Klonowanie: pułapki i dylematy

Przyjaciele z probówki
Klon nie jest tym samym zwierzęciem, ale jest takim samym.
East News, Getty Images

Klon nie jest tym samym zwierzęciem, ale jest takim samym.

Barbara Streisand z dwoma klonami ukochanej suczki Samanty: Miss Violet i Miss Scarlett.
Youtube

Barbara Streisand z dwoma klonami ukochanej suczki Samanty: Miss Violet i Miss Scarlett.

Najbardziej znane sklonowane zwierzę, czyli owca Dolly; tu jako eksponat w Royal Museum of Scotland.
Toni Barros/Wikipedia

Najbardziej znane sklonowane zwierzę, czyli owca Dolly; tu jako eksponat w Royal Museum of Scotland.

audio

AudioPolityka Marcin Ryszkiewicz - Przyjaciele z próbówki

Tyle teoria. W praktyce cały proces klonowania jest dużo bardziej złożony i każdy jego krok niesie ryzyko porażki (choć to maleje w miarę postępów stosowanych metod). Np. do stworzenia owieczki Dolly użyto 277 komórek jajowych, z nich uzyskano 29 zarodków (sukces na poziomie 10 proc.), z których jedynie 3 dotrwały do momentu rozwiązania (znów 10 proc.), a dwa noworodki zmarły zaraz po porodzie. Dziś jednak, po 20 latach, ten odsetek jest znacznie większy i będzie rósł dalej zależnie od gatunku i zastosowanej metody.

Od żaby do małpy

Historia klonowania jest krótka, lecz jej postępy zawrotne. Pierwszym udanym klonem kręgowca była amerykańska żaba lamparcia, uzyskana w 1952 r. metodą SNTC od dorosłego dawcy DNA. 11 lat później w Chinach sklonowano po raz pierwszy rybę (karpia). W 1986 r. w Rosji powstał klon pierwszego ssaka (myszy nazwanej Masza) z totipotentnych komórek płodowych. Już w 1984 r. sklonowano pierwszą owcę, też z wczesnych komórek embrionalnych, a 12 lat później przyszedł na świat najbardziej znany sklonowany ssak – Dolly, otrzymana po raz pierwszy z komórek dorosłego osobnika (pobranych z wymienia). Dolly przeżyła do 2003 r., zmarła z powodu niewydolności płuc, zapewne bez związku z metodą swego poczęcia. Nie mając ojca, miała trzy matki: jedna dostarczyła swego DNA, druga komórki jajowe, trzecia donosiła ciążę i wydała ją na świat.

Sklonowanie Dolly po raz pierwszy wykazało, że również dojrzałe komórki ssaków można skutecznie „odmłodzić” do stanu embrionalnego, a narodzony z nich osobnik może wieść normalne życie, a nawet się rozmnażać – Dolly została trzykrotnie matką, wydała w sumie na świat sześcioro zdrowych dzieci, tym razem w jak najbardziej naturalny sposób. Miała też cztery siostry bliźniaczki, sklonowane później z tej samej matki-dawczyni DNA (Debby, Denise, Dianę i Daisy), i wszystkie one przeżyły ją w dobrym zdrowiu o kilka lat.

W 2000 r. przyszła na świat pierwsza sklonowana świnia. W rok później sklonowano pierwszy zagrożony gatunek – żyjącego w Azji gaura, największego przedstawiciela wołowatych. Jego przybraną matką była zwykła krowa domowa, cielę zmarło jednak dwa dni po porodzie. W tymże 2001 r. po raz pierwszy sklonowano kota domowego i kotka ta (Copycat) sama urodziła, w naturalny sposób, czworo całkowicie zdrowych kociąt. Pierwszy komercyjnie sklonowany kot (właścicielka zapłaciła za niego 50 tys. dol.) przyszedł na świat w 2004 r. z komórek pobranych od zmarłego rok wcześniej 19-letniego samca. Pokazało to, że można w ten sposób „przywrócić do życia” nawet bardzo stare osobniki. Odtąd niemal każdy rok okazywał się pierwszy i trwa to do dziś, więc dalsze wyliczanie ograniczymy tylko do dwóch szczególnych przypadków.

Pierwszym z nich była udana deekstynkcja (czyli przywrócenie wymarłego podgatunku) koziorożca pirenejskiego, którego ostatni osobnik – samica Celia – padł w 2000 r., ale pozostały po niej zamrożone w ciekłym azocie komórki skóry. Z jednej z nich udało się uzyskać klon i doprowadzić do jego narodzin (surogatką była samica innego podgatunku). Cudownie zmartwychwstały koziorożec pirenejski przyszedł na świat w 2003 r., lecz niestety zmarł w 7 minut po narodzeniu z powodu niewydolności płuc. Jest nadzieja, że kolejne próby doprowadzą do odtworzenia tego gatunku (do czego potrzebny będzie też klon samca; można próbować to uzyskać z komórek Celii, podmieniając jeden z jej żeńskich chromosomów X na męskiego igreka).

Ale największa sensacja, zbliżająca nas o milowy krok do możliwości klonowania człowieka, zdarzyła się w 2017 r., a jej wynik opublikowano w styczniu 2018 r. na łamach czasopisma „Cell”. Było nią przyjście na świat dwóch sklonowanych małpek, makaków krabożernych (jawajskich), pierwszych naczelnych uzyskanych tą metodą.

Przygotowania, prowadzone przez zespół Zhen Liu z Chińskiej Akademii Nauk, trwały ponad rok i znaczone były licznymi niepowodzeniami. Zastosowano tę samą metodę, co w przypadku Dolly – SCNT, choć tym razem jądra somatyczne pobierano z komórek embrionalnych, więc i zabiegów przy ich przeprogramowaniu było mniej. Pod koniec 2017 r., po implantowaniu 79 zarodków do 21 surogatek i sześciu ciążach, dwie z tych prób zakończyły się sukcesem i na świat przyszły genetycznie identyczne, bo pochodzące od tego samego dawcy, małpki, którym nadano imiona Zhong Zhong i Hua Hua. Małpki są zdrowe, wesołe i mają jeszcze przed sobą (oby!) wiele lat życia. To przełom, bo – jak powiedział Mu-Ming Poo, współautor tej pracy – „bariera prowadząca do klonowania człowieka została przełamana”. Lub, jak dodaje amerykański specjalista od klonowania Jose Cibelli: „Dżin został wypuszczony z butelki”. To z pewnością opinie nieco na wyrost, ale oddają nastroje panujące wśród części naukowców.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną