Buntownicy z sieci

Sieć wszystkich i wszystkiego
Władzę ma ten, kto kontroluje i programuje przepływy informacji. Cała reszta rzeczywistości musi dostosować się do tych przepływów, co oznacza przekształcenie podstawowych parametrów opisujących codzienne życie.
Artur Figurski/Getty Images

Władzę ma ten, kto kontroluje i programuje przepływy informacji. Cała reszta rzeczywistości musi dostosować się do tych przepływów, co oznacza przekształcenie podstawowych parametrów opisujących codzienne życie.

Miasto dla coraz większej liczby jego „użytkowników” przekształca się w zbiór punktów na cyfrowej mapie, która prowadzi z miejsca na miejsce bez konieczności uruchamiania wyobraźni przestrzennej.
John M. Lund Photography Inc./Getty Images

Miasto dla coraz większej liczby jego „użytkowników” przekształca się w zbiór punktów na cyfrowej mapie, która prowadzi z miejsca na miejsce bez konieczności uruchamiania wyobraźni przestrzennej.

Tak naprawdę więc innego świata niż wirtualny nie znamy. To, co się zmienia, to rosnący udział mediów w porozumiewaniu się i przetwarzaniu symboli oraz informacji. Jako jeden z pierwszych przemianę tę próbował zbadać systemowo pochodzący z Katalonii socjolog Manuel Castells. W efekcie żmudnych analiz prowadzonych przez kilkanaście lat na całym świecie w latach 90. XX w. ogłosił trzytomowe dzieło „Wiek informacji”.

Uczony przekonuje w nim, że stare społeczeństwo przemysłowe bezpowrotnie skończyło się i zostało zastąpione społeczeństwem sieciowym. Główną substancją organizującą życie społeczeństwa sieciowego jest informacja cyrkulująca w globalnych sieciach teleinformatycznych. Władzę ma ten, kto kontroluje i programuje przepływy informacji. Cała reszta rzeczywistości musi dostosować się do tych przepływów, co oznacza przekształcenie podstawowych parametrów opisujących codzienne życie.

Miejsca poza miejscem

Castells przekonywał więc, że należy porzucić klasyczne pojęcie czasu, rozumianego jako liniowa sekwencja wydarzeń, na rzecz czasu bezczasowego, mierzonego rytmem działania cyfrowej sieci, w której wydarzenia niezależnie od geograficznego dystansu rozgrywają się jednocześnie, bo można je za pośrednictwem sieci jednocześnie obserwować, a nawet w nich uczestniczyć.

Porzucić także należy pojęcie przestrzeni rozumianej jako przestrzeń konkretnych miejsc – owszem, dla pojedynczych ludzi ciągle ma znaczenie, gdzie konkretnie w konkretnej chwili się znajdują. Nie ma to jednak znaczenia dla cyrkulujących w globalnej sieci informacji i kapitału. Dla nich liczą się węzły, w których podejmowane są decyzje, tworzona wartość, nowe idee i innowacje przekładające się na efekt kapitalistycznej akumulacji. Takimi węzłami są głównie współczesne metropolie, które jednak w przestrzeni przepływów przestają być miastami, czyli tworami o określonym terytorium, a stają się światowymi miastami sieciowymi oderwanymi od realnej, trójwymiarowej geografii.

Warszawa w sensie politycznym jest stolicą Polski, w sensie geograficznym jest stolicą Mazowsza, tak naprawdę, mierząc jej udział w przepływach decyzji dotyczących globalnego kapitału należy do pierwszej dziesiątki europejskich metropolii. Tak wynika z analiz programu Globalization and World Cities realizowanego przez Lougborough University. Ta pozycja w przestrzeni przepływów przekłada się bezpośrednio na warszawską przestrzeń miejsc, kształtując ceny nieruchomości poprzez popyt na przestrzeń biurową odpowiedniej jakości i popyt na mieszkania dla rosnących rzesz kosmopolitycznej klasy metropolitalnej, pracującej w kwaterach globalnych korporacji.

Wraz więc z rosnącą pozycją w przestrzeni przepływów maleje produkcyjna wartość służewieckiego Mordoru, bo rośnie popyt na usługi wyższego rzędu, a te – finanse i konsulting, suną do centrum, Nowego City powstającego na pograniczu Woli i Śródmieścia. Podobną enklawę, tylko w globalnym systemie produkcji wiedzy, tworzy dziś Kampus Ochota, największa koncentracja potencjału naukowo-badawczego w tej części Europy. Choć ów Kampus łatwo zlokalizować na planie Warszawy, to jednak o jego pozycji nie decyduje geograficzna lokalizacja, tylko znaczenie w przestrzeni przepływów.

Koniec miasta

Przestrzeń przepływów nieustannie się zmienia, a zmieniające się natężenie ruchu w sieciach oddziałuje bezpośrednio na morfologię współczesnego miasta. Jego struktura jest rozszarpywana na enklawy kształtowane pod wpływem logiki akumulacji wiedzy, informacji i kapitału. Stare Miasto w Krakowie jeszcze przed dekadą zamieszkiwały tysiące osób, obecnie mieszkańców zbierze się niespełna tysiąc, bo jego przestrzeń uległa turystyfikacji. Z kolei 70 tys. pracowników zglobalizowanego sektora usług biznesowych, jaki też powstał w Krakowie w ciągu kilkunastu lat, gentryfikuje przestrzenie do niedawna zamieszkane przez klasę robotniczą lub kolonizuje dawne obszary przemysłowe przekształcane w mieszkaniówkę.

Miasta próbują z różnym skutkiem wpływać na te procesy, nawet jednak tak potężne metropolie, jak Londyn, Nowy Jork i Paryż, są bezsilne wobec presji kapitału szukającego najlepszych miejsc do namnażania się. Jak wylicza Saskia Sassen, wybitna badaczka współczesnych miast, błyskawicznie rośnie kwota inwestycji w nieruchomości w globalnych metropoliach. Często polegają one na „parkowaniu” nadpłynnego kapitału – w efekcie całe kwartały Londynu straszą pustką, która wypełni się życiem, gdy nadejdzie lepszy czas.

Zanim jednak do tego dojdzie, rosnące inwestycje w nieruchomości wpływają na wzrost ich cen, co z kolei przekłada się na coraz większy koszt najmu i kupna mieszkań. W rezultacie zmienia się nie tylko morfologia miasta, ale także jego kompozycja społeczna. Krakowski Rynek pozbawiony tradycyjnej, społecznej substancji traci siłą rzeczy funkcję agory – naturalnego miejsca spotkań mieszkańców, służącego wytwarzaniu mieszczańskiej więzi – i zamienia w punkt na mapie atrakcji turystycznych. Podobnie dzieje się w Barcelonie i Wrocławiu.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną