Czy istnieje uniwersalna moralność?

Samolubni altruiści
Rozmowa z Patricią Churchland, neurofilozof z University of California, o hormonach szczęścia i moralności.
Dietmut Teijgeman-Hansen/Flickr CC by 2.0

Szympansica bonobo uczy się porozumiewania z ludźmi za pomocą tablicy znaków. Badania eksperymentalne na Georgia State University w Atlancie.
Frans Lanting/Corbis

Szympansica bonobo uczy się porozumiewania z ludźmi za pomocą tablicy znaków. Badania eksperymentalne na Georgia State University w Atlancie.

Prof. Patricia Churchland –  kanadyjska filozof umysłu.
Ninez Marquez

Prof. Patricia Churchland – kanadyjska filozof umysłu.

Marcin Rotkiewicz: – „Dorastanie na biednej farmie szybko nauczyło mnie ukręcać głowy kurom, które codziennie i z oddaniem karmiłam” – pisze pani w swojej książce „Moral-­ność mózgu”. Naprawdę własnoręcznie zabijała pani drób?
Patricia Churchland: – Tak. Byłam wiejską dziewczyną mieszkającą w górzystym rejonie Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie. Na jednym ze slajdów do moich wykładów umieściłam zdjęcie bardzo skromnego wiejskiego drewnianego domku. W bardzo podobnej chacie mieszkałam w dzieciństwie.

Jak to się stało, że wiejska dziewczyna została jednym z najbardziej znanych na świecie filozofów specjalizujących się w zgłębianiu tajemnic mózgu?
Moi rodzice byli słabo wykształceni, ale zdawali sobie sprawę, jak ważna jest edukacja. I zachęcali mnie, bym skończyła liceum, a później poszła na uniwersytet. Choć w tamtym czasie wielu rolników z okolicy postrzegało posyłanie dzieci na studia jako marnowanie pieniędzy.

Jeszcze w szkole średniej zakochałam się w chemii i biologii. Tyle że akurat w tych dziedzinach kobiecie było wówczas bardzo trudno – a mam na myśli lata 50. XX w. – zrobić karierę. Jeden z moich wykładowców dał mi szczerą radę: nie masz szans zostać inżynierem lub realizować się w naukach przyrodniczych, szukaj szczęścia gdzie indziej.

I znalazła je pani w filozofii?
Bardzo chciałam zrozumieć, jak działa m.in. nasz umysł. Myślałam, że filozofia okaże się tą dziedziną, która przybliży mnie do odpowiedzi na tego typu pytania. Ale po jakimś czasie zorientowałam się, że filozofowie dyskutują niemal wyłącznie o słowach, a nie zjawiskach czy procesach. Kiedy to zrozumiałam, było już za późno na jakieś radykalne zmiany kierunku studiów. Tym bardziej że nie posiadałam funduszy, by rozpoczynać naukę od początku.

Dlatego postanowiłam, że zajmę się jednak filozofią umysłu, ale najpierw muszę zgłębić anatomię mózgu.

Kim w takim razie pani jest: filozofem czy neuronaukowcem?
Dobre pytanie. Niewątpliwie dość dziwnym stworzeniem (śmiech). Jestem z wykształcenia filozofem, ale mam również przygotowanie merytoryczne w dziedzinie biologii. Im więcej uczyłam się filozofii, tym lepiej rozumiałam, że jeśli naprawdę chce się badać, jak np. mózg podejmuje decyzje, to trzeba rozumieć jego działanie na wielu poziomach organizacji. Jak również funkcjonowanie całego organizmu, bo przecież mózg nie jest jakimś wyizolowanym organem, ale integralną częścią pewnej całości funkcjonującej w otaczającym świecie.

Moja pierwsza książka miała być pomostem lub – posługując się terminologią komputerową – interfejsem pomiędzy klasycznymi wielkimi pytaniami filozofii o naturę umysłu a pytaniami zadawanymi przez neuronaukę. Dlatego zatytułowałam ją „Neurofilozofia”.

Czy można być dziś filozofem umysłu bez dobrej znajomości neuronauki, a szczególnie biologii mózgu?
Dodałabym do tego również psychologię. A wówczas odpowiedź brzmi: nie. To, co dziś dzieje się interesującego w filozofii, to właśnie filozofia umysłu. Tyle że najciekawsze rzeczy piszą filozofowie, którzy robią dobry użytek z danych dostarczanych przez neuronaukę, psychologię, jak również antropologię czy biologię ewolucyjną oraz genetykę. Każda z tych dyscyplin odgrywa istotną rolę w próbach odpowiedzi na pytanie, kim jesteśmy.

Sądzę zresztą, że to samo jest prawdą dla wielu tradycyjnych zagadnień filozofii: jak stajemy się istotami społecznymi, jaka jest natura świata fizycznego, czym jest nasza wiedza, jak poznajemy otaczającą rzeczywistość. Filozofom nadal często się wydaje, że żeby odpowiedzieć na tego typu pytania, wystarczy rozmawiać z innymi filozofami lub dokonywać eksperymentów myślowych.

Dlatego pewnie wielu z nich nie zgodzi się z pani stanowiskiem.
Oczywiście. Nadal są ludzie, którzy wolą nie przykładać zbyt dużej uwagi do wyników badań naukowych. Więc nie jest tak, że filozofia umysłu jako dział filozofii całkowicie się zmieniła pod wpływem neuronauki.

A pani się udało, właśnie dzięki łączeniu nauki i filozofii, zbliżyć do odpowiedzi na pytanie, dlaczego staliśmy się istotami moralnymi? Do jakiego stopnia ta moralność została biologicznie ukształtowana?
Myślę, że tak, choć to jedno z najważniejszych i najtrudniejszych pytań. Ludzie, podobnie jak wszystkie ssaki społeczne – np. wilki, pawiany czy marmozety – mają mózgi zorganizowane od urodzenia w ten sposób, by być istotami społecznymi. Powstały w nich wyspecjalizowane mechanizmy odpowiedzialne za reakcje na innych ludzi, uczucia w stosunku do nich. Czyli jeden mózg może troszczyć się o inny mózg, wchodząc z nim w relacje.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną