Nauka

Wirtualność rzeczywista

Prawda i fikcja mieszają się w internecie. Jak je odróżnić?

Rzeźba przedstawiająca Edwarda Snowdena autorstwa Jima Dessicino. Rzeźba przedstawiająca Edwarda Snowdena autorstwa Jima Dessicino. Christopher Peterson/Splash News / EAST NEWS
Amerykanie długo nie rozstrzygną sporu, czy Edward Snowden to bohater czy zdrajca, ale mają pewność, że istnieje. W przeciwieństwie do Aminy Arraf, syryjskiej blogerki, której perypetiami też emocjonował się świat.
Subcommandante Marcos – ikona meksykańskiej rewolty zapatystów.Jose Pazos/Notimex/AFP/EAST NEWS Subcommandante Marcos – ikona meksykańskiej rewolty zapatystów.
Slim Amamou – tunezyjski bloger, który najpierw trafił do aresztu, a potem został ministrem.Malin Hoelstad/Scanpix/Forum Slim Amamou – tunezyjski bloger, który najpierw trafił do aresztu, a potem został ministrem.
Wael Ghonim – egipski bohater z placu Tahrir, czyli dyrektor w Google, po pracy organizujący działalność polityczną na Facebooku.John Moore/Getty Images Wael Ghonim – egipski bohater z placu Tahrir, czyli dyrektor w Google, po pracy organizujący działalność polityczną na Facebooku.

Laura Poitras jest uznaną amerykańską dokumentalistką. W tym roku do listy trofeów honorujących jej twórczość dołączył Oscar za pełnometrażowy film „Citizenfour” poświęcony Edwardowi Snowdenowi. Warto go obejrzeć (będzie okazja w maju podczas festiwalu Docs Against Gravity Film Festival) nie tylko dlatego, że opowiada o najgłośniejszym w ostatnich latach skandalu szpiegowskim. A dokładniej o mechanizmie produkcji tego skandalu, do której główny bohater – Snowden umiejętnie zaangażował media, skutecznie wykorzystując złożoną logikę ich działania.

Przypomnijmy, Snowden jako pracownik firmy Booz Allen Hamilton świadczył usługi amerykańskiej superagencji wywiadowczej NSA (National Security Agency). W ten sposób zyskał dostęp do najtajniejszych dokumentów pokazujących pełne spektrum działań NSA od technik wywiadowczych po detale poszczególnych operacji. Skala działań agencji, zwłaszcza totalny wręcz charakter podsłuchu elektronicznego, przeraziły 30-letniego informatyka, który postanowił podzielić się zdobytą wiedzą ze światem.

Wcześniejsze doświadczenia serwisu WikiLeaks, specjalizującego się w publikowaniu pochodzących z przecieków tajnych dokumentów, uświadomiły Snowdenowi, że nie wystarczy wrzucić materiał do internetu. Dokumentów było zbyt wiele, znakomita większość dotyczyła niezrozumiałych dla laików szczegółów technicznych, inne z kolei mogły zawierać informacje, których ujawnienie zagrażałoby bezpieczeństwu publicznemu lub życiu konkretnych ludzi. Żeby poruszyć świat, wykradzioną bazę danych należało przekształcić w medialną opowieść.

Sprawny analityk szybko odnalazł w sieci osobę, która idealnie nadawała się do pociągnięcia sprawy. Laura Poitras zasłynęła filmami dokumentalnymi o amerykańskiej wojnie z terrorem. Produkcja „My Country, My Country” o okupowanym przez wojska USA Iraku zdobyła w 2007 r. nominację do Oscara. I jednocześnie wywołała zainteresowanie reżyserką ze strony amerykańskich służb specjalnych: dziesiątki zatrzymań na lotniskach podczas podróży, przesłuchania, rekwizycje sprzętu elektronicznego. W końcu Poitras nie wytrzymała i w 2012 r. opuściła USA, na nowe miejsce zamieszkania wybierając Berlin. Szykany nie zniechęciły reżyserki do niewygodnych tematów, zrealizowała jeszcze jeden pełnometrażowy dokument o wojnie z terrorem i krótki film o „sygnaliście” z NSA Williamie Binneyu. Trudno o lepszą kandydatkę, uznał Snowden i rozpoczął tajną korespondencję z Poitras, kryjąc się pod pseudonimem Citizenfour. Wielomiesięczna wymiana szyfrowanych maili, do której został także włączony dziennikarz „Guardiania” Glenn Greenwald, doprowadziła do słynnego spotkania Snowdena z dziennikarzami w hotelu w Hongkongu, a następnie do serii publikacji w „Guardianie” i „Washington Post”, po których do księgarń trafiły książki, a w końcu, jesienią 2014 r., na ekranach kin obejrzeć można było film „Citizenfour”.

Medialna machina zadziałała bezbłędnie: tysiące niemych dokumentów ożyło, gdy stanęli za nimi realni bohaterowie z krwi i kości. Wydarzenie o charakterze biurowej kradzieży plików przekształciło się w szpiegowski thriller, napędzany rzeczywistymi działaniami służb specjalnych, a przede wszystkim wyobraźnią uczestników sprawy i skłonnością niektórych z nich do histerycznej, lecz dobrze sprzedającej się przesady.

Zatrzymanie przez funkcjonariuszy bezpieczeństwa na lotnisku Heathrow partnera Greenwalda Davida Mirandy’ego, groteskowa operacja niszczenia w redakcji „Guardiana” na polecenie tajnych służb komputera, na którym znajdowały się wykradzione z NSA pliki, perypetie Snowdena szukającego azylu urastały do rangi medialnych wydarzeń. Czy dzięki nim dowiedzieliśmy się więcej o mechanizmach działania świata, w którym powszechność cyfrowych technik komunikowania się umożliwia nieograniczoną wręcz inwigilację? Odpowiedzi dostarcza film „Citizenfour”, gdzie w jednej ze scen Snowden porozumiewa się z Greenwaldem, wymieniając w obawie przed podsłuchem karteczki. Dowiadujemy się z nich, jak wygląda łańcuch dowodzenia atakami za pomocą dronów, i tego, że osobiście stoi za tym POTUS, czyli prezydent USA.

Na filmie ujawnienie tej prawdy wygląda dramatycznie, tyle tylko że dla nikogo interesującego się współczesną światową polityką wiedza ta nie była tajemnicą. Zasługa Poitras polega więc nie tyle na odsłanianiu nieznanej wcześniej rzeczywistości, ile na pokazaniu, że najbardziej nawet wymowne fakty, jeśli mają się stać częścią wiedzy publicznej, wymagają obróbki, która czyni z nich pożywienie dla mediów i ich odbiorców. W trakcie owej obróbki złożoność rzeczywistości ulega zazwyczaj redukcji, a scena polaryzacji, po jednej stronie stają agenci dobra, po drugiej demoniczni przedstawiciele sił zła. I tak Edward Snowden jest dla swoich zwolenników bohaterem walki o prawa człowieka, a NSA odpowiednikiem Stasi i KGB. Tego prostego obrazu nie mąci fakt, że ów bohater korzysta z gościny Władimira Putina, którego stosunek do wartości demokratycznych jest znany.

Inna tożsamość

Najważniejsze jednak, że Edward Snowden naprawdę istnieje, niezależnie od tego, że jedni widzą w nim zdrajcę, inni bohatera. Ale jak radzić sobie z sytuacją, kiedy bohater budzący emocje opinii publicznej okazuje się wytworem wyobraźni? Amina Arraf, 35-letnia syryjska lesbijka, postanowiła dokonać coming outu i zaczęła publikować angielskojęzyczny blog „A Gay Girl in Damascus”. Jej twórczość, opisująca los kobiety pragnącej jawnie mówić o swojej seksualności w kraju rządzonym przez ponurego satrapę, szybko przyciągnęła uwagę liberalnego Zachodu. Gdy Amina zniknęła, jakoby porwana przez służbę bezpieczeństwa Assada, wyszło na jaw, że Arraf to postać wymyślona przez Kanadyjczyka Toma MacMastera.

MacMaster nie jest pierwszym użytkownikiem internetu, który korzystając z anonimowości tego medium, postanowił wcielić się w inną tożsamość. Powszechność tego procederu opisywała Sherry Turkle, amerykańska socjolożka z prestiżowego Massachusetts Institute of Technology. Od lat 80. XX w. bada ona relacje ludzi z komputerami, w 1995 r. opublikowała głośną książkę „Life on the Screen” (Życie na ekranie). Internet dopiero raczkował, korzystali z niego głównie „geekowie” naukowcy, studenci i informatycy, mimo to w katalogu ich zachowań nie brakowało zjawisk dziwnych, jak właśnie wcielanie się w wymyślone tożsamości lub podszywanie pod inne osoby. Panowie lubili występować w roli pań uwodzących na forach i w pokojach czatowych panów, którzy okazywali się w rzeczywistości kobietami. Ba, dochodziło nawet do brutalnych, wirtualnych gwałtów.

Działający 20 lat później MacMaster nie wymyślił więc nic nowego. Film dokumentalny „Amina Profile” Kanadyjki Sophie Deraspe, który także będzie można obejrzeć podczas Docs Against Gravity Film Festival, pokazuje, że oszust posługuje się dokładnie takim samym repertuarem technik jak pierwsi użytkownicy internetu. Tyle tylko, że ma znacznie większą publiczność – sieć w ciągu dwóch dekad przekształciła się w medium głównego nurtu, docierające masowo do odbiorców na całym świecie. Jednocześnie jednak internet nie stracił do końca pierwotnego uroku medium alternatywnego, umożliwiającego zaistnienie osobom lub zjawiskom z różnych powodów niemającym szans na obecność w mediach tradycyjnych. Manuel Castells, wybitny badacz społeczeństwa epoki internetu, nazywa to masową komunikacją zindywidualizowaną.

MacMaster postanowił wypróbować logikę tego zjawiska i pracy mediów do końca, wymyślając bohaterkę doskonale wpisującą się w fantazje znacznej części zachodniej opinii publicznej. Amina Arraf walcząca o prawa mniejszości seksualnych prześladowanych przez okrutny reżim syryjskiego tyrana w doskonały sposób potwierdza, że walka o te prawa ma charakter uniwersalny i nie jest jedynie wymysłem dekadenckich mieszkańców bogatego, wolnego Zachodu. Co jednak robić, gdy wymarzona bohaterka okazuje się medialnym konstruktem? Szukając odpowiedzi, warto się zastanowić, czy wirtualna Amina Arraf aż tak bardzo różni się od Edwarda Snowdena, osoby z krwi i kości? Czy rzeczywiście istnieje różnica w mechanizmach medialnego konstruowania rzeczywistości uosabianej przez oboje bohaterów?

Istotę tego pytania doskonale ilustruje sposób relacjonowania przez media tradycyjne tzw. nowych, sieciowych ruchów społecznych i wszczynanych przez nie rewolucji. Uważny obserwator wydarzeń arabskiej wiosny czy ukraińskiego euromajdanu przyzna, że w ich trakcie nie sposób było wskazać charyzmatycznych liderów ciągnących masy na barykady. Mobilizacja odbywała się głównie za pomocą internetu i serwisów społecznościowych. Hasło do zgromadzenia się na Majdanie w Kijowie rzucił Mustafa Najem, dziennikarz „Ukraińskiej Prawdy”, więc to on na kilka dni stał się dla tradycyjnych mediów liderem rewolucji. Gdy się znudził, w prasie francuskiej zastąpiła go Natalia Gumeniuk, współtwórczyni internetowej telewizji Hromadske.tv.

W Egipcie dojmujący brak charyzmatycznych liderów, nadających się na czołówki medialnych doniesień, szczęśliwie wypełnił w pewnym momencie Wael Ghonim. Na co dzień dyrektor w Google, po pracy aktywista organizujący działalność polityczną na Facebooku, został aresztowany na placu Tahrir przez służbę bezpieczeństwa. Gdy pod wpływem międzynarodowych nacisków został po tygodniu wypuszczony, okrzyknięto go bohaterem. Odgrywanie tej roli wobec światowych mediów ułatwiała mu biegła znajomość angielskiego.

Historia Ghonima do złudzenia przypomina nieco wcześniejsze tarapaty Tunezyjczyka Slima Amamou, blogera aktywisty także aresztowanego przez bezpiekę. Po kilku dniach zamknięcia trafił z aresztu do nowego rządu, w którym objął tekę ministra ds. młodzieży. I choć w sensie fizycznym był o wiele bardziej realny niż syryjska Amina Arram, w istocie o jego statusie w politycznym ruchu zadecydowała aktywność w internecie i późniejsza ekstaza mediów, szukających za wszelką cenę wyrazistych, „ciągnących opowieść” bohaterów.

Coraz mniej rzeczywistości

Oczywiście nie chodzi jedynie o bohaterów, lecz o złożony mechanizm konstruowania obrazów rzeczywistości, jakimi posługuje się społeczeństwo. W procesie tym niezwykle ważną rolę odgrywają media, o czym wiadomo od dawna. Rola ta zmieniła się jednak wraz z pojawieniem się internetu po raz pierwszy można się było o tym przekonać podczas rewolty zapatystów w Meksyku. Historia zaczęła się 1 stycznia 1994 r., kiedy członkowie Zapatystowskiej Armii Wyzwolenia Narodowego (EZLN) zajęli zbrojnie główne miasta stanu Chiapas. Rząd wysłał w odpowiedzi wojsko, w trakcie kilkudniowych walk zginęło blisko 200 buntowników i żołnierzy. Po dziewięciu dniach władza poprosiła o rozejm. Co się stało?

Zapatyści zdołali się przebić przez blokadę informacyjną i za pomocą internetu dotarli do światowej opinii publicznej z informacjami o swojej walce. Ikoną ruchu stał się tajemniczy Subcommandante Marcos. Do historii mediów przeszło jego zdjęcie, gdy siedzi na koniu w kominiarce, z fajką w zębach, i rozmawia z Oliverem Stone’em, także oczywiście na koniu. W istocie Marcos nie był liderem ruchu, co najwyżej kimś w rodzaju medialnego rzecznika. Jego zasługą było właściwe skonstruowanie komunikatu, w którym przedstawił walkę Indian z Chiapas jako etap uniwersalnej walki o prawa człowieka, do której należy także emancypacja kobiet i mniejszości seksualnych.

Resztę zrobiły media, jak jednak zauważają badacze zapatystowskiej rewolty, doniesienia nie układały się w spójny obraz. Trudno na ich podstawie stwierdzić, jaka była prawda rewolucji zapatystowskiej. Ważniejszego odkrycia dokonał rząd meksykański – kakofonia medialnych głosów z Chiapas poza jakąkolwiek kontrolą sprawiła, że stracił on monopol na prawdę. Tym samym nadwerężeniu też uległa legitymizacja działań władzy. Słowa okazały się skuteczniejsze od kul. Bunt zapatystów nazwano pierwszą rewolucją postmodernistyczną. Przywoływany już wcześniej Manuel Castells stwierdził zaś, że wkroczyliśmy w epokę wirtualności rzeczywistej.

Żyjemy po prostu w świecie, w którym coraz rzadziej mamy bezpośredni dostęp do rzeczywistości – w coraz większym stopniu w konstruowaniu obrazów świata posługujemy się mediami. Medialny ekosystem za sprawą internetu znakomicie się skomplikował, nie zmieniła się jednak podstawowa logika: nie jesteśmy w stanie przyjmować świata w całej jego złożoności. Złożoność tę redukujemy, zastępując skomplikowane opisy opowieściami, za którymi stoją wyraziści, pełni emocji bohaterowie. Gdy w życiu rzeczywistym takich bohaterów zaczyna brakować, usłużne media starają się ich na siłę wyprodukować, tak jak wyprodukowały Marcosa, Snowdena, Amamou, Ghonima, Arraf. A gdy i to nie wystarcza, pojawia się „House of Cards” z demonicznymi postaciami Franka Underwooda i jego żony.

 ***

Życie pod nadzorem

– taki tytuł nosi sekcja festiwalu filmowego Docs Against Gravity, który odbywać się będzie w Warszawie od 8 do 17 maja. W ramach tej sekcji można będzie zobaczyć:

„Killswitch”, reż. Ali Akbarzadeh, prod. USA, 72 min

Dokument o toczącej się bitwie o kontrolowanie sieci, opowiedziany poprzez historię dwóch ważnych dla wolnego internetu postaci: Aarona Swartza i Edwarda Snowdena.

„Citizenfour”, reż. Laura Poitras, prod. USA, Niemcy, Wielka Brytania, 114 min Zapis pierwszego spotkania Edwarda Snowdena z dziennikarzami „Guardiana”, wspólnie ujawnili działania agencji NSA. Film nagrodzony Oscarem.

„The Amina Profile”, reż. Sophie Deraspe, prod. Kanada, 84 min Amina Arraf miała pisać bloga o życiu homoseksualistów w Damaszku, a tak naprawdę nigdy nie istniała. Historia miłosna, która przerodziła się w thriller.

„Drone”, reż. Tonje Hessen Schei, prod. Norwegia, 82 min

Film o pilotach, którzy zdalnie kierują amerykańskimi dronami wojennymi, i o rodzinach ofiar takich ataków bombowych.

„Internet’s Own Boy: The Story of Aaron Swartz”, reż. Brian Knappenberger, prod. USA, 105 min Aaron Swartz nazywany jest pierwszym męczennikiem sprawy wolności sieci. Film to próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego genialny haker i zaangażowany aktywista odebrał sobie życie.

USCz

Polityka 16.2015 (3005) z dnia 14.04.2015; Nauka; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Wirtualność rzeczywista"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Polscy autorzy plagiatorzy

Dzisiejszy czytelnik potrafi szybko wytropić podobieństwa i oskarżyć o plagiat. Przekonali się o tym kolejni polscy autorzy.

Aleksandra Żelazińska
12.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną