Leczenie przez Google

Dr Google całodobowo
Internet we współczesnej medycynie jest jak skalpel. Tym, którzy potrafią się nim posługiwać, pomaga. W rękach ludzi bez doświadczenia staje się niebezpieczny.
Dziś wszędzie słychać o telemedycynie, jaka jest potrzebna i nowoczesna.
WavebreakmediaMicro/PantherMedia

Dziś wszędzie słychać o telemedycynie, jaka jest potrzebna i nowoczesna.

Choroby nowotworowe, obok szczepień, to najczęściej w sieci wyszukiwane tematy.
Getty Images

Choroby nowotworowe, obok szczepień, to najczęściej w sieci wyszukiwane tematy.

Nazwisko najsłynniejszego lekarza na świecie brzmi: dr Google. Z takiego założenia wyszły Katarzyna Koper (dziennikarka popularyzująca wiedzę o zdrowiu) i Anna Krysiukiewicz-Fender (pediatra), pisząc o faktach i mitach dotyczących diagnoz z internetu. „Dr Google potrafi odpowiedzieć na każde, nawet najtrudniejsze pytanie, nigdy nie bywa przemęczony ani sfrustrowany. Nigdzie się nie spieszy, jest dostępny przez całą dobę” – wymieniają zalety wirtualnego specjalisty już we wstępie swojej książki „Co pan na to, doktorze z sieci?”.

A każdy wie, że zalet jest dużo więcej: porady są bezpłatne, można pytać o wszystko bez ryzyka, że narazimy się na śmieszność, no i nie ma chyba takiego problemu zdrowotnego, na który dr Google nie znalazłby szybko rozwiązania.

Okazuje się to zwłaszcza przydatne w dziedzinach, które – tak jak pediatria – wzbudzają liczne kontrowersje. Gdzie aż roi się od mód, wpływu rodzinnych zwyczajów na pielęgnację dzieci, zmieniających się standardów, a nieraz zbiorowej histerii rodziców, którzy lubią porównywać swoje pociechy z rówieśnikami. „Mój dwuipółletni Kuba jeszcze nic nie mówi, poradźcie, co robić” – pyta zaniepokojona matka, a dr Google natychmiast podsuwa jej opinie bardziej doświadczonych mam, z których połowa z wyższością stwierdza, że ich dzieci są lepiej rozwinięte, zaś inne oferują bogaty zestaw ćwiczeń, które pomogą z Kuby szybko uczynić spikera radiowego.

Nasi rodzice w kryzysowych sytuacjach pytali o radę swoje matki lub babcie, które mieszkały z nimi pod jednym dachem i zwykle wychowały niejedno dziecko – mówi Katarzyna Koper, tłumacząc zachowanie współczesnych kobiet. – Model rodziny zmienił się, już nie ma wielopokoleniowych domów. Jesteśmy skazani na samych siebie i najczęściej nie ma kogo poprosić o wskazówki.

Część młodych rodziców, nawet gdy ma taką możliwość, woli z niej nie korzystać, uważając rady dziadków za przestarzałe. W niektórych kwestiach – np. dożywiania niemowląt lub karmienia butelką – takie krytyczne podejście może być nawet chwalebne, choć grozi konfliktem, bo która babcia da sobie spokojnie wytłumaczyć, że zalecenia sprzed ćwierć wieku niekoniecznie są dziś aktualne.

Dlatego to zrozumiałe, że tyle osób poszukuje medycznych porad w sieci. I choć wielu lekarzy najchętniej zamknęłoby ją przed pacjentami (a przy okazji zakazało reklam farmaceutyków, gdyż tego typu zachęty zdaniem niektórych prowadzą do lekomanii), nie zawrócimy kijem Wisły i na internet nie ma co się obrażać. – Jest całkiem sporo serwisów oferujących rodzicom solidną wiedzę – przyznają autorki, które we wspomnianej książce udzielają odpowiedzi na pytania o najczęstsze dziecięce dolegliwości – od kolki po alergie, konfrontując je z tym, co można znaleźć na licznych forach poświęconych niemal każdej niedyspozycji.

Rzadko kiedy rzetelna wiedza pediatryczna pokrywa się jednak z obiegową, udostępnianą przez dr. Googla. Czy dzieje się tak dlatego, że dostęp do stron sprawdzonych i rzetelnych obwarowany jest najczęściej trudniejszymi do sforsowania zaporami – internauta musi się na nich zarejestrować, podając swoje personalia, oraz wygenerować kod dostępu – a popularne witryny nie mają żadnych zabezpieczeń, więc każda bzdura przebija się na nie z dużą łatwością?

10 proc. matek przychodzi z wiedzą, pod którą mogłabym się podpisać, natomiast 90 proc. zdobywa w internecie niesprawdzone i wręcz szkodliwe informacje – dobitnie stwierdza dr Alicja Karney, kierująca Oddziałem Hospitalizacji Jednego Dnia w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie.

Kiedyś załamywano ręce nad niską świadomością zdrowotną. Teraz w sieci pacjenci mogą znaleźć informacje niemal o każdej chorobie i metodach terapii, takie źródło przygotowania do rozmowy w gabinecie część lekarzy mimo wszystko uważa za przydatne. – Przynajmniej jest o czym podyskutować – nie kryje zadowolenia dr Karney. Jej zdaniem lepiej prostować czyjeś poglądy, niż uczyć wszystkiego od podstaw. – Jeśli to konieczne, dzielę się z rodzicami swoim mailem i wysyłam artykuły z fachowej prasy. To pojedynek na argumenty.

Inną strategię ma prof. Anna Raciborska z Instytutu Matki i Dziecka, kierująca Kliniką Onkologii i Chirurgii Onkologicznej. – Zaczęłam robić rodzicom zebrania jak w szkole, podczas których rozmawiamy o wszystkim: strachu, wątpliwościach, o tym, co rodzice wyczytali w internecie – mówiła podczas niedawnego Forum Pacjentów Onkologicznych. Właśnie choroby nowotworowe, obok szczepień, to najczęściej wyszukiwane w sieci tematy. I jednocześnie – największa pożywka dla wszelkiej maści cudotwórców, którzy bezkarnie mogą tu żerować na ludzkiej naiwności. – Medycyna alternatywna wygrywa z tą opartą na faktach naukowych, ponieważ pacjenci nie mają żadnych możliwości zweryfikowania wiedzy przedstawianej przez szarlatanów. A prawda naukowa jest czasem zawiła i trudna – dodaje prof. Raciborska.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną