Nauka

Apetyt na seks

Jak sobie Polak w łóżku (nie) radzi?

Nad seksem w Polsce wciąż krąży widmo grzechu. Nad seksem w Polsce wciąż krąży widmo grzechu. DAnny Auenmuller / PantherMedia
W tej dziedzinie Polacy mocno kontrastują z innymi nacjami w Europie: kochamy się monotonnie, rzadko i krótko. Przez pruderię czy raczej z powodu słabej kondycji?
W Polsce na problem z erekcją uskarża się 1,5 mln mężczyzn.Corbis W Polsce na problem z erekcją uskarża się 1,5 mln mężczyzn.

[Artykuł ukazał się w POLITYCE 27 kwietnia 2014 roku]

Podczas odbywającej się na początku kwietnia konferencji szkoleniowej dla internistów i lekarzy rodzinnych Sala Kongresowa w Pałacu Kultury i Nauki pękała w szwach. Na wykładzie o chorobach zwyrodnieniowych zajęte były miejsca nawet na schodach, więc wykładowcy następnej sesji mieli prawo przypuszczać, że zainteresowanych nie ubędzie. Gdy jednak skończył się referat na temat kręgosłupa i zaproszono lekarzy na prelekcję o przedwczesnym wytrysku oraz niełatwej sztuce zbierania wywiadu od pacjentów krępujących się rozmawiać o seksualnej niemocy, większość pospiesznie wyszła. – Takie rzeczy to się w domu załatwia, a nie na konferencjach naukowych – skomentował w kuluarach oburzony doktor i pędem pobiegł do szatni.

Dr Andrzej Depko, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, rozkłada ręce: – Nic na to nie poradzę, że lekarze pierwszego kontaktu nie przykładają wagi do problemów seksualnych u swoich pacjentów. Choć powinni, bo odkąd poradnictwo i leczenie seksuologiczne nie są u nas finansowane przez NFZ, wiele osób nie ma do kogo zwrócić się po pomoc.

Dr Piotr Kapela należał do nielicznych, którzy pozostali na sali. – I teraz już wiem, że dla dobra pacjentów warto podpytywać ich o tę sferę życia – przyznaje, ale od 10 lat pracuje nie w Polsce, lecz w Szwecji, gdzie w gminnej poradni w Högsby, wraz z trójką innych lekarzy rodzinnych, ma 5700 podopiecznych. Czy obyczajowość Szwedów w większym stopniu dopinguje go do poszerzania wiedzy z zakresu seksuologii? – U nas mężczyźni są bardziej otwarci na rozmowy o problemach intymnych niż w Polsce. Dość często zgłaszają się z zaburzeniami erekcji po siedemdziesiątce, a mam pacjenta, który przychodzi po receptę na viagrę w wieku 82 lat.

Impotencja, przedwczesny wytrysk i osłabienie popędu

Dzięki niebieskiej pigułce mężczyźni nie muszą już przechodzić na seksualną emeryturę, ale impotencja nie jest wcale najczęstszym problemem, jaki przytrafia się im w sypialni. – Przedwczesny wytrysk oraz osłabienie popędu zdarzają się dużo częściej – zaprzecza obiegowym opiniom dr Andrzej Depko, który w Sali Kongresowej wcielił się w rolę anonimowego pacjenta w średnim wieku, z trudem spowiadającego się przed lekarzem ze swoich złych doświadczeń w sześcioletnim związku.

„Czy pojawia się erekcja prącia?” – dopytywał uczący zbierania wywiadu prof. Piotr Radziszewski, który na co dzień kieruje Kliniką Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. – Co drugi pacjent w gabinecie urologa cierpi na zaburzenie natury seksualnej, choć przyznaje się do tego jedynie 15–20 proc. – wyjaśnia. Dlatego zawsze sam wychodzi z inicjatywą, by ośmielić pacjenta, i wypytuje o problemy intymne.

Żyjemy w XXI w., a mimo to Polacy nadal mają kłopoty z nazewnictwem narządów płciowych i luki w rozumieniu niektórych pojęć – opisuje krępującą dla obu stron sytuację dr Depko. Lekarze rodzinni powinni więc sami starać się przełamywać opór i kruszyć lody, choć ten postulat wysunąć można również pod adresem innych specjalistów, którzy zajmują się leczeniem chorób mogących mieć wpływ na życie seksualne. To nie tylko urolodzy czy ginekolodzy, ale też diabetolodzy, neurolodzy, kardiolodzy, psychiatrzy, onkolodzy. Wiele schorzeń, jak choćby cukrzyca, rak czy przebyty zawał, odciska silne piętno na sprawności seksualnej, w wielu zaś wypadkach przyjmowane leki mogą niekorzystnie wpływać na te reakcje.

Medycyna coraz skuteczniej potrafi wyprowadzić pacjenta ze śmiertelnych opresji i wiele chorób staje się dzięki temu przewlekłych, a wśród ozdrowieńców jest mnóstwo ludzi w szczęśliwych związkach i niełatwo im wyrzec się seksu. – Nie możemy wycinać z ich życia istotnego kawałka, jakim jest zdrowie seksualne, gdyż jest ono wpisane w ogólną wydolność organizmu i dobre samopoczucie – podkreśla dr Depko.

Tymczasem podczas sześcioletnich studiów przyszłym lekarzom w Polsce w ogóle się o tym nie mówi, a NFZ od 10 lat nie finansuje poradni seksuologicznych. W latach 70. za sprawą prof. Kazimierza Imielińskiego Polska należała do elitarnego grona krajów, gdzie seksuologię uważano za równoprawną dziedzinę medyczną – w ostatnim czasie nastąpił jednak dramatyczny regres w podejściu do tej problematyki, co fatalnie odbija się na zdrowiu (nie tylko seksualnym) wielu pacjentów.

Dlaczego chory z cukrzycą, który zgodnie z międzynarodowymi rekomendacjami co rok powinien być konsultowany przez seksuologa, musi w publicznej przychodni za to płacić, jak za wizytę prywatną? Dlaczego mężczyzna po usunięciu prostaty, który wymaga pomocy seksuologicznej – właściwie z winy podjętego leczenia, podczas którego doszło do uszkodzenia nerwów – nie może w ramach tego samego ubezpieczenia likwidować niepożądanych skutków operacji?

Odpowiedź jest jedna: seks w Polsce kojarzy się z dolce vita, ale wciąż ciąży nad nim piętno grzechu. Być może dlatego żaden z ostatnio urzędujących ministrów zdrowia nie zdecydował się, by seksuologię zacząć traktować jak inne specjalności medyczne.

Polacy nie potrafią mówić o seksie

Czy można się zatem dziwić bezradności pacjentów? Pół roku temu ruszyła w Polsce pierwsza kampania edukacyjna poświęcona leczeniu przedwczesnego wytrysku. Zdaniem prof. Radziszewskiego to po impotencji ostatnie sypialniane tabu – z badań epidemiologicznych wynika, że na tę przypadłość uskarża się co piąty mężczyzna w różnym wieku, wbrew stereotypowi, że przytrafia się ona jedynie zbyt znerwicowanym młodocianym kochankom. Do organizatorów kampanii natychmiast zaczęły napływać listy: „Pomóżcie! Boję się wejść w kolejny związek. Proszę o radę, co robić, mieszkam w małym miasteczku na południu Polski, gdzie nie ma seksuologa”; „Do kogo najlepiej zgłosić się z problemem przedwczesnego wytrysku?”; „Od zawsze borykam się z tym problemem, przez co moje życie nie jest satysfakcjonujące. Próbowałem już szukać pomocy, jednak zniechęciłem się, gdyż była złudna, chwilowa i droga. Przepisano mi viagrę i maść Emla. Państwowy lekarz urolog zbadał mnie w dwie minuty i dał receptę na witaminy. Może więc wy mi wskażecie odpowiednie miejsce, gdzie powinienem szukać pomocy”; „Ten problem mam odkąd pamiętam i nie wiem, co z tym zrobić. Gdy przeżywam orgazm, moja żona dopiero się rozkręca, nasz seks trwa 2–3 minuty. Związek się rozpada, proszę o jakąś radę”.

Nie byłoby pewnie wspomnianej kampanii ani towarzyszącego jej 19-sekundowego filmu w telewizji (choć niektóre stacje odmówiły emisji – dwie zapałki symbolizujące parę, z których jedna spala się w pościeli zbyt szybko, to najwyraźniej dla stojących na straży moralności cenzorów czysta pornografia), gdyby nie producent leku, który ostatnio zaczęto stosować w leczeniu przedwczesnego wytrysku.

Bez viagry, która weszła przebojem do aptek 16 lat temu, też nie byłoby otwartej rozmowy o męskiej impotencji. Idąc tym tropem, o kobiecych problemach z brakiem chęci do współżycia i zaburzeniach orgazmu zacznie się zapewne głośno mówić dopiero wtedy, gdy na rynku pojawią się jakieś specyfiki przydatne w ich terapii.

Dr Andrzej Depko nie sądzi, że za wszystkim muszą stać producenci leków: – To nie firmy wymyśliły przecież problemy z erekcją, które w Polsce dotyczą 1,5 mln mężczyzn, ani nie wykreowały przedwczesnego wytrysku, który według naszych szacunków może dotykać nawet 4 mln. Trudno zabrać się do leczenia czegoś, do czego nikt nie chce się przyznać. A proszę mi wierzyć, że sama psychoterapia lub cudowne mikstury z sex-shopów na niewiele się tu przydają.

Wiedza od seksuologa czy z internetu?

W Polsce o wiele łatwiej kupić podejrzany specyfik, rzekomo mający poprawić wydolność seksualną, niż otrzymać fachową poradę. W kraju mamy ok. 120 seksuologów, ale praktykuje tylko 40. Urologów jest co prawda 10-krotnie więcej, jednak zważywszy na narodową pruderię, szczera rozmowa z lekarzem o zachowaniach i oczekiwaniach seksualnych bardziej onieśmiela niż anonimowa wizyta w sklepie z akcesoriami erotycznymi albo sprowadzenie tajemniczej mieszanki leczniczej, wygooglowanej w internecie, wprost do własnego domu.

To żerowanie na ludzkiej naiwności, przekonują seksuolodzy – taka domowa kuracja tajemniczym specyfikiem tylko niepotrzebnie odwleka (nieraz nawet latami) moment postawienia właściwej diagnozy. – Jeśli Polacy wstydzą się przyznawać w gabinetach lekarzy do swoich kłopotów ani nikt o nie ich tam nie pyta, to łatwiej wcisnąć im w sugestywnych reklamach cudowne mikstury, tworząc wrażenie, że mogą dyskretnie leczyć się samemu – nie ma wątpliwości prof. Radziszewski (o rosnącym rynku suplementów diety mających wspomagać potencję pisaliśmy więcej w POLITYCE 41/13 w artykule „Seks na wspomaganiu”).

Internet ma jednak też swoje dobre strony. Jak zauważa prof. Zbigniew Izdebski, autor książki „Seksualność Polaków na początku XXI wieku”, stał się on w Polsce poręcznym narzędziem zdobywania wiedzy i kontaktów. Z poziomem tej wiedzy oczywiście różnie bywa, ale jeśli w szkole nauczyciele boją się rozmawiać o seksie, lekarze podchodzą do tego tematu z dystansem, a w domach skrywamy przed sobą emocje, frustracje i potrzeby – właśnie sieć staje się miejscem, gdzie można bez skrępowania wyjść z izolacji. Niestety, często jedynym.

Polityka 18.2014 (2956) z dnia 27.04.2014; Nauka; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Apetyt na seks"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną