Fenomen Instytutu Santa Fe

Instytut na Górze
Drzwi do złożoności, czyli główny – nazwany imieniem Murraya Gell-Mana – budynek SFI, położony na szczycie jednego ze wzgórz okalających Santa Fe.
Karol Jałochowski/Polityka

Drzwi do złożoności, czyli główny – nazwany imieniem Murraya Gell-Mana – budynek SFI, położony na szczycie jednego ze wzgórz okalających Santa Fe.

Pisarz Cormac McCarthy (po lewej) i badacz złożoności David Krakauer, dyrektor SFI.
Karol Jałochowski/Polityka

Pisarz Cormac McCarthy (po lewej) i badacz złożoności David Krakauer, dyrektor SFI.

Jennifer Dunne, filozofka i biolożka, wicedyrektorka Instytutu.
Karol Jałochowski/Polityka

Jennifer Dunne, filozofka i biolożka, wicedyrektorka Instytutu.

Psycholog interdyscyplinarna Mirta Galesic.
Karol Jałochowski/Polityka

Psycholog interdyscyplinarna Mirta Galesic.

Geoffrey West, fizyk, współodkrywca praw ewolucji miast i korporacji, członek rady naukowej SFI.
Karol Jałochowski/Polityka

Geoffrey West, fizyk, współodkrywca praw ewolucji miast i korporacji, członek rady naukowej SFI.

Sidney Redner, badacz nowych fenomenów społecznych.
Karol Jałochowski/Polityka

Sidney Redner, badacz nowych fenomenów społecznych.

David Wolpert, współtwórca podstaw uczenia maszynowego, badacz teorii gier i teorii informacji.
Karol Jałochowski/Polityka

David Wolpert, współtwórca podstaw uczenia maszynowego, badacz teorii gier i teorii informacji.

Przy okazji: interdyscyplinarność zwykle oznacza raczej prostacki podział obowiązków, nienaruszający akademickiej plemienności, a nie to, co powinna, czyli uwspólniony stan umysłu. David Wolpert, badacz teorii gier, teorii informacji, a przede wszystkim jeden ze „starych pierdzieli” (jak sam o sobie mówi), którzy w latach 80. tworzyli podstawy uczenia maszynowego, uściśla: – W SFI ćwiczymy głębokie zespolenie, kohabitację różnych dziedzin, a nie flirt i przesyłanie całusów. Konieczna jest fizyczna bliskość, zderzenia. W praktyce oznacza to niekończące się rozmowy, do których celowo prowokuje płaski – architektonicznie i strukturalnie – układ Instytutu i limitowany stan osobowy. Najbardziej szalony międzygatunkowy pomysł, jaki Wolpertowi przyszedł do głowy w Santa Fe? – Ujmując rzecz nie do końca serio, nazwałbym go twierdzeniem o monoteizmie, wykazującym, że jeśli istnieje w świecie jakiś byt zdolny do obserwowania, kontrolowania, do przewidywania zdarzeń przyszłych i pamiętania przeszłych, to taki bóg czy demon może być tylko jeden. Nie ma miejsca na dwóch. Brzmi niedorzecznie? Przeciwnie. Kurt Gödel wykazał, że nie wszystko można dowieść matematycznie, Alan Turing, że są rzeczy, których nie obliczy żaden komputer. Wolpert zastanawia się, czy nie istnieją jakieś także bardziej generalne ograniczenia, wiążące ręce fizycznej rzeczywistości.

A regularni szaleńcy? – Tak, mieliśmy tu paru wariatów – mówi Krakauer. McCarthy uzupełnia: – Ostatnio jakoś mniej... Ale z dziesięć lat temu trafialiśmy na prawdziwych świrów. Pamiętam takiego jednego. Dał całkiem spójny wykład o pewnym problemie z fizyki, po czym zaczął się tak jakby przechylać na jedną stronę i powiedział: „Oczywiście wiele z tego, co tu państwu przedstawiłem, należy poddać uważnej rewizji z racji tego, że w aptece w Duluth właśnie widziano Elvisa...”.

Złożoność stada

Badanie rozmaitych form inteligencji, dociekanie przyczyn procesów starzenia, analiza podobieństw w ewolucji systemów technologicznych, naturalnych i społecznych, poszukiwanie metapraw historii – te i inne usiłowania mają jeden cel: odnalezienie porządku w tzw. złożoności. Tylko czym coś, co jest frapująco złożone, różni się od tego, co przaśnie skomplikowane? Sidney Redner tak wyjaśnia tę różnicę: – Sto małp napadających na turystów, kradnących im jedzenie, kompletne bezhołowie, bez żadnego nadrzędnego porządku to skomplikowane. Ale sto tysięcy szpaków, z których każdy nie robi nic ponad to, że unika zderzeń z innymi, nieznacznie zmieniając kierunek lotu, i z tych tysięcy prostych działań wyłania się cudowny płynny ruch, piękna prawidłowość, organizacja całego stada to jest coś, co nazwałbym złożonością. To nadrzędne zachowanie wyłaniające się z mikroskopijnych interakcji. Redner przyszedł do SFI ze świata wyidealizowanych modeli fizyki, gdzie odnajdywał się nie bez trudności. Nowe fenomeny społeczne – eksplozja populizmu, fale dezinformacji – nimi m.in. zajmuje się teraz: – Musi być jakiś sposób, żeby je zrozumieć!

Psycholog Mirta Galesic też ma nadzieję, że musi. Urodziła się w kraju (Jugosławia), który na jej oczach nagle zmienił stan skupienia. Ale jest też podekscytowana: – Byłam kiedyś na konferencji fizyków. „Możemy wyjaśnić wszystkie oddziaływania, do jakich dochodzi w tej sali”, powiedzieli, a ja pomyślałam: „Boże! Biedactwa wy moje! Co będziecie teraz robili?”. My nie wiemy nic. Socjologowie w niczym się nie zgadzają. Jesteśmy tam, gdzie fizycy byli sto lat temu. Ale mamy wreszcie dostęp do ogromnych ilości danych i szybkich komputerów. W SFI Galesic zajmuje się wyłanianiem się opinii, tego, jak ludzkie zbiorowości podejmują decyzje i jak wyciągają wnioski. Korzystając z modeli prostych procesów prowadzących do złożonych struktur (magnetyzacji i perkolacji), szuka reguł kryjących się za zjawiskami społecznymi: – Ponieważ w psychologii jesteśmy naszym własnym obiektem badań, zwykliśmy szukać usprawiedliwień. Sądzimy, że jesteśmy bardziej skomplikowani, niż naprawdę jesteśmy. Galesic sugeruje, że jesteśmy bardziej jak szpaki.

I inne odkrycie: inteligencja zwiększa dywersyfikację i polaryzację opinii na tak wydawałoby się oczywiste tematy, jak ocieplenie klimatu czy szczepienia ochronne. – Wykształcenie pomaga w doborze wygodnych faktów – mówi Galesic. I pyta: – Czy każdy powinien mieć prawo głosu? Czy kontrolować przepływ informacji? Czy wolność wypowiedzi jest zawsze dobra? Na te pytania możemy wreszcie zacząć odpowiadać nie tylko filozoficznie! I może za sto lat będziemy w stanie powiedzieć: „Drogie społeczeństwo! Globalna wojna wybuchnie z 80-procentowym prawdopodobieństwem. Oto, co trzeba zrobić, żeby tak się nie stało”. Wspaniale byłoby nie tylko latać na Księżyc, ale i zrozumieć samych siebie, żeby nawzajem się nie powybijać.

Nierealny realizm

Ten sam model myślenia o systemach Jennifer Dunne, filozofka i biolożka, wicedyrektorka SFI, przenosi na przyrodę. Znamy dobrze układ drapieżnik–ofiara, w szkole uczą nas o rozwielitkach i łańcuchach pokarmowych, tymczasem prawdziwa natura to wielowymiarowe sieci subtelnych powiązań między tysiącami gatunków. Wykorzystując naukę o systemach i komputery, mniej więcej 20 lat temu można wreszcie było, przy udziale Dunne, zacząć je symulować – i porównywać z danymi pozyskiwanymi w terenie. I nie musi to być teren dziewiczy. – Nie potrzebujemy ekosystemów nietkniętych przez człowieka. To błąd. To mrzonka. Ludzie są częścią ekosystemu. Wszystkie gatunki mają na niego wpływ. Ludzie są po prostu w tym skuteczniejsi.

Dunne bada interakcje gatunków w skrajnie różnych ekosystemach i szuka cech wspólnych, prostoty za złożonością. Oraz wskazuje na jeszcze jedno chybione mniemanie o przyrodzie: – Zakłócenia to norma. Kiedy owad ugryzie listek, on też zakłóci system. Przekonanie, że ekosystemy są statyczne, zamrożone w czasie, jest fałszywe choć czasem staje się podstawą decyzji o ich ochronie. Celem powinna być ochrona nie jego pojedynczych elementów, ale procesów, które w nim zachodzą. Dlatego też szalenie istotne jest zrozumienie całego systemu, bo pozornie nieistotny jego element może okazać się krytyczny dla dynamiki całości.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną