Nauka

Do utraty tchu

Jak rozpoznać nadciśnienie płucne?

Fakt, że choroba znajduje się na styku dwóch różnych specjalności, wcale nie pomaga pacjentom. Fakt, że choroba znajduje się na styku dwóch różnych specjalności, wcale nie pomaga pacjentom. diego_cervo / PantherMedia
Zmęczenie, apatia, sinica ust – to mogą być objawy nadciśnienia płucnego.
Serce i płucaDorling Kindersley/Getty Images Serce i płuca

Alicja Morze przyzwyczaiła się już do reakcji ludzi, którym pierwszy raz opowiada o swojej chorobie. „Co ty tak narzekasz – dziwią się. – Kto w twoim wieku nie ma nadciśnienia?” – Zawsze muszę tłumaczyć, że moje nadciśnienie jest zupełnie inne – mówi pani Alicja. Nie irytuje jej brak empatii, bo gdy 19 lat temu otrzymała od lekarzy informację o diagnozie, też nie wiedziała, co ją czeka. – Przez 10 lat po porodzie dziecka czułam narastające zmęczenie. Doszło do tego, że nie mogłam przejść kilku kroków w mieszkaniu, by zgasić światło. Ale kładłam to na karb tuszy, bo podczas ciąży sporo przytyłam.

Zawsze znajdzie się jakiś powód, by tłumaczyć sobie słabszą wydolność i duszności. Otyłość, przepracowanie, niewystarczająca ilość snu, papierosy… Po co tracić czas na badania, wizytę u lekarza – przecież takie dolegliwości nie mogą być oznaką poważnej choroby, jeśli wszyscy wokół skarżą się, że są zmęczeni i bez sił. Agnieszce Bartosiewicz z Gdyni nawet lekarka rodzinna nie pomogła, gdy 11 lat temu zwróciła się do niej z pytaniem, dlaczego tak szybko się męczy. – Miałam 26 lat, więc pani doktor stwierdziła, że chyba za dużo się uczę i pracuję. Jej zdaniem powinnam koniecznie więcej ćwiczyć, by zadbać o lepszą formę. A ja nie miałam już wtedy siły podnieść ręki ani wejść bez zadyszki na pierwsze piętro.

Mama zawiozła ją do szpitala, gdzie szybko znalazła się na intensywnej terapii, bo badanie serca wykazało bardzo duże nieprawidłowości. – Kardiolog był zdumiony, że przez pięć miesięcy nikt nie skierował mnie na badanie echokardiograficzne, bo diagnozę można było postawić dużo wcześniej – wyznaje pani Agnieszka. Z rozpoznaniem nadciśnienia płucnego żyje się niełatwo, ale przynajmniej nikt już nie może jej zarzucić, że jest słaba i leniwa.

Serce i płuca to nierozłączna para.

I jak to w związkach bywa, wszelkie zawirowania w duecie odbijają się na każdym z partnerów. W starożytności rozpowszechnił się pogląd – który przetrwał mniej więcej do XVII w. – że płuca owijają się wokół serca w celu chłodzenia go, gdyż wrząca krew wymaga stałego studzenia. Gdy poznano lepiej anatomię, okazało się, że bliskie sąsiedztwo płuc i serca ma zupełnie inną przyczynę – chodzi raczej o to, aby krew transportująca tlen mogła go szybko pobrać z pęcherzyków płucnych.

U osób takich jak Alicja i Agnieszka, dotkniętych nadciśnieniem płucnym, drobne naczynia przeprowadzające krew przez płuca są tak mocno zwężone, że wymiana gazowa jest bardzo utrudniona, a w krańcowych sytuacjach wręcz niemożliwa. – Krew nie może nabrać tyle tlenu, ile organizm potrzebuje. Prowadzi to do duszności, zmęczenia, sinicy ust. Wkrótce dołącza niewydolność serca, które musi pracować ciężej, aby przepchnąć krew przez płuca – tłumaczy prof. Marcin Kurzyna, kardiolog z Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku.

Niestety, przyczyna tych zaburzeń – czyli odpowiedź na pytanie, dlaczego tętniczki płucne zarastają – wciąż jest nieznana. – Z tą chorobą jest trochę tak, jakby w piękny dzień piorun z jasnego nieba uderzył w młode zdrowe drzewo i wywrócił je do góry korzeniami – obrazowo opisuje sytuację prof. Kurzyna. – Ta choroba zmienia życie ludzi, którzy w niczym nie zawinili: nie palili papierosów, nie obżerali się golonką, uprawiali sport.

Agnieszka Bartosiewicz po diagnozie i dzięki leczeniu stara się żyć bez taryfy ulgowej. Ale co to oznacza? – Wchodzę bez zadyszki na pierwsze piętro, a wyżej korzystam z windy. Jeżdżę na rowerze, ale elektrycznym. Zakupy przynoszę do domu na raty.

Pani Alicja, starsza od Agnieszki o 20 lat, nazywa siebie dinozaurem leczenia nadciśnienia płucnego. I ma świadomość, że gdyby 19 lat temu nie skierowano jej z Trójmiasta do Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie – gdzie prof. Adam Torbicki, jeden z najważniejszych w Europie ekspertów, zaaplikował jej nowy lek – jej życie już dawno by się skończyło. Wtedy połowa pacjentów umierała w ciągu zaledwie 5 lat. Obecnie śmiertelność wynosi 6 proc., co nawet można byłoby zredukować do średniej europejskiej 2–3 proc., gdyby bardziej rozpowszechniły się zabiegi transplantacji płuc (potrzeby są kilkukrotnie większe), a lekarze mieli zgodę NFZ na podawanie chorym w ramach refundacji kilku różnych leków jednocześnie.

Na dostęp do kuracji nie ma co narzekać – twierdzi prof. Marcin Kurzyna. – W ramach programu lekowego mamy dostęp do wszystkich możliwych specyfików. Jedyna rzecz, jakiej brakuje, to możliwości łączenia ich ze sobą. U niektórych chorych zidentyfikowano kilka szlaków, które prowadzą do zarastania tętniczek w płucach, więc aby terapia była skuteczna, trzeba nieraz wielokierunkowego działania.

Dwa różne nadciśnienia

Nadciśnienie płucne nie jest tą samą chorobą, co nadciśnienie tętnicze. A zwężenie naczyń w płucach wywołuje inne konsekwencje niż zatkanie naczyń wieńcowych w sercu podczas zawału. W tym wypadku interwencją ratującą życie jest szybkie rozpuszczenie blaszki miażdżycowej i umieszczenie w naczyniu stentu, który ma zapobiec ponownemu zwężeniu – czy w ten sam sposób nie można postępować przy zarastaniu naczyń płucnych? Przede wszystkim skutkiem zamkniętej tętnicy wieńcowej jest martwica ściany serca – przy nadciśnieniu płucnym płuca nie umierają, ponieważ odżywiające je naczynia krwionośne nadal funkcjonują prawidłowo. Płuca żyją, tylko ich funkcja jest upośledzona, gdyż zatkane są jedynie tętniczki doprowadzające krew do pęcherzyków płucnych. Mają one średnicę zaledwie pół milimetra, więc umieszczenie w nich stentów nie byłoby możliwe.

Istnieje odmiana nadciśnienia płucnego, które bywa konsekwencją choroby zatorowej, kiedy skrzeplina oderwana z serca zatyka większe naczynia płucne – wyjaśnia prof. Kurzyna. – W takim wypadku można wykonać zabieg balonikowania, podobny do stosowanego przy zawale serca. Ale przy klasycznym nadciśnieniu płucnym śródbłonek wyścielający tętniczki zaczyna wpuklać się do środka, komórki się mnożą i zarastają światło. Tylko leki hamujące ten proces zdają egzamin.

Ściana naczynia krwionośnego nie jest martwą barierą mechaniczną. Owszem, odgradza płynącą w środku krew od otoczenia, ale stale zachodzą w niej procesy, za sprawą których tętnice kurczą się i rozkurczają. Na powierzchni komórek tworzących tę ścianę znajdują się setki receptorów, w błonie wewnętrznej produkowane są ważne substancje: np. prostacyklina i tlenek azotu. Wspomniane leki, stosowane w nadciśnieniu płucnym, to przede wszystkim pochodne prostacykliny, która sprzyja rozszerzaniu tętnic płucnych, substancje hamujące działanie naturalnego białka o nazwie endotelina (które z kolei obkurcza naczynia płucne) oraz – co dla niektórych może być niespodzianką – aktywny składnik Viagry.

Prof. Louis Ignarro z Uniwersytetu Kalifornijskiego, laureat Nagrody Nobla w 1998 r., odkrył najpierw, że tlenek azotu kontroluje przepływ krwi w tętnicach, a następnie dowiódł, iż ten sam związek jest neuroprzekaźnikiem odpowiedzialnym za erekcję. W następstwie tych obserwacji na rynku pojawił się sildenafil oraz tadalafil, które zwiększają poziom tlenku azotu i przekazują sygnał do rozkurczu ściany naczynia – zarówno u mężczyzn z zaburzeniami erekcji, jak i tych wszystkich, którzy mają zwężone naczynia w płucach. Różne zastosowania, inne dawki – ale ta sama substancja odmieniła życie wielu chorych.

Nie lekceważyć objawów

Dziewięć lat temu powstało w Polsce Stowarzyszenie Osób z Nadciśnieniem Płucnym i ich Przyjaciół. – Staramy się aktywizować pacjentów i upowszechniać wiedzę dotyczącą naszej choroby – mówi prezes Alicja Morze. Edukacja potrzebna jest wszystkim, nawet środowisku lekarskiemu. – Nie należy lekceważyć objawów zmęczenia, duszności. Warto wtedy wykonać badanie echokardiograficzne serca – podkreśla prof. Marcin Kurzyna. – Jeśli uwidoczni ono przerośniętą prawą komorę, to sygnał, jak ukierunkować dalszą diagnostykę.

W Polsce nadciśnieniem płucnym zajmują się częściej kardiolodzy niż pulmonolodzy, choć w Europie bywa z tym różnie (np. w Wlk. Brytanii i we Francji jest na odwrót). Fakt, że choroba znajduje się na styku dwóch specjalności, wcale nie pomaga pacjentom, bo muszą oni nieraz krążyć po różnych gabinetach, zanim trafią wreszcie pod właściwy adres. Eksperci przyznają, że niecharakterystyczne objawy – zmęczenie, apatia, sinica ust – wielu lekarzy rodzinnych bagatelizuje i dopiero po kilku miesiącach ktoś wpada na właściwy trop. – Wiele pacjentek skarżyło mi się, że przy zgłaszanych dolegliwościach zarzucano im niestabilność emocjonalną – przyznaje prof. Kurzyna. – Choroba jest dość rzadka, ale tym bardziej nawet łagodnych objawów nie powinniśmy lekceważyć. Lepiej poświęcić pacjentowi więcej uwagi, niż odesłać z piętnem hipochondryka.

Nie ma wątpliwości, że w przypadku nadciśnienia płucnego opóźnienie rozpoznania, a w konsekwencji leczenia, ma wpływ na dalsze losy pacjenta. – To są ludzie młodzi, najczęściej między 20. a 40. rokiem życia, więc nawet wybór kariery zawodowej ma znaczenie, by nie trzeba było z niej później rezygnować – mówi Alicja Morze. Wie najlepiej, że każda choroba przewlekła wymaga pewnych wyrzeczeń. Chodzi o to, aby było ich jak najmniej, a może się to udać tylko wtedy, gdy pacjent szybko otrzyma właściwą kurację i nie będzie czuł się samotny ani zagubiony.

Polityka 23.2016 (3062) z dnia 31.05.2016; Nauka; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Do utraty tchu"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Kontrowersyjna rolna rewolucja

Lada dzień na Ukrainie rozpocznie się rolna rewolucja. To najbardziej oczekiwana i kontrowersyjna obietnica Wołodymyra Zełenskiego.

Oleksandra Iwaniuk
25.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną