Idą burze. Zachowajmy ostrożność, ale bez paniki
Mieszkańcy wschodniej i centralnej Polski dostali dziś wiadomości tekstowe z ostrzeżeniami o silnych burzach. Pytamy meteorologa, czy jest się czym niepokoić i na jak długo właściwie można przewidywać pogodę.
Zdarza się, że jedno miejsce odczuwa skutki burz, a kilka, kilkanaście kilometrów dalej tylko zagrzmi.
Stijn te Strake/Unsplash

Zdarza się, że jedno miejsce odczuwa skutki burz, a kilka, kilkanaście kilometrów dalej tylko zagrzmi.

To pilotażowa akcja prowadzona przez rządowe Centrum Zarządzania Kryzysowego we wszystkich sieciach telefonii komórkowej. Żeby otrzymywać takie ostrzeżenia, nie trzeba nigdzie się rejestrować ani niczego instalować. Są wysyłane automatycznie, a nasz numer nie jest nigdzie przechowywany. Alerty otrzymuje każdy, kto znajdzie się w zasięgu zagrożenia.

Ale czy naprawdę będzie tak niebezpiecznie? Zapytaliśmy dr. inż. Ryszarda Klejnowskiego, synoptyka z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW, które prognozy prezentuje na popularnej stronie meteo.pl.

MICHAŁ ROLECKI: – Podobno idą silne burze? Dostałem SMS z ostrzeżeniem.
RYSZARD KLEJNOWSKI: – Czy silne? Wydaje mi się, że przy ocenie zjawisk tego typu mamy pewną nadwrażliwość i trochę zaczynamy dmuchać na zimne. Chyba tak jest i teraz. W przypadku zjawisk konwekcyjnych, czyli burz, istotna jest oczywiście różnica temperatur, zasoby wilgoci w powietrzu. Ale też dynamika procesu, czyli jak to wszystko szybko przebiega. Dziś mamy dużą różnicę temperatur i zasoby wilgoci, ale dynamika jest stosunkowo niewielka.

Procesy konwekcyjne trochę blokuje wyż od wschodu. Na pewno miejscami zjawiska mogą być intensywne, ale nie musi tak być w całej Polsce. W Warszawie burze powinny pojawić się wieczorem i w nocy. Te zjawiska nie będą jednak tak silne jak w zeszłym roku w Borach Tucholskich.

Przechodzi front chłodny. W Toruniu jest już 23 st. C, w Warszawie 32 st. C. Wieczorem mogą się tworzyć pojedyncze komórki konwekcyjne. Jutro przez cały dzień będą występować przelotne opady.

Wczoraj niektóre media podawały informację o superkomórce burzowej o średnicy 350 km i „strukturze kipiącego kisielu”.
Wczoraj rzeczywiście pojawiła się przy naszych granicach taka superkomórka, ale przeszła z południowego zachodu na północny wschód nad Bałtyk. Dzisiejsze zjawiska nie są jeszcze zbyt widoczne na mapach radarowych, które pokazują wyładowania na bieżąco, ale nasilą się wieczorem.

Jak to w przypadku zjawisk konwekcyjnych bywa, trudno powiedzieć, gdzie dokładnie wystąpią. Zdarza się, że jedna dzielnica odczuwa ich skutki, a kilka, kilkanaście kilometrów dalej tylko zagrzmi. Najprawdopodobniej burze wystąpią na wschód od Warszawy.

A jak to jest z prognozami długoterminowymi? Dlaczego bywają takie zawodne?
Cóż, procesy w atmosferze nie są prognozowalne w dowolnej skali czasowej. Wiąże się to z ich naturą, opisywaną czasami w pojęciach teorii chaosu. Popularnie używa się porównania do motyla Lorentza (w oryginalnej anegdocie trzepot skrzydeł motyla w Ohio może po trzech dniach wywołać burzę w Teksasie).

Teoretycznie wyliczyć można wszystko, ale nigdy nie mamy dokładnych danych początkowych. Nie potrafimy wszystkiego w atmosferze opisać z nieskończoną dokładnością i zawsze zdani jesteśmy na przybliżenia. A w miarę wyliczania prognozy błąd narasta.

Jak daleko więc sięgają prognozy, na których można polegać?
Obecnie najlepsze modele mają jako taką wiarygodność prognoz na co najwyżej 14 dni. Bardzo dobre są prognozy ECMWF w Londynie, które obejmują prawie cały świat. Są wiarygodne do 10–14 dni naprzód, nie więcej. Tak samo amerykański GFS i modele rosyjskie. Ale – to przykład, jak różne modele dają różne wyniki – czasami Amerykanie prognozują, że w Europie zima będzie wyjątkowo ostra, Rosjanie, że ciepła, rzeczywistość bywa zaś zupełnie inna.

Nigdy chyba nie stworzymy takiego modelu, który prognozowałby na dłużej niż miesiąc, ale nawet do tego jeszcze chyba daleko. Oczywiście dużo zależy od tego, czy chcemy mieć prognozę tylko średnich temperatur na danym obszarze, czy też dokładnych wartości w konkretnym miejscu.

Czy w ogóle da się coś zrobić, żeby mieć dobre prognozy na dłużej?
Nie potrafimy fizycznie opisać wszystkich procesów w atmosferze, a jest ich całe mnóstwo. Rynek finansowy też nie potrafi przewidzieć, czy i kiedy przyjdzie spadek lub wzrost, a przecież parametrów jest tam znacznie mniej. Prognozy meteorologiczne muszą brać pod uwagę stan oceanów, promieniowanie słoneczne, zewnętrzne wpływy na atmosferę, ruchy mas powietrza – to wszystko jest niebywale skomplikowane.

Wreszcie system obserwacyjny, czyli dane początkowe, które można „wsadzić” do modelu, też jest niepełny. Stacje pomiarowe i satelity nie obejmują całego świata. Kuchnią pogody są oceany. Obserwacji tam jest bardzo niewiele, tymczasem oceany obejmują trzy czwarte powierzchni globu, pochłaniają najwięcej dwutlenku węgla, ciepła i oddają najwięcej energii do atmosfery.

Nie jest np. problemem śledzić tajfun, gdy już się pojawi. Problem jest śledzić warunki do jego powstawania. Żeby dowiedzieć się, czy powstanie, trzeba m.in. znać przekrój temperatury oceanu do 50 m w głąb, bo zachodzi tam wymiana ciepła.

Póki nie będziemy znali wszystkich mechanizmów wymiany ciepła, prognozy na pewno nie będą doskonałe.

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj