Świat pochyla się nad Puszczą Białowieską

Kły i pazury Natury 2000
Rozmowa z Humberto Delgadą Rosą, dyrektorem do spraw środowiska w Komisji Europejskiej, o pomysłach rządu „dobrej zmiany” na przyrodę i o tym, jak się przed nimi bronić.
„Nikt z Komisji Europejskiej nie musi mówić Polakom, jaką puszcza ma wartość”.
Monkpress/EAST NEWS

„Nikt z Komisji Europejskiej nie musi mówić Polakom, jaką puszcza ma wartość”.

Humberto Delgado Rosa
Cristina Yuste/EFE/PAP

Humberto Delgado Rosa

„Jeśli działania polskich władz są niezgodne z zasadami ochrony obszarów sieci Natura 2000, to pozwiemy Polskę do Trybunału Sprawiedliwości”.
Michał Kość/Agencja Wschód/Reporter

„Jeśli działania polskich władz są niezgodne z zasadami ochrony obszarów sieci Natura 2000, to pozwiemy Polskę do Trybunału Sprawiedliwości”.

Jędrzej Winiecki: – Dlaczego Komisja Europejska interesuje się Puszczą Białowieską?
Humberto Delgado Rosa: – Przejmuje się nie tylko Komisja, ale cały świat, na czele z Polską, bo w końcu Puszcza Białowieska należy do światowego dziedzictwa. Ludzkość odcisnęła na przyrodzie ogromne piętno, w Europie zwłaszcza na lasach. I tak się składa, że na całym kontynencie tylko w Puszczy Białowieskiej las pozostał względnie niezmieniony. Za sprawą minimalnego zagospodarowania utrzymała się także jego naturalna dynamika: rosną wiekowe drzewa, obok leży mnóstwo drewna, kluczowego dla trwania bardzo wielu gatunków, które w Białowieży mają świetne warunki. Wreszcie są tam tak unikalne zwierzęta jak żubry. Nikt z Komisji Europejskiej nie musi mówić Polakom, jaką puszcza ma wartość, w każdym razie dla całej Europy jest ona ogromna.

Co należy chronić w puszczy? Rzadkie gatunki? Tzw. siedliska, czyli różne typy lasu? A może trzeba zachować stan uchwycony w momencie dołączenia puszczy do Natury 2000?
Ustanowienie Natury 2000 to tylko chwila w długiej historii Puszczy Białowieskiej, w której równolegle toczy się wiele procesów charakterystycznych dla lasu naturalnego, ale poddawanego ograniczonemu wpływowi człowieka. Wiadomo, że polowano, wycinano drzewa i w niektórych miejscach puszcza była sadzona. Niemniej cały obszar pozostawał chroniony jako tereny łowieckie polskich królów, a później we fragmencie jako park narodowy. Co bardzo ważne, w puszczy dążymy do ochrony wartości ważnych dla ludzi. Czy to ekonomiczna wartość drewna? Nie w tym przypadku. Chodzi raczej o zachowanie dla obecnych i przyszłych pokoleń dobrego przykładu europejskiego lasu, który wygląda jak te sprzed okresu intensywnego wpływu człowieka. Na tę wartość składają się gatunki, siedliska i działalność gospodarcza od wieków prowadzona w Puszczy Białowieskiej, która – jak turystyka – powinna być promowana.

Polscy leśnicy apelują, aby pilnie usuwać drzewa zamieszkane przez chrząszcza kornika drukarza, zabijającego białowieskie świerki. W ten sposób zamierzają puszczy pomóc, naprawić ją po latach zaniedbań, zatrzymać katastrofę, wynikającą z ograniczenia prac leśnych kilka lat temu. Mają rację?
Gdyby korniki masowo pojawiły się w lesie będącym plantacją drzew, to walka z nimi byłaby uzasadniona z powodów gospodarczych. Ale w lesie tak specjalnym, niewiele znaczącym w polskiej produkcji drewna, takie podejście jest bardzo wątpliwe. Choć słyszymy porównania, że trzeba działać szybko, bo przyroda przechodzi zawał serca.

Minister środowiska Jan Szyszko, mający najwięcej do powiedzenia w puszczy, przestrzega, że rezygnacja z ratowania siedlisk ważnych z punktu widzenia sieci Natura 2000 narazi Polskę na poważne reperkusje ze strony Komisji Europejskiej.
Jeśli polski rząd chce chronić siedliska, to świetnie, ale Komisja Europejska nie zwracała się o interwencję polegającą na cięciu. Naukowcy i z Polski, i np. z Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody zgodnie wątpią, by zwiększona wycinka była zgodna z celem, jakim jest ochrona puszczy. Aby skutecznie pozbyć się korników, trzeba by wyciąć przynajmniej 80 proc. zasiedlonych przez nie drzew i wszystkie te ścięte drzewa wywieźć, co nie wydaje się mieć specjalnie sensu w lesie, który swoją niezwykłość zawdzięcza przede wszystkim niskiemu stopniowi zagospodarowania. Nie dyskutuję, że korniki zabijają świerki, nawet na dużą skalę. Że przy okazji mogą zanikać niektóre gatunki organizmów, ale nie jesteśmy przekonani, by oznaczało to, że pogorszeniu ulegają chronione siedliska. Inwazje korników zdarzały się w puszczy wielokrotnie i są jej naturalnym elementem.

Był pan w puszczy?
Jeszcze nie.

O Puszczy Białowieskiej trzeba rozmawiać w puszczy i w obecności miejscowej ludności, to motto ministra. Jan Szyszko obrusza się też, że Polaków pouczają osoby z krajów, które swoje puszcze już dawno bezpowrotnie zniszczyły.
Nawet w Polsce podejście leśników popierają niemal wyłącznie przedstawiciele nauk leśnych. Byłem zaskoczony, że tak wielu członków Państwowej Rady Ochrony Przyrody miało inną opinię niż minister, który później wymienił większość składu rady, by dopasować ją do swojej wizji. Wcale nie twierdzimy, że wiemy lepiej, jak dbać o polską przyrodę, bo puszcza przetrwała dzięki Polsce i Polakom, a nie kogoś tam z Unii Europejskiej. Ale przede wszystkim jesteśmy rozczarowani, że wiosną polskie władze zwiększyły limit cięć, czym jednostronnie zmieniły zasady ochrony puszczy uzgodnione wspólnie w 2012 r.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną