Klonowanie: pułapki i dylematy

Przyjaciele z probówki
Klon nie jest tym samym zwierzęciem, ale jest takim samym.
East News, Getty Images

Klon nie jest tym samym zwierzęciem, ale jest takim samym.

Barbara Streisand z dwoma klonami ukochanej suczki Samanty: Miss Violet i Miss Scarlett.
Youtube

Barbara Streisand z dwoma klonami ukochanej suczki Samanty: Miss Violet i Miss Scarlett.

Najbardziej znane sklonowane zwierzę, czyli owca Dolly; tu jako eksponat w Royal Museum of Scotland.
Toni Barros/Wikipedia

Najbardziej znane sklonowane zwierzę, czyli owca Dolly; tu jako eksponat w Royal Museum of Scotland.

audio

AudioPolityka Marcin Ryszkiewicz - Przyjaciele z próbówki

Zwycięstwo dobra?

Oczywiście barier – nie tylko technologicznych – jest znacznie więcej i może nawet będą trudniejsze do przełamania. Klonowanie człowieka to nie klonowanie żaby ani nawet psa. Psychologiczne przeszkody we wszystkim, co dotyczy ludzi, są niezwykle wysokie, zwłaszcza gdy dotykają sfery reprodukcyjności. Spór o aborcję i kłopoty z określeniem, „kiedy zaczyna się człowiek”, to tylko odpryski trudności, które zawsze towarzyszą dyskusjom nad ludzką płodnością. Dobrze znamy te argumenty – „człowiekowi nie wolno bawić się w Boga”, dzieci z próbówki (czyli in vitro) są „sztuczne”, zarodek to „dziecko poczęte” i tak dalej.

Gdy to samo dotyczy innych zwierząt, choćby bardzo nam bliskich biologicznie i psychologicznie, zastrzeżenia znikają lub oceny zmieniają swój wektor. Przeczytajmy, co pisze firma ViaGen Pets, zachęcająca do klonowania psów: „Wielu z nas w ViaGen Pets to kochający opiekunowie psów i bardzo dobrze rozumiemy, co łączy was z waszymi podopiecznymi. (…) W naszej firmie przez lata doczekaliśmy się tysięcy szczęśliwych, zdrowych klonów krów i setek sklonowanych koni, a także innych zwierząt. (…) Naszym celem jest dalsze rozwijanie i udoskonalanie nauki tak, aby klonowanie psów było dostępne dla wszystkich opiekunów tych zwierząt. (…) Klony, które otrzymacie, będą dzieliły wiele z kluczowych cech waszych aktualnych psów, w tym także ich intelekt, temperament i wygląd”. To miłe. Ale jeśli zmienimy w oryginale dog na man, sprawy nagle stają się moralnie podejrzane, a proponowane metody przestępcze.

A przecież człowiek, tworząc cywilizację i rzucając wyzwanie krępującym nas biologicznie ograniczeniom i niefunkcjonalnym dziś rozwiązaniom, od początku „bawi się w Boga”. A tych niefunkcjonalności nasz organizm ma wyjątkowo dużo (warto przeczytać książkę „Mismatch” – Niedopasowanie – która opisuje właśnie niedostosowanie naszej biologicznej natury do współczesności), szczególnie tych związanych z reprodukcją. Postępy medycyny to w dużej mierze walka z tymi odziedziczonymi po przodkach ograniczeniami, a czasem wręcz absurdami. A kontrola urodzin to największy policzek, jaki kiedykolwiek został wymierzony ewolucji i doborowi naturalnemu od początku istnienia życia na Ziemi.

Klonowanie człowieka to pieśń przyszłości. Na razie Chińczycy zapewniają, że nie planują żadnych prac w tym kierunku, choć zamierzają rozszerzyć program klonowania naczelnych dla celów medycznych (możliwość testowania leków na identycznych genetycznie osobnikach jest niezwykle kusząca, choć moralnie wątpliwa), na co chińskie prawodawstwo zezwala. Władze już zapowiedziały znaczne zwiększenie finansowania instytutu, w którym Zhong Zhong i Hua Hua się urodziły.

Klonowanie człowieka musi zaczekać. Od 2005 r. wszelkie prace prowadzące do tego celu są formalnie zakazane po wydaniu przez ONZ oświadczenia, które stwierdza, że „klonowanie jest nie do pogodzenia z godnością człowieka i ochroną ludzkiego życia”. Podobne uchwały przyjęła większość krajów świata. To słuszna postawa. Nie jesteśmy gotowi ani technologicznie, ani tym bardziej mentalnie, by to samo co z naszymi „najlepszymi przyjaciółmi” robić z nami samymi. Klonowanie nie jest i pewnie nigdy nie będzie powszechną metodą reprodukcji, niesie też wiele zagrożeń, jak choćby – nieomawiany tutaj – problem skracania telomerów (zakończeń chromosomów), co może prowadzić do krótszego życia w kolejnych pokoleniach. Ten kłopot pewnie dałoby się rozwiązać. A chętni na pewno się znajdą, zasobni i zdeterminowani, np. po stracie ukochanego dziecka.

Owszem, klonowanie ludzi nie przywróci nigdy świadomości i wspomnień, ale to może mieć czasem dobre strony. Bo pomyślmy – a na razie i tak skazani jesteśmy na spekulacje, niekiedy rodem z filmów science fiction – czy przywrócenie do życia choćby jednego ze stu tysięcy syryjskich dzieci, które z całego życia pamiętały w momencie śmierci tylko lecące z nieba bomby, byłoby czynem godnym potępienia, skoro mamy (potencjalne) możliwości, żeby ten ich koszmar odwrócić? Czy nie można by tego traktować jako zwycięstwa dobra i wiedzy nad złem i ignorancją?

Takie powtórne narodziny i odrzucenie balastu złych wspomnień, niejako powtórzenie wszystkiego od nowa, znajdzie się kiedyś w zasięgu naszych możliwości, o ile rzecz jasna będziemy dysponować (najlepiej zamrożonymi) komórkami do klonowania. Czy skorzystamy z tej możliwości? Czy powinniśmy? To na razie tylko pytania – technologicznie jesteśmy dopiero w fazie „beta”, mentalnie w rejonie ostatnich liter alfabetu. Ale może już czas, by przynajmniej zacząć poważną rozmowę na te tematy?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną