadkiem nie faworyzować miłośników historii. Potem recytuje je na czas albo na ilość. Do pierwszej pomyłki. Ubiegłoroczny mistrz świata, Szwed Jonas von Essen, potrafi np. zapamiętać 780 kart w pół godziny. Albo 106 dat w pięć minut. Albo 211 przypadkowych słów. Najlepsi z Polaków to bracia Boralowie z Częstochowy – Tobiasz i Bartłomiej. Też są nieźli. Ostatnie mistrzostwa świata Tobiasz skończył w drugiej dziesiątce wśród dorosłych, bijąc przy okazji kilka rekordów kraju. Bartłomiej, starszy o sześć lat – w piątej, depcząc w niektórych konkurencjach młodszemu bratu po piętach.

Mnemoszkoła

Do ćwiczeń pamięci Bartłomieja Borala zawiodła życiowa roztropność jego rodziców. Za oczywistą inwestycję w przyszłość dziecka uchodziły kursy językowe, poza tym szerzyło się wśród wielu rodziców przekonanie, że pozaszkolny czas pociechy, wolny od zajęć dodatkowych, jest czasem bezmyślnie straconym. Państwo Boralowie nie poszli jednak za tłumem i uznali, że zanim młoda głowa zacznie przyswajać góry informacji, warto ją najpierw nauczyć się uczyć.

– To był eksperyment – wspomina Bartłomiej. – Szkoły mnemotechnik funkcjonowały zupełnie na obrzeżach społecznej uwagi i mało kto brał je na poważnie. Efekty przyszły jednak szybko, również z powodu zamiłowania 10-letniego Bartka do rywalizacji oraz słabości do słodyczy – w mnemoszkole dobre wyniki były nagradzane cukierkami. Potem w czterech ścianach chętnie robił za młodego geniusza, recytując bez mrugnięcia okiem 20 kolejnych słów po jednokrotnym przeczytaniu, a odkrycie fenomenalnych możliwości własnego mózgu przełożyło się również na konkretne efekty w szkolnej edukacji – uczył się krótko i wydajnie; nie rozumiał, jak można jałowo ślęczeć nad książkami, skoro wokół czeka tyle przyjemności.

Zaraził treningiem pamięci młodszego Tobiasza, który miał zresztą kłopoty z nauką – często chorował, był dyslektykiem. – Nieraz zdarzało się, że dowiadywałem się o kartkówce na przerwie przed lekcją. Dzięki mnemotechnikom byłem w stanie przygotować się w 10 minut – wspomina Tobiasz. Do matury z polskiego uczył się z zegarkiem w ręku trzy i pół godziny. Następnie 45 minut powtarzał. Zdał świetnie.

Gdy w życiu Bartka pojawił się przystanek Warszawa, zaczęło się od małego rozczarowania – nie dostał się na SGH, co było dowodem, że biegły w pamięciowych technikach nie jest z automatu omnibusem. Wyborem numer dwa była geografia, pasja Bartka. Jako student czuł się szczęśliwy, zwiedzając świat. Jako absolwent odczuł jednak, że był to wybór mało przyszłościowy – wzięcie na geografów jest umiarkowane, zostaje się w dorosłym życiu minimalistą z obowiązku.

Będąc mężczyzną ambitnym, zaraz po studiach Bartłomiej postanowił skorzystać z osobistego mnemokapitału i założył firmę, w której uczy, jak odkryć potencjał własnego mózgu, doskonalić pamięć i kreatywność. Dziś, już jako głowa młodej rodziny (dziecko w drodze), rozszerza zakres działalności. Klientelę ma zróżnicowaną: – Uczę dzieci przyswajania informacji z wykorzystaniem wyobraźni. Przybywa ludzi biznesu – z konkretnymi oczekiwaniami, byle szybko i efektywnie. Największa grupa? Obecnie dzieci i studenci – mówi.

Mapa myśli

Sportowa wyższość Bartłomieja nad Tobiaszem skończyła się jakieś trzy lata temu; pozycje w ostatnim światowym czempionacie to utrwalenie trendu. – Ale Bartek może nadgonić. Prowadząc firmę, jest na bieżąco z treningiem. Ja ćwiczę wtedy, gdy mam czas. A muszę go dzielić między narzeczoną, wymagające studia (informatyka na Politechnice Warszawskiej – red.) oraz udzielanie się we wspólnocie neokatechumenalnej – wylicza Tobiasz. W świecie braci Boralów Bóg i rozum żyją w symbiozie.

Pamięciowy trening pod kątem rywalizacji jest więc siłą rzeczy dodatkiem do obowiązków – tak jak mistrzostwa świata, odbywające się od 1991 r., były i są pokazówką niesamowitych możliwości ludzkiego mózgu w wykonaniu strongmanów pamięci. Zawody wymyślili szachowy arcymistrz Raymond Keene oraz Tony Buzan, autor poradników traktujących o tym, jak lepiej korzystać z potencjału neuronów w mózgu i jak na zawołanie otwierać w nim odpowiednie szufladki.

Jako student Buzan odkrył, że jego tradycyjne notatki nie sprzyjają efektywnej nauce, za to świetnie działają jako środek usypiający. Dążąc do edukacyjnego przełomu na własne potrzeby, Buzan natknął się na zapiski geniuszy – Darwina, Einsteina, da Vinciego. Na kartkach zdawały się żyć własnym życiem – rozrzucone, meandrujące jak nerwy. Zainspirowany, Buzan stworzył własne i nazwał je mapą myśli.

Z fundamentalnych przykazań dotyczących techniki sporządzania mapy: kartkę należy umieścić wszerz (daje przestrzeń), nie bać się jaskrawych kolorów oraz falistych linii (proste są nudne i trywialne), używać nie więcej niż jednego słowa kluczowego dla każdej odnogi oraz upstrzyć całość obrazkami. Mapa myśli wygląda jak drzewo genealogiczne, z tym że zamiast dwóch praprzodków ma jednego, osadzonego centralnie. W zależności od potrzeb: problem, zadanie lub cel.

Tobiasz uważa mapy myśli za wynalazek kapitalny i epokowy – znaczą dla intelektu tyle samo co silnik dla pojazdów albo taśma produkcyjna dla przemysłu. – Kolor i przestrzeń pomagają porządkować myślowy chaos, grupują zagadnienia tematycznie, zwracają uwagę na związki przyczynowo-skutkowe, ułatwiają rozwiązywanie problemów – wylicza.

Krowa w okularach

Nieoczywista na pierwszy rzut oka zaleta map myśli to właśnie pobudzanie wyobraźni. Tu akurat Tony Buzan Ameryki nie odkrył. Już wielcy filozofowie starożytni, dokonując popisów retoryki, polegali na własnej pamięci wyżyłowanej właśnie przez wspomaganie wyobraźnią. W swojej głowie słowa zamieniali na obrazy, a obrazy – na historie oraz opowieści.

Ta technika przetwarzania jest świetna, powiada Bartłomiej, bo słowo to coś suchego i ulotnego. Natomiast słowo przetworzone w obraz staje się plastyczne, łatwiejsze do wyobrażenia oraz do przywołania w razie potrzeby. – Podstawowa zasada to: skojarzyć, wyobrazić, powtórzyć. Warto korzystać z atrybutów wyobraźni: koloru, zapachu, dźwięku. To jest właśnie język naszego mózgu – uważa. Zdaniem Bartka pobudzanie imaginacji to fundament, bo dopiero jej efektem ubocznym jest imponująca pamięć. – Moim zdaniem nie ma osób ze słabą pamięcią. Problemem nie jest brak potencjału, ale zaniedbanie go.

Tobiasz: – Gdy wciągnąłem się w mnemotechniki, odkryłem, że wcześniej uczyłem się bez ładu i składu. Barierą było właśnie nieodpowiednie korzystanie z wyobraźni. Teraz bez trudu potrafię tworzyć fantastyczne, abstrakcyjne historie, pomocne w zapamiętywaniu.

Bartek: – Mam w głowie na pęczki z pozoru absurdalnych skojarzeń, w rodzaju krowy w okularach. Ktoś powie, że to zaśmiecanie umysłu, ale kiedy zetknę się z problemem, w którym zamiast krowy i okularów podstawię dostępne dane, rozwiązania przychodzą od ręki.

Przetwarzanie słów na obrazy, budowanie historii, najlepiej żywych i barwnych, pełnych zwrotów akcji, jest również podstawą w treningu na mnemozawody, gdzie odtwarza się zadane kwestie w ilościach przemysłowych. Są powszechnie dostępne schematy, według których cyfrom przyporządkowane są rzeczowniki na literę C (np. 1 to cacko, a 2 – cydr), a liczbom w przedziale 10–19 – na L (12 – lodówka, a 13 – lekarstwo) itd. Inne dotyczą kart – każda z nich ma swój odpowiednik jako rzecz, postać lub czynność – np. as karo to żebrać, zaś siódemka pik – piłka.

Tobiasz mówi, że większość jego mnemoznajomych tworzy jednak własne schematy – zwłaszcza gdy w tych utartych jakiś element zgrzyta, nie pasuje do układanych w głowie historii. Bicie rekordów to już tylko kwestia predyspozycji, treningu oraz kondycji – bo wielogodzinne zawody naprawdę wypruwają żyły. Bartek często styka się z pytaniem, czy nie odczuwa permanentnego zmęczenia materiału mózgowego – przeładowanego dostarczonym tam towarem. – Nie, bo przecież nie zapamiętuję wszystkiego, jak leci. Najpierw muszę się skoncentrować. Okazuje się, że mózg poddany regularnemu treningowi odwdzięcza się selektywnością podsuwanych informacji.

Bracia Boralowie są przekonani, że myślenie połączone ze swobodnym korzystaniem z pamięci ma kolosalną przyszłość. Idą tym samym trochę na przekór dzisiejszym czasom, w których naturalne funkcje szarych komórek z wygodnictwa oddano laptopom, dyktafonom i smartfonom. Oczywistym efektem jest degradacja pamięci. Bartek uważa, że dbać o nią warto, bo w końcu każdemu może zdarzyć się taka sytuacja jak jemu – gdy poznał swoją obecną żonę Joannę (którą zaraził zresztą korzystaniem z map myśli oraz mnemotechnikami), akurat nie miał pod ręką niczego, żeby zapisać jej numer telefonu. Inna sprawa, że akurat dla niego dziewięć cyfr to bułka z masłem.

Niesamowitym umiejętnościom braci Boralów towarzyszy na ogół powierzchowna ciekawość – w telewizjach śniadaniowych musieli zaakceptować napisany z góry scenariusz i że liczy się przede wszystkim pokazówka – podać z pamięci rozkład jazdy autobusu, zapamiętać układ kart. Inaczej jest na spotkaniach, gdzie nadarza się okazja do rozmów kuluarowych – jak choćby ostatnio podczas gali wręczania ufundowanych przez warszawski ratusz stypendiów dla najlepszych stołecznych studentów. Tobiasz, jeden z wyróżnionych, mówił wówczas o tym, że inwestycja w mnemotechniki to kwestia przezorności – bo przecież dzisiejsze trendy w powszechnej edukacji kładą nacisk na samokształcenie i samodoskonalenie uczniów. Bartek uważa, że lekcje z treningu pamięci i kreatywności przydałyby się w każdej szkole. Nie słyszał wprawdzie, by gdziekolwiek na świecie był to standard, ale jego doświadczenia wskazują, że warto spróbować.

Polityka 3.2014 (2941) z dnia 14.01.2014; Ludzie i style; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Strongmani pamięci"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Co z tymi czołgami? Niemiecka prasa o kolejnym sporze Warszawy i Berlina

Spór o Leopardy, obiecane ponoć Polsce w ramach „zamiany okrężnej”, zmienił się w kolejny punkt zapalny. Sprawa rozgrywana jest przez rząd PiS jak zwykle w pełnym świetle jupiterów.

Adam Krzemiński
07.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną