Nauka

Kogo i jak testować? Opinie ekspertów są podzielone

Laboratorium wykonujące testy na obecność koronawirusa w Olsztynie Laboratorium wykonujące testy na obecność koronawirusa w Olsztynie Arkadiusz Stankiewicz / Agencja Gazeta
Według Naczelnej Rady Lekarskiej upowszechnienie testów wykrywających koronawirusa może przyczynić się do zmniejszenia objawów paniki. Zaapelowano więc do ministra zdrowia o radykalne zwiększenie dostępu do tych badań.

Nie wszyscy specjaliści są przekonani, by tego rodzaju diagnostykę wprowadzać na masową skalę. Światowa Organizacja Zdrowia wcale tego nie zaleca. Ale tu znów zastrzeżenie: czyż WHO niejedną decyzję podjęło zbyt późno?

Czytaj też: Co się zmieni po ogłoszeniu pandemii przez WHO

Lekarze domagają się masowych testów

Naczelna Rada Lekarska (NRL) w oświadczeniu stwierdziła, że testy nie mogą obejmować tylko osób hospitalizowanych. Minister Łukasz Szumowski zadecydował wczoraj: – Będziemy testowali wszystkich, którzy idą do kwarantanny, a każdy pacjent, który wymaga testu, będzie jednocześnie poddany 14-dniowej kwarantannie.

Zdaniem prezydium NRL wywiad epidemiologiczny i objawy powinny być bezwzględnym wskazaniem do wykonania testu. Ale nie tylko, bo szczególne wskazania powinny też objąć personel medyczny: „Ci, którzy byli w bliskim kontakcie z zarażonymi i są potencjalnymi roznosicielami koronawirusa, powinni być w każdej chwili przebadani, aby wykluczyć zagrożenie”.

Lekarze piszą również: „Zwiększenie liczby badań da nam realny obraz rozprzestrzeniania się zarazka, który może być większy, niż nam się wydaje. Da odpowiedź, kto jest zdrowy i zdolny do pracy, co skróci kwarantanny domowe”. Dostępność do testów w opinii NRL uspokoi społeczeństwo i osłabi zauważalne już przejawy paniki: „Każdy obywatel z objawami wskazanymi w zaleceniach epidemiologicznych powinien mieć możliwość wykluczenia stanu chorobowego, co zapewni mu spokój oraz da pewność, że nie stanowi zagrożenia dla swoich bliskich i otoczenia”.

Czytaj też: Od próbki po diagnozę. Jak przebiegają badania na koronawirusa

Czy jest sens przetestować całą populację?

Nie wszyscy eksperci mają takie zdanie. Na przykład wirusolog prof. Włodzimierz Gut, doradca Głównego Inspektora Sanitarnego, kalkuluje na chłodno: – Ci, którzy są zdrowi, nie mają wirusa. Ci, którzy są zakażeni bez objawów, wynik mogą mieć ujemny, bo objawy łączą się z określoną ilością wirusa w badanej próbce i gdy jest go za mało, nie zawsze można go wykryć. Nawet przy gorączce wynik może być ujemny, ponieważ pobieramy najczęściej wymaz z gardła, a wirus może być usadowiony głębiej.

Tego rodzaju zastrzeżenia z trudem przebijają się do opinii publicznej. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z pewnych ograniczeń diagnostycznych. Testowanie to dziś najlepsza metoda potwierdzająca zakażenie, ale niedoskonała, obciążona ryzykiem fałszywych wyników. Zarówno tych, które błędnie uwidaczniają zakażenie u pacjenta, który go nie ma, jak i – co niebezpieczniejsze – mylnie przepuszczają fakt jego wystąpienia.

Dlatego testy powinniśmy wykonywać u grupy celowanej, z jak największą możliwością zakażenia, by dało się je potwierdzać – uważa prof. Gut. – Po co badać 38 mln ludzi, skoro za kilka dni trzeba by to powtórzyć, bo w tym czasie u tych, którzy mieli test ujemny, wirus może się pojawić lub namnożyć, a pierwsze badanie go nie wykazało?

Czytaj też: Koronawirus w pytaniach i odpowiedziach

Testy przesiewowe nierekomendowane przez WHO

Do tej pory w Polsce wykonano ok. 2300 testów na koronawirusa. Dziennie przeprowadza się ich 200, ale moce przerobowe pozwalają na wykonanie dziesięciokrotnie większej liczby. Tak przynajmniej zapewnił rano rzecznik Ministerstwa Zdrowia. Jego zdaniem w innych krajach, nawet często przywoływanych Niemczech, tego rodzaju badania wciąż wykonywane są u osób ze wskazaniami. Z przekazów medialnych wiadomo, że było to ok. 200 tys. testów.

W Korei Południowej na masową skalę wprowadzono testowanie przesiewowe. Wykorzystuje się w tym celu tzw. testy paskowe, oznaczające przeciwciała IgG i IgM przeciwko koronawirusowi, świadczące o tym, że ktoś po prostu się z nim zetknął, ale niekoniecznie zachorował. Materiałem badanym jest krew pełna, osocze lub surowica. Kroplę umieszcza się w małej kasetce, dodaje tzw. bufor załączony do zestawu i wynik można odczytać w okienku testowym po ok. 10 min.

Zdaniem zwolenników tej metody rozwiązanie umożliwia typowanie osób z infekcją wirusem 2019-nCoV spośród grupy podwyższonego ryzyka, które powinny następnie być poddane precyzyjniejszej diagnostyce potwierdzającej w jednym z autoryzowanych laboratoriów, gdzie wykonywane są testy genetyczne (te, które są robione teraz w Polsce).

Pamiętajmy, że to nowy wirus, i jeśli ktokolwiek podejmie decyzję o wprowadzeniu nowych metod jego badania, musi mieć pewność, że są one wystarczająco czułe i specyficzne – komentuje dr n. med. Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych. – Takie cechy posiadają na razie tylko metody molekularne. Ważnym zagadnieniem jest także tzw. okienko serologiczne, czyli sytuacja, w której pacjent jest zakażony, a organizm przeciwciał jeszcze nie zdążył wytworzyć.

Czytaj też: „Na łapu capu uzupełnia się braki”. Szpitale nie są gotowe

Szybkie testy nie są idealnym rozwiązaniem

Szybkie testy mają zasadniczą zaletę – są szybkie. I tu lista ich zalet najczęściej niestety się kończy. Przykładem niech będą szybkie testy na grypę. – W wielu szpitalach zrezygnowano z ich wykonywania, rekomendując tylko testy wyższej klasy, czyli właśnie testy molekularne – mówi dr Kłudkowska. Dlaczego? – Bo odsetek wyników fałszywie ujemnych (wynik szybkiego testu jest ujemny, a pacjent jest chory) był zbyt wysoki.

Warto pamiętać, że pacjentów z wynikami fałszywie dodatnimi (wynik szybkiego testu dodatni, a pacjent nie jest zakażony) możemy zweryfikować metodami molekularnymi. Pacjentów z wynikami fałszywie ujemnymi już nie da się odzyskać. – Mam nadzieję, że pojawią się szybkie testy molekularne, z czasem oczekiwania na wynik około godziny, nad którymi prace trwają – mówi ekspertka. Jej zdaniem jeszcze nie czas na profilaktyczne sprawdzanie obecności wirusa. Teraz wszystkie siły powinny być skierowane na pacjentów, u których jest wysokie ryzyko zakażenia, bo to oni są potencjalnym źródłem zakażenia innych osób.

Czytaj też: Jest przełom? Chińscy badacze informują o leku na Covid-19

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną