Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Nauka

Nauka po Brexicie. Czy Wielka Brytania zostanie akademicką prowincją?

ibbl / Flickr CC by 2.0
Przyszłość brytyjskiej nauki stanęła pod znakiem zapytania. A wszystkiemu winien... Brexit.

Europa przygotowuje się do pierwszego po Brexicie spotkania Rady Europejskiej, a tymczasem Wielka Brytania wciąż próbuje poradzić sobie ze skutkami ewentualnego wyjścia z Unii Europejskiej. Jednak skutki opuszczenia Wspólnoty odbiły się nie tylko na gospodarce i polityce, ale też na… nauce.

O wydziale fizyki i astronomii na University of Sheffield zrobiło się głośno, gdy jego dyrektor opublikował szczegóły korespondencji pomiędzy jednym z uczelnianych zespołów badawczych a szefem europejskiego projektu, w którym uczestniczyli. Naukowców czekało niemałe zaskoczenie – nagle okazało się, że zostali wyłączeni ze współpracy w międzynarodowym przedsięwzięciu. Udostępnione za zgodą obu stron maile rozwiewały wszelkie wątpliwości: Brexit postawił Brytyjczyków w dziwacznej sytuacji i ich obecność mogłaby obniżyć szanse na powodzenie badań. Potem pojawiło się zapewnienie: „Jak tylko zasady staną się jasne, pojawi się sposobność, żebyśmy mogli dalej razem pracować”.

Dymisja Davida Camerona i kolejne przetasowania w brytyjskiej polityce odsunęły na dalszy plan dyskusję o tym, jak radzić sobie z tego typu problemami. Dopiero niedawno Kanclerz Skarbu w rządzie Theresy May Philip Hammond zapewnił, że rząd będzie współfinansował niektóre europejskie projekty naukowe, o ile umowy ich dotyczące zostaną zawarte przed oficjalnym wyjściem Wielkiej Brytanii z UE.

Mowa tu przede wszystkim o głównym programie grantowym Horizon2020, na który Unia przeznaczyła w latach 20142020 blisko 80 miliardów euro. „Od referendum społeczność naukowa borykała się z niepewnością. Ta decyzja mocno uspokaja”komentowała w „Nature” Sarah Main, szef Campaign for Science and Engineering, organizacji non-profit z siedzibą w Londynie.

Jeśli spojrzeć na twarde dane, nie dziwi, że mogło być niespokojnie. Aż 18 proc. pieniędzy, które przychodzą do Wielkiej Brytanii z UE, przeznaczanych jest na badania i rozwój. To daje około miliarda funtów rocznie i tym samym czyni Brytyjczyków jednymi z największych beneficjentów unijnych programów finansowania. „Brytyjska nauka jest niepokojąco silnie zależna od unijnych środków” komentował w rozmowie z „The Guardian” Daniel Hook, współautor raportu firmy technologicznej DigitalScience.

Sezon wakacyjny zamroził sporą część działań zmierzających do rozjaśnienia sytuacji w nauce, więc określenie skutków nadchodzącej nawałnicy jest czystą zgadywanką. Dzięki decyzjom ministerstwa skarbu część krajowych zespołów badawczych nie będzie musiała się martwić o podstawowe aspekty finansowania w najbliższych latach. Brakuje jednak jednej kluczowej gwarancji, która pozwoliłaby na więcej optymizmu – możliwości swobodnego przekraczania granicy UE z Wielką Brytanią przez naukowców.

Trudno oczekiwać w najbliższym czasie akurat tego typu deklaracji, gdyż sprawy imigracji były na czele kampanii zwolenników „wyjścia” i wrócą niebawem przy okazji negocjacji z Unią, a to będzie ciągnęło się miesiącami. Tylko że nie sposób też mówić o efektywnym uczestnictwie w programach międzynarodowych przy jednoczesnym zamknięciu granic.

Jest jeszcze jeden kłopot. Brak możliwości wolnego przepływu ludzi między Wielką Brytanią a Unią Europejską mógłby prawnie przekreślić możliwość udziału Brytyjczyków w unijnych projektach naukowych, a to oczywiście oznacza odcięcie od środków i międzynarodowych współpracowników. Szwajcaria doświadcza teraz tego na własnej skórze.

Kraj ten mimo bycia poza UE uczestniczył w programie Horizon2020 na równych prawach co państwa członkowskie. Jednak wyniki referendum przeprowadzonego tam dwa lata temu w sprawie zaostrzenia przepisów imigracyjnych wpłynęły na to, by nie ratyfikować umowy o wolnym przepływie ludności z Chorwacją, którą przyjęto rok wcześniej do Unii Europejskiej.

Przez tę decyzję Szwajcaria już tylko częściowo uczestniczy w Horizon2020, a jeśli do lutego 2017 roku nie ratyfikuje ustawy, będzie musiała się pożegnać z programem na dobre. To przypadek bezprecedensowy i ważna przestroga dla Brytyjczyków.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama