Fascynujące oblicza Stephena Hawkinga

Stefan i dziewczyny z pozaprzestrzeni
Stephen Hawking udowodnił, że czarne dziury można z sensem opisywać.
UPPA/Photoshot/EAST NEWS

Stephen Hawking udowodnił, że czarne dziury można z sensem opisywać.

Stephen Hawking podczas krótkiego lotu specjalnym samolotem, który zapewnił mu wrażenia stanu nieważkości.
CAP/FB Image/Forum

Stephen Hawking podczas krótkiego lotu specjalnym samolotem, który zapewnił mu wrażenia stanu nieważkości.

Stephen Hawking z córką Lucy na wykładzie z okazji 50. rocznicy powstania NASA.
Paul Alers/NASA/Wikipedia

Stephen Hawking z córką Lucy na wykładzie z okazji 50. rocznicy powstania NASA.

audio

AudioPolityka Karol Jałochowski - Stefan i dziewczyny z pozaprzestrzeni

Bywał Brytyjczyk delficki zwłaszcza wobec studentów. Roger Penrose, wielki fizyk brytyjski, przyjaciel, któremu Hawking wiele zawdzięcza, napisał tydzień temu w „Guardianie”: „Spotkanie z nim bywało dla studenta przytłaczającym doświadczeniem. Hawking mógł mu kazać obrać niejasną ścieżkę z powodów, które wydawały się głęboko tajemnicze. Nie można było liczyć na klaryfikację, student stawał więc w obliczu czegoś na podobieństwo objawienia, którego prawdziwości nie należało kwestionować, ale którego właściwa interpretacja i rozwój miały bez wątpienia doprowadzić do głębokiej prawdy”.

Tym zaś studentom – lub kolegom – których szanował umiarkowanie, zwykł przejeżdżać wózkiem po stopach. Był to jeden z niewielu środków ekspresji dostępnych Hawkingowi. Wózek i towarzysząca mu aparatura stała się tym, o czym marzył Douglas Engelbart, wizjoner rzeczywistości rozszerzonej, czyli wzmocnieniem ludzkiego intelektu (na miarę naszych wciąż żałośnie skromnych możliwości). Coraz słabsze ciało fizyka zdawało się z czasem służyć tylko do uwiarygodnienia istnienia organicznej, niesztucznej inteligencji w nim uwięzionej – oraz do autoryzowania treści płynących z komputera. Co także pogłębiało efekt mistyczny, rzecz jasna.

Czy Stephen Hawking był samotnym geniuszem?

Zdecydowanie nie. Pisaliśmy kiedyś za Hélène Mialet, filozofką i historyczką nauki z York University w Toronto, że Hawking funkcjonował niejako w trzech ciałach. Autorka przyjętej nie bez pewnych oporów środowiska, ale frapującej książki „Hawking Incorporated” za ciało pierwsze uznała to fizyczne, dotknięte stwardnieniem zanikowym bocznym, za ciało drugie nieśmiertelne ciało nauki, za trzecie zaś – hybrydowe ciało cyborga. To ostatnie niezbędne jest do zaspokojenia potrzeb powłoki biologicznej i do realizacji celów naukowych (czyli dwóch pierwszych). Wymaga ono niebywałej koncentracji energii, wysiłków całych zastępów przepracowanych pomocników (zwłaszcza w podróży).

Wizja samotnego geniusza jest nie tylko nieprawdziwa. Jest też szkodliwa dla obrazu i przyszłości nauki, w której jednostki mogą trwać w przekonaniu posiadania cech wyższych, niedostępnych dla zwykłych śmiertelników, przekonywała Mialet. Sprowadzając rzecz z wyżyn akademickich dociekań, Roger Penrose zauważał, że Hawking jeszcze więcej zawdzięcza Jane Wilde, swojej pierwszej żonie i matce trojga dzieci, Roberta, Lucy i Timothy’ego. Bez jej bezwarunkowego wsparcia w najbardziej owocnym, konstytuującym okresie jego życia (lata 60. oraz 70.) nie byłoby ani jednego z trzech wyżej wymienionych ciał.

Czy Stephen Hawking przed śmiercią pogodził się z Bogiem?

Mało prawdopodobne. Pytanie zadać jednak należy z powodu przedziwnego zbiegu okoliczności. Fizyk urodził się 8 stycznia 1942 r., dokładnie 300 lat po śmierci Galileusza. Kiedy umarł, mijała właśnie 139. rocznica urodzin Alberta Einsteina. Takie sytuacje to eldorado domysłów dla osób wierzących w Wyższą Przyczynę Pozornych Koincydencji – innymi słowy w Boga. Tym bardziej że 14 marca jest także dniem liczby Pi, której w ludowych wierzeniach przypisywane są znaczenia magiczne, a w najlepszym razie enigmatyczne. Tych wierzących należy jednak rozczarować. Hawking był twardogłowym ateistą, dla którego istnienie Boga należałoby udowodnić naukowo albo odrzucić. Czasem, owszem, zdarzało mu się o Nim wspominać, ale tylko w bardzo specjalnym znaczeniu, panteistycznym, bliskim tradycji filozoficznej Spinozy. Przez odczytanie umysłu Boga rozumiem sytuację, gdy wiemy wszystko to, co wiedziałby Bóg, gdyby istniał, a nie istnieje, ucinał dyskusje fizyk.

Czy Stephen Hawking będzie miał swój pomnik?

Ma już swoje popiersie, wystawione w Centre for Theoretical Cosmology przy Wilberforce Road w Cambridge (ma też należący do kanadyjskiego Perimeter Institute budynek swojego imienia oraz inne przybytki). Niestety rzeźba Iana Waltersa nie jest dostępna dla osób niezwiązanych z uczelnią. Lewis Herbert, przewodniczący Rady Miejskiej, mówił lokalnemu dziennikowi: „Wszyscy jesteśmy zszokowani odejściem Stephena Hawkinga; całkiem długo udawało mu się oszukiwać śmierć i szkoda, że nie dłużej”.

Żeby dać temu odejściu choćby symboliczny odpór i uhonorować wyjątkowego obywatela, włodarze zaproponowali ustawienie jakiejś bardziej godnej instalacji w miejscu, gdzie każdy może ją podziwiać, na przykład przy dworcu kolejowym albo w centrum miasta. Czekając na decyzję miasta, Brytyjczycy oddają cześć Hawkingowi jak tylko potrafią. Artysta Ricky Minns z Norwich w hrabstwie Norfolk, znany bardziej jako Ruddy Muddy (Rumiany Błotniak), utrwalił podobiznę wybitnego fizyka na prawym skrzydle białego vana, którym dostarcza kwiaty. Błoto to materiał, w którym (palcem) pracuje Minns. Lewe drzwi ozdobił portretem Alberta Einsteina. Dzieło wydawać się może nietrwałe, ale tak nie jest. „Deszcz tak jakby coś temu dodaje w pewien sposób, ale mojej pracy wilgoć niestraszna – aż do chwili, gdy umyję vana”, mówił Minns dziennikowi Cambridge News, nie wyjawiając sekretnej receptury błota, którego używa. Nie jest to bowiem błoto zwyczajne.

I wreszcie najbardziej frapujące pytanie, na które odpowiedzieć nie potrafimy (albo nie chcemy). Pamiętają Państwo start rakiety Falcon Heavy?

Niektórzy twierdzą, że Stephen Hawking poleciał na pokładzie Falcona w kosmos, przebrany za Starmana

Czy to prawda? Innymi słowy, czy fizyk zamienił wózek na roadster Tesli i korzystając z życzliwości Elona Muska ruszył w ostatnią podróż tam, gdzie i tak myślami od lat przebywał najczęściej? W końcu Barack Obama w pożegnalnym tweecie napisał: „Baw się dobrze, między gwiazdami”. Byłby to ostateczny żart Wielkiego Stefana, mistyfikacja godna Andy’ego Kaufmana. Przypuszczenie jest uprawnione, zważywszy życiorys, dorobek, a zwłaszcza tekst na wygaszaczu monitora jego komputera: „Iść śmiało tam, gdzie Star Trek ma pietra”.

Jednakże, jeśli idzie o podróże w przestrzeń kosmiczną, Hawking był już umówiony z Richardem Bransonem. Miał skorzystać z usług Virgin Galactic, a nie konkurencji. Muzycznie też było Hawkingowi raczej nie po drodze ze Starmanem. Bardziej od Davida Bowiego cenił (podobno) Spice Girls. Gdyby więc opuszczał ziemską orbitę, słuchałby zapewne utworu „Dziewczyny z pozaprzestrzeni”. Brzmi on jakoś tak (w wolnym tłumaczeniu): Obracając się pod galaktyką/Moje kochanie i ja, tak daleko/2000 lat, jak w jakiejś fantazji/Moje kochanie i ja, międzygwiezdna odyseja/Szybując na zawsze w grawitacji zero/Razem w międzygalaktycznym zjednoczeniu/Dziewczyny z pozaprzestrzeni.

Czy Stephen Hawking miałby nam za złe powyższy tekst?

Nie. John Preskill, fizyk teoretyk z California Institute of Technology, tak wspominał na Twitterze swojego dobrego kolegę: „Wyczułem, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, że Stephena bawi, gdy się go traktuje prześmiewczo. W trakcie dyskusji naukowych wtrącałem więc: Co każe ci tak sądzić, Panie Wszystkowiedzący? Wiedziałem, że odpowie błyskiem w oku, który znaczył: A co, chcesz się założyć?”.

Cholernie nam wszystkim będzie Hawkinga brakowało.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną