Czy każdy może pobiec w maratonie?

Nie dla wszystkich
Moda na bieganie nie mija. Dla lekarzy to jednak wyzwanie: doradzać czy zniechęcać?
.
Andreas Klodt/Flickr CC by 2.0

.

Aktywność fizyczna jest z wielu powodów zbawienna i nie ma co na siłę szukać usprawiedliwień, jeśli komuś ruszać się nie chce. Nie wszyscy jednak – całkiem dosłownie – powinni brać sobie rady kardiologów do serca, ponieważ nie każdy biegać może i powinien.

Masowość maratonów niesie ze sobą podstawowe zagrożenie, że na starcie wśród setek wyczynowców i nowicjuszy pojawią się osoby kompletnie do tego nieprzygotowane, niedokładnie przebadane, jednym słowem – amatorzy. Z amatorskim podejściem do zdrowia i własnych możliwości.

Nie można wstać zza biurka w piątek i w niedzielę przebiec kilkadziesiąt kilometrów bez żadnej zaprawy. Na szczęście biegowy boom, który przeżywa Polska od kilku lat, spowodował spory wzrost świadomości. W internecie można bez trudu znaleźć mnóstwo porad, jak biegać zdrowo, samouczki na ten temat drukują gazety (również POLITYKA w ubiegłym roku poświęciła cały sierpień akcji „Poradnik Biegacza 45+”).

Nie powinno się więc zdarzać, by ktoś niewytrenowany stawał na starcie – a jednak tak bywa. Co ciekawe, naturszczyki przed ekstremalnymi maratonami czują większy respekt, ale nie mniejsze kłopoty mogą sobie sprawić na krótszych dystansach, do których podchodzą lekceważąco.

Większość lekarzy (zwłaszcza tych, którzy lubią aktywność sportową – a jest ich również coraz liczniejsze grono) powie, że wiek to żadne przeciwwskazanie do udziału w biegach masowych. Zaraz jednak można usłyszeć od wytrawnych ekspertów medycyny sportowej, że nie da się tego ocenić na oko i warto po prostu przed rozpoczęciem regularnych treningów sprawdzić swoją wydolność.

Rekreacja jest jak lek, więc ma swoje ograniczenia i trzeba je znać. Dlatego jeśli ktoś ma nadciśnienie, to zanim zacznie biegać powinien najpierw zacząć się leczyć, bo nie można uprawiać jakiejkolwiek dyscypliny sportowej, nie przejmując się swoim zdrowiem. Każda aktywność fizyczna doraźnie zwiększa tętno i ciśnienie, więc jeśli mamy je wysokie na starcie, to podczas biegu jeszcze bardziej się podniesie, co może być niebezpieczne.

(Tu ważne zastrzeżenie: regularny wysiłek po pewnym czasie przyczyni się do samoistnego spowolnienia pulsu, gdyż organizm stopniowo będzie się adaptował do zwiększonego wysiłku. Przed rozpoczęciem treningów tętno wynosi u biegacza 80 uderzeń na minutę, a po roku może być to już tylko 65–70 uderzeń, zaś bardzo dobrze wytrenowani uczestnicy maratonów mają je w granicach nawet 35–45. Komórki nauczyły się w takich warunkach lepiej przyswajać tlen).

Lekarskich zaświadczeń o stanie zdrowia wymagają organizatorzy znanych biegów masowych w Paryżu, Rzymie, Nowym Jorku. W Polsce o to nikt nie pyta, choć biegacze podpisują oświadczenie, że są świadomi ewentualnych konsekwencji. To trochę dziwne, bo o wielu konsekwencjach pojęcia mieć nie mogą, gdyż sporo anomalii serca – obok stóp i kolan najbardziej narażonego przy bieganiu na obciążenia – jest tak ukrytych, że trudno je rozpoznać nawet podczas standardowego badania.

I o tym zawsze trzeba pamiętać, kiedy zdarzają się nieprzewidziane tragedie podczas biegów masowych: są choroby, które ujawniają się dopiero w ekstremalnych warunkach! Dlatego wypadki i zgony młodych sportowców to nieunikniona rzadkość, która nie powinna nikogo zniechęcać do sportu, lecz uświadamiać wagę jak najlepszego przygotowania.

Na ile tylko się da, lepiej wszystko przewidzieć w porę i wykluczyć. A margines zaskakujących i przypadkowych wypadków pozostanie wpisany w codzienne ryzyko. Warto je po prostu maksymalnie zminimalizować.

[Artykuł pochodzi z internetowego wydania POLITYKI z kwietnia 2015 r.]

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną