Leczenie przez Google

Dr Google całodobowo
Dziś wszędzie słychać o telemedycynie, jaka jest potrzebna i nowoczesna.
WavebreakmediaMicro/PantherMedia

Dziś wszędzie słychać o telemedycynie, jaka jest potrzebna i nowoczesna.

Choroby nowotworowe, obok szczepień, to najczęściej w sieci wyszukiwane tematy.
Getty Images

Choroby nowotworowe, obok szczepień, to najczęściej w sieci wyszukiwane tematy.

Właśnie w obniżeniu rangi autorytetów, niemających czym przyciągnąć uwagi publiczności, socjologowie upatrują przewagę internetu. – Coraz bardziej liczy się zdanie przyjaciół i wspólnoty dzielącej podobne doświadczenia – tłumaczy Paweł Ciacek z Instytutu Kantar Millward Brown, który od dekady obserwuje w przeprowadzanych sondażach, jak zmienia się nastawienie Polaków do źródeł wiedzy medycznej.

W ostatnim badaniu, poświęconym rozeznaniu kobiet w ciąży i młodych matek w temacie meningokoków (bakterii zagrażających małym dzieciom, przed którymi mogą ochronić szczepienia), wyszło na jaw, że coraz mniej liczy się zdanie lekarza (spadek w porównaniu z ub.r. z 61 do 59 proc.), a coraz bardziej wiedza zaczerpnięta z internetu (wzrost z 37 do 42 proc.). – Wszelkie fora, na których matki dyskutują między sobą, to jak ekosystem wspólnoty doświadczeń i podobnych przeżyć – podkreśla Paweł Ciacek. – Tendencja ta jest jednak niepokojąca, bo czy wykształcenie fachowców przestanie być kiedyś cenione i potrzebne?

To, że liczba niezaszczepionych dzieci w Polsce rośnie, że wielu rodziców odsuwa czas podania obowiązkowych szczepionek, a o zalecanych (jak właśnie przeciwko meningokokom) nawet nie chce słyszeć, jest z pewnością negatywnym pokłosiem dyskusji, jakie toczą się w sieci. Odmawianie dzieciom chorym na raka skutecznej chemioterapii i leczenie ich mikroelementami zgodnie z zaleceniami uzdrowicieli to również zgubny efekt praktyki dr. Googla.

Podczas wspomnianego Forum Pacjentów Onkologicznych prof. Raciborska przyznała, że w ciągu ostatniego roku napisała trzy wnioski do sądu z powiadomieniem, że rodzice zabrali dziecko z kliniki, rezygnując z leczenia onkologicznego na rzecz metod niekonwencjonalnych. – Stworzyliśmy w klinice specjalne formularze opisujące stan zdrowia, by rozumiały je również dzieci. Bo choć zawsze wymagana jest zgoda rodziców, to nasi małoletni pacjenci są nieraz bardziej rozsądni niż dorośli i uważam, że należy ich informować, co będzie się z nimi działo – dodaje profesor.

Zdaniem Pawła Ciacka erozję autorytetu lekarza w konfrontacji z dr. Googlem mogłoby zatrzymać poświęcanie pacjentom większej uwagi: – Kiedy wizyty są krótkie, a rozmowy zdawkowe, chorzy nie mają szans, by wyjaśnić wszystkie swoje wątpliwości. Wracają do domu i siadają do internetu, z którego nikt ich nie wyrzuca ani nie pomstuje, że zawracają głowę.

Ponieważ rzeczywistość cyfrowa i analogowa coraz bardziej się przenikają, łatwo odnieść wrażenie, że taka indywidualna konsultacja z przypadkowym lekarzem (a częściej osobą podającą się za specjalistę) lub dyskusja na forum anonimowych pacjentów jest przedłużeniem wizyty w gabinecie. Dziś wszędzie słychać o telemedycynie, jaka jest potrzebna i nowoczesna, więc mnóstwo internautów zaczyna wierzyć, że wymiana poglądów na temat swoich chorób i doświadczeń to krok w dobrym kierunku.

Nie zauważają jednak, jak łatwo przekroczyć cienką granicę, gdzie kończą się zalety i korzyści, a zaczyna cyberchondria (czyli sieciowa odmiana hipochondrii), na którą zaczyna cierpieć coraz więcej osób. Po wpisaniu w wyszukiwarkę swoich dolegliwości cyberchondrycy sami stawiają sobie diagnozy, potem dobierają leki (najczęściej bez recept). Odwiedzają lekarzy tylko po to, by potwierdzić autorozpoznanie albo gdy mimo kuracji (uzgodnionej z innymi w internecie) objawy nie mijają. Wtedy okazuje się, że chorują na coś zupełnie innego. Na pytanie o ból głowy 25 proc. wyszukiwań w Google odsyła do stron o guzie mózgu, zamiast o migrenie czy chorych zatokach.

Byłoby najbezpieczniej, gdyby poszukujący informacji o metodach leczenia w sieci mogli szybko skonfrontować zebrane opinie z wiedzą pochodzącą z bardziej solidnych źródeł. Ale to nierealne, bo poza pediatrią i wspomnianą książką „Co pan na to, doktorze z sieci”, tak szeroko omawiającą problemy na styku internetu i praktyki spotykane tylko w jednej dziedzinie medycyny, innych podpowiedzi nie ma. Było wiele prób ucywilizowania treści medycznych podsuwanych przez dr. Googla, ale nie zdały egzaminu, co tylko potwierdza starą teorię, że trudno nad tym medium zapanować i go czymkolwiek ograniczać. Pozostaje zdrowy rozsądek. Ustalanie wiarygodności otrzymywanych w sieci informacji, zwłaszcza na forach dyskusyjnych, odbywać się musi metodą prób i błędów.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną