Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Nauka

10 mln zgonów rocznie z powodu odporności na antybiotyki? To nas czeka

Z powodu odporności na antybiotyki dochodzi do 700 tys. zgonów rocznie. Z powodu odporności na antybiotyki dochodzi do 700 tys. zgonów rocznie. Jonathan Silverberg / Flickr CC by 2.0
Już dziś z powodu uodpornienia się na antybiotyki umiera rocznie 700 tys. osób na świecie. Do 2050 r. liczba ta wzrośnie do 10 mln.

Na naszych oczach ziszcza się jeden z najczarniejszych scenariuszy współczesnej medycyny. Coraz więcej antybiotyków przestaje działać, a pacjenci umierają na schorzenia, które jeszcze 30 lat temu nie stanowiły poważnego zagrożenia. Do listy coraz rzadziej działających antybiotyków właśnie dołączyła kolistyna. Czy stoimy u progu antybiotykowej apokalipsy?

Kolistyna jest stosunkowo starym antybiotykiem. Jego zastosowanie w medycynie zostało ograniczone w latach 70. z uwagi na jego toksyczność. Na początku XXI wieku lek wrócił do łask, bo jego mniej szkodliwe zamienniki przestały działać. Dziś kolistyna jest uważana za antybiotyk „ostatniej szansy”, stosowany u pacjentów, którzy nie odpowiadają na inne kuracje antybiotykowe. Ale ostatnia deska ratunku właśnie zaczyna zawodzić.

Jak poinformował Robin McKie w „Guardianie”, ponad rok temu naukowcy natrafili na bakterie zawierające gen mcr-1, którego obecność uodparniała je na działanie kolistyny. W 18 miesięcy zmutowane komórki rozprzestrzeniły się po całym świecie w zastraszającym tempie. Sytuacja najgorzej wygląda w Chinach; w niektórych częściach kraju odporne na kolistynę bakterie odnaleziono u 25 proc. przebywających w szpitalach pacjentów.

Naukowcy zebrani na konferencji zorganizowanej przez American Society for Microbiology przestrzegli, że problem superbakterii dotyczy każdego miejsca na świecie.

Dlaczego antybiotyki przestają działać?

Już dziś z powodu odporności na antybiotyki dochodzi do 700 tys. zgonów rocznie. Naukowcy prognozują, że do 2050 r. liczba ta wzrośnie do 10 mln. W jaki sposób do tego doszło?

Wystarczył zachwyt nad nowym odkryciem oraz brak wyobraźni. Antybiotyki są dziś niemal wszechobecne, a stosowanie ich bez opamiętania zaowocowało powstaniem superbakterii.

Jeszcze kilka lat temu normą było wypisywanie kuracji antybiotykowej niemal „profilaktycznie”. Do tego pacjenci mieli tendencję do przerywania kuracji w połowie jej trwania, gdy tylko poczuli się nieco lepiej. Skutej? Wyginęły słabsze szczepy bakterii, a przeżyły te najsilniejsze i najbardziej odporne na lek, które to cechy przekazały później namnożonym bakteriom. W ten sposób powstały formy mocniejsze i odporne na działanie antybiotyków.

Problem dotyczy nie tylko ochrony zdrowia. Weterynarze bez opamiętania faszerują antybiotykami zwierzęta zarówno domowe, jak i hodowlane, a rolnicy stosują wspomagane opryski, żeby ochronić zbiory przed szkodnikami. Na terenie Unii Europejskiej obowiązuje wprawdzie odpowiedni zakaz, ale na niewiele on się zdaje w przypadku prywatnych gospodarstw. Tymczasem niewielkie dawki antybiotyków pochodzące od roślin i zwierząt trafiały do gleby. Są zbyt małe, by zwalczać infekcje, ale wystarczające do zabicia najwrażliwszych szczepów i wykształcenia się form odpornych, takich jak odporne na kolistyne bakterie z generm mcr-1.

Czy czeka nas antybiotykowa apokalipsa?

Tymczasem nawet jedna zmutowana bakteria może być przyczyną katastrofy. Długotrwałe lekceważenie problemu i nieizolowanie pacjentów, u których podejrzewano obecność superbakterii, spowodowały, że rozprzestrzeniły się one na inne obecne w szpitalu osoby, a stamtąd na resztę populacji.

Przykładem droga zmutowanego drobnoustroju NDM-1, który przedostał się z Indii do Europy. Stało się tak za sprawą Belga, który w 2009 r. uszkodził sobie nogę w wypadku w Indiach i próbował leczyć niegojącą się ranę po powrocie do domu. Do końca 2010 r. zakażenia NDM-1 potwierdzono u pacjentów m.in. w Austrii, Chorwacji, Czechach, Serbii, Grecji, Wielkiej Brytanii, Belgii i USA. Do dziś pacjenci zarażeni bakterią walczą z niegojącymi się zakażeniami w izolatkach.

Jeśli antybiotyki zawiodą, medycyna cofnie się o kilka dekad. Trudniejsze lub nawet niemożliwe okażą się np. operacje transplantologiczne. Podczas takiej operacji pacjent przyjmuje leki, które mają zapobiec odrzutom przeszczepionego organu. Superbakterie potrafią sobie z nimi poradzić i wywołać infekcję, która może mieć tragiczne skutki. Niemożliwa stanie się także walka z zapaleniem płuc, gronkowcem i całym szeregiem schorzeń, które jeszcze niedawno nie stanowiły dla medycyny żadnego wyzwania.

Świat stawia właśnie czoła medycznej apokalipsie. Władze poszczególnych krajów powinny temu zapobiegać. Ale sytuacja w ochronie zdrowia, także w Polsce, raczej nie napawa optymizmem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną