Jak schłodzić Ziemię

Gambit geoinżynieryjny
Naukowcy rozważają ochłodzenie ekosystemu Wielkiej Rafy Koralowej za pomocą biodegradowalnej błony umieszczonej na powierzchni wody lub rozjaśnienia chmur.
Global Warming Images/Alamy Stock Photo/BEW

Naukowcy rozważają ochłodzenie ekosystemu Wielkiej Rafy Koralowej za pomocą biodegradowalnej błony umieszczonej na powierzchni wody lub rozjaśnienia chmur.

Wielka Rafa Koralowa (Barierowa), ciągnąca się wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża Australii aż do Papui‑Nowej Gwinei, blaknie i umiera z powodu zbyt wysokich temperatur oceanu. Na zdjęciu satelitarnym widać ubytek chlorofilu (kolor różowy oznacza jego najmniejsze stężenie, czerwony – największe).
SPL/EAST NEWS

Wielka Rafa Koralowa (Barierowa), ciągnąca się wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża Australii aż do Papui‑Nowej Gwinei, blaknie i umiera z powodu zbyt wysokich temperatur oceanu. Na zdjęciu satelitarnym widać ubytek chlorofilu (kolor różowy oznacza jego najmniejsze stężenie, czerwony – największe).

Lód w Arktyce topnieje, co jest zarówno skutkiem, jak i przyczyną wzrostu temperatur na Ziemi.
EAST NEWS

Lód w Arktyce topnieje, co jest zarówno skutkiem, jak i przyczyną wzrostu temperatur na Ziemi.

Leslie Field ze Stanford University chce zapobiec topnieniu lodu w Arktyce, rozpylając na lodzie kryształki krzemionki, które odbijają ponad 90 proc. światła słonecznego.
SPL/EAST NEWS

Leslie Field ze Stanford University chce zapobiec topnieniu lodu w Arktyce, rozpylając na lodzie kryształki krzemionki, które odbijają ponad 90 proc. światła słonecznego.

Kilka lat temu Robock sporządził bilans zysków i strat schłodzenia Ziemi za pomocą aerozoli w stratosferze. Korzyści znalazł pięć (m.in. spadek temperatur i powstrzymanie negatywnych skutków ich wzrostu, zwiększenie produktywności roślin), negatywnych efektów – 27. Ostatnio do tej drugiej listy dopisał kolejny punkt. W artykule opublikowanym w „Nature Ecology&Evolution” grupa GeoMIP założyła taki scenariusz: w ciągu pięciu dekad do atmosfery wprowadzano rokrocznie 5 mln ton dwutlenku siarki, a następnie wstrzymano operację – z powodów politycznych, finansowych, technicznych lub za sprawą jakichś nieprzewidzianych zdarzeń (np. wojny albo epidemii). Stwierdzili, że skutki byłyby dramatyczne. „Temperatury na globie nagle by skoczyły. Ziemskie strefy klimatyczne uległyby raptownemu przesunięciu, a rośliny i zwierzęta w większości nie nadążyłyby za tym tempem zmian” – wylicza Chris Trisos, biolog z University of Maryland, główny autor artykułu. Robock dodaje: „Jeśli zaczniemy schładzać glob na masową skalę, nie będziemy mogli nagle przestać. Potrzebna będzie długa kuracja odwykowa. Istnieje jednak ryzyko, że w trakcie jakiś duży kraj albo grupa krajów dojdą do wniosku, że na tych działaniach jedynie tracą. Wtedy mogą zerwać porozumienie”.

Pytania o zgodę

Keith i Robock spotykają się na konferencjach naukowych. W zeszłym roku zwołali naradę klimatologów zainteresowanych „szczerą rozmową” na temat geoinżynierii. Zgłosiło się ponad stu chętnych. Pojechali na odludzie i tam przez pięć dni, za zamkniętymi drzwiami, próbowali uzgodnić poglądy. Spotkanie rządziło się regułą Chatham House, zgodnie z którą uczestnik nie może ujawniać autorstwa usłyszanych opinii. Podobno rzeczywiście było bardzo szczerze i konkretnie, ale do zbliżenia stanowisk nie doszło. Gdy jedni mówili: „Najgorsza wersja przyszłości to taka, w której nie będziemy przygotowani na interwencję geoinżynieryjną”, inni odpowiadali: „Najgorzej będzie wtedy, gdy się od takiej interwencji uzależnimy”.

Protokół rozbieżności podsumowujący spotkanie liczy kilkadziesiąt pozycji. Na razie badacze nie wiedzą, czy ewentualny lek przeciwgorączkowy dla Ziemi nie okaże się gorszy od choroby. Nie wiadomo też, kto ewentualnie miałby zdecydować o jego podawaniu, ustalić zalecaną dawkę i kiedy zakończyć „kurację”. Zgody nie ma nawet, czy w ogóle powinno się eksperymentować z klimatycznym lekiem, a jeśli już – wedle jakich reguł. Istnieje bowiem ryzyko, że każdy będzie działał na własną rękę – Leslie Field rozsieje swoje krzemionkowe drobiny na dużym fragmencie lodu arktycznego, australijscy badacze schłodzą sobie kawałek Wielkiej Rafy Barierowej, Keith rozprowadzi w stratosferze aerozole w dobranej przez siebie dawce, a Ackerman, gdy już znajdzie pieniądze, zacznie zasiewać chmury ponad morzami. Po przekroczeniu pewnej skali takie próby mogą się niepostrzeżenie zmienić w niekontrolowaną ingerencję.

Ken Caldeira, fizyki atmosfery z Carnegie Institution for Science w Waszyngtonie, który współpracował zarówno z Keithem, jak i Robockiem, a podczas spotkań na ogół próbuje godzić obie strony, tak podsumowuje sytuację: „Zasadnicze pytanie brzmi: czy obecna zmiana klimatu zmieni się w katastrofę o nieobliczalnych skutkach, czy też okaże się kłopotliwą i kosztowną niedogodnością? W tym drugim przypadku ludzkość jakoś sobie poradzi. W pierwszym być może konieczne stanie się przejęcie kontroli nad ilością promieniowania słonecznego docierającego do Ziemi. Najpierw jednak trzeba pilnie ustalić, ewentualnie rozwiać złudzenia, że w razie czego, gdyby doszło do załamania klimatu, to możemy jeszcze liczyć na geoinżynierię. A jeśli nie możemy? Co wtedy?”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną