Nauka

Covid-19 nie oszczędza już młodych. Dlaczego umierają?

Palenie lub podgrzewanie tytoniu (albo korzystanie z e-papierosów) może być groźne dla przebiegu Covid-19 także u młodych ludzi. Palenie lub podgrzewanie tytoniu (albo korzystanie z e-papierosów) może być groźne dla przebiegu Covid-19 także u młodych ludzi. Nery Zarate / Unsplash
Jeszcze kilka tygodni temu eksperci przestrzegali przed koronawirusem głównie osoby starsze, bo u dzieci i osób w wieku 20–40 lat miał on wywoływać zaledwie lekkie przeziębienia. Dziś zmieniają swoje podejście.

Na początek uwaga natury ogólnej: dynamika chorób zakaźnych jest w dużym stopniu przewidywalna, ale decyzje podejmowane podczas epidemii trzeba uaktualniać i dostosowywać do sytuacji. Jeśli miesiąc temu odradzano w Polsce noszenie masek, a teraz coraz głośniej słychać, że należy je zakładać przy każdym wyjściu z domu – to nie dlatego, że eksperci nie znają się na rzeczy, tylko zmieniły się warunki: na ulicach i w szpitalach jest dużo więcej osób zakażonych, zatem ryzyko natrafienia na wirusa przeważa nad ujemnymi skutkami nieidealnej ochrony, jakie stwarza takie zabezpieczenie.

Nowy raport ICL: Ile z 40 mln zagrożonych śmiercią osób uda się uratować?

O wiele poważniejszy w miarę rozwoju epidemii wydaje się wzrost odsetka coraz młodszych pacjentów. Dwa miesiące temu eksperci przestrzegali przed wirusem zwłaszcza osoby starsze, bo u dzieci i osób w wieku 20–40 lat miał on wywoływać zaledwie lekkie przeziębienia. Dziś i to podejście wymaga korekty. Czy to sam zarazek ewoluuje? Na razie o jego mutacjach nie słychać. Ewoluują więc zalecenia. Ale podczas pandemii to rzecz zrozumiała.

Palacze papierosów w grupie największego ryzyka

Powody przyrastania liczby młodych ludzi wśród osób zakażonych i ofiar SARS-CoV-2 mogą być dwa (poza mutacją samego zarazka, ale tę przyczynę na razie wykluczamy). Po pierwsze, efekt skali. Szybki wzrost nowych zakażeń w populacji sprawia, że w każdej grupie wiekowej rośnie odsetek dotkniętych skutkami epidemii. Gdy w jednym bloku zapada na infekcję 10 osób, chorują najpierw najwrażliwsi, czyli starsi – ale gdy zachorowań jest dziesięciokrotnie więcej, przyrost przypadków wzrasta wykładniczo i nie ma szansy, by infekcja, która łatwo przenosi się drogą kropelkową, nie dotknęła młodszego pokolenia.

Czytaj też: Nawet rozmowy telefoniczne w autobusie mogą być groźne

Ma ono nad seniorami tę przewagę, że młodszy układ odporności – najważniejszy jak na razie oręż w walce z nowym zarazkiem – przynajmniej teoretycznie daje sobie lepiej z nim radę, bo jest po prostu silniejszy. Pojawia się jednak pytanie, dlaczego u osoby po 70. roku życia, która ma za sobą mnóstwo przebytych infekcji, komórki odpowiedzi immunologicznej miałyby być mniej wyćwiczone i sprawne niż u 30-latków? Problem polega na tym, że wobec nieznanego zarazka nasi „żołnierze odporności” – limfocyty i przeciwciała – czują się zawsze niedoinformowani. I większy wpływ na ich morale (czytaj: gotowość do podjęcia walki) będzie mieć ogólna kondycja i brak dodatkowych chorób niż stopień przygotowania zapamiętany z przeszłości.

Wirus SARS-CoV-2 upodobał sobie układ oddechowy za sprawą własnego białka i receptorów, których wyszukuje w ludzkich komórkach (a są one akurat usadowione na powierzchni komórek płucnych i w dolnych drogach oddechowych), więc nie powinno dziwić, że osoby starsze gorzej znoszą infekcję. Tkankę płucną mają mniej elastyczną, a mięśnie klatki piersiowej umożliwiające wentylację są słabsze. Dlaczego jednak nikt nie dopytuje, w jakim stanie były oskrzela i płuca u młodszych ofiar wirusa? I nie chodzi tu o choroby współistniejące – często towarzyszące stwierdzanym zgonom, bo są nadal istotną okolicznością, która pogarsza rokowanie. Ale czemu nikt nie zwraca uwagi, jak groźne dla przebiegu Covid-19 może być palenie lub podgrzewanie tytoniu (albo korzystanie z e-papierosów), które jest przecież częstym nałogiem młodych? Z całą pewnością trzeba je dodać do grupy najważniejszych czynników podnoszących ryzyko cięższego przebiegu infekcji. Nie tylko starsze osoby palą – osoby w sile wieku mogą mieć z tego powodu drogi oddechowe w znacznie gorszym stanie, co nie pozostaje bez wpływu na śmiertelność.

Czytaj też: Utrata węchu lub smaku, nowe objawy Covid-19. Jest się czego bać?

Młodzież nie może lekceważyć ograniczeń

Czy wszyscy młodzi pacjenci (a mam tu na myśli osoby nieprzekraczające 60. roku życia) przechodzą Covid-19 lekko? Wcale nie! Między pobytem na intensywnej terapii a leczeniem gorączki i kaszlu w domu jest bardzo szeroki zakres średniego nasilenia objawów, który zakażonym może mocno dać się we znaki. I wtedy nieocenione znaczenie ma pomoc szpitalna – tej, której na południu Europy, skąd czerpiemy dziś mnóstwo danych o wskaźnikach śmiertelności, nie starcza obecnie dla wszystkich.

Dane z Hiszpanii pokazują, że ponad 15 proc. hospitalizowanych jest właśnie z grupy wiekowej 20–49 lat. A zatem trzeba przypuszczać, że ich stan zdrowia jest na tyle poważny lub niepewny, iż nie było bezpiecznie pozostawić ich w domu pod jakże modną dziś (ale czy skuteczną?) teleopieką.

Czytaj też: Coraz więcej zastrzeżeń do liczby ofiar koronawirusa. Skąd przekłamania?

Z kolei dane z Włoch na temat śmiertelności świadczą o tym, że umiera mniej niż 5 proc. chorych poniżej 60. roku życia. Czy w tym wypadku nie jest tak, że młodsi (odratowani z największych opresji) mają po prostu nie tylko lepszy stan wyjściowy organizmu do samotnej walki z zarazkiem, lecz również lepszą opiekę medyczną i szybszy dostęp do respiratorów?

W Stanach Zjednoczonych, które dziś przodują w liczbie zakażeń i zgonów z powodu Covid-19 na świecie, młode osoby w wieku 20–54 lata stanowią aż 38 proc. hospitalizowanych. Raporty przedostające się do mediów nic nie mówią o ciężkości tych zakażeń, ale nie wygląda na to, by były to tylko objawy „zwykłego przeziębienia”. Gdy pojawia się duszność, trzeba reagować. Stąd apel do osób młodych, by nie lekceważyły wprowadzonych rygorów izolacji, ponieważ w ich przypadku zakażenie również może mieć cięższy przebieg.

Czytaj też: Niska śmiertelność w Niemczech, wysoka we Włoszech. Skąd różnice?

Burza cytokin niebezpiecznym powikłaniem Covid-19

Lekarze zwracają uwagę na nieprzewidywalność zakażeń wywołanych obecnym koronawirusem. Trudno z góry założyć u pacjenta z potwierdzonym wynikiem testu, jaki infekcja przybierze rozmiar i na ile okaże się groźna dla życia. Wynika to w dużej mierze z siły działania układu odpornościowego – bo nie może być ona ani zbyt mała, ani zbyt intensywna; problem w tym, że nie jesteśmy w stanie jej przewidzieć.

W całkiem sprawnie funkcjonującym układzie odporności może dojść do reakcji, które wcale nie będą po myśli lekarzy. Gdy działa on spontanicznie, a nie pod wpływem szczepionek (które zdecydowanie najlepiej chronią przed wieloma chorobami zakaźnymi, bo w sposób bardziej kontrolowany), może wymknąć się spod kontroli również własnego organizmu. To sytuacja, z jaką mamy do czynienia w chorobach autoimmunologicznych, które przytrafiają się zwłaszcza młodemu pokoleniu – nieokiełznana nadaktywność komórek immunologicznych obraca się wtedy przeciwko gospodarzowi, wywołując szereg komplikacji.

Jaki może mieć to związek z Covid-19 i odpowiedzią na atak koronawirusa? Zdaniem ekspertów młodzi pacjenci, kiedy ich układ odporności walczy z tą infekcją, ulegają zespołowi ostrej niewydolności oddechowej. A jest to konsekwencja tzw. burzy cytokin, wydzielanych w ustroju chorego w odpowiedzi na niepohamowaną reakcję układu odpornościowego. Nie u wszystkich pacjentów i ofiar zakażenia występuje taka gwałtowna reakcja, ale u części tak – niestety trudno ją przewidzieć, ponieważ najprawdopodobniej decydują o tym uwarunkowania genetyczne.

Czytaj też: Czy stara szczepionka przeciw gruźlicy chroni przed Covid-19?

Cytokiny odgrywają w układzie odpornościowym rolę posłańców i są substancjami pośredniczącymi w komunikacji między komórkami immunologicznymi, które wysyła organizm do walki z patogenami. Albo innymi czynnikami, które wydają mu się obce – jak np. komórki nowotworowe. Burza cytokinowa jest powikłaniem bardzo dobrze znanym hematologom. Na przykład prof. Wiesław Jędrzejczak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego jest pionierem w rozpoznawaniu i leczeniu tzw. zespołu hemafagocytowego, u podstaw którego leży nadmierna aktywność cytokin prozapalnych, wywołana niekontrolowanym namnażaniem komórek odpornościowych, które je wydzielają: limfocytów i makrofagów. Zespół ten może być wrodzony, ale najczęściej bywa zainicjowany przez ciężkie infekcje wirusowe, bakteryjne, choroby autoimmunologiczne lub nowotworowe (głównie chłoniaki).

W tej piekielnej reakcji układu immunologicznego wytwarza się błędne koło aktywacji cytokin, które niszczą narządy wewnętrzne. Na tym tle dochodzi również niestety do częstych powikłań przy stosowaniu głośnej ostatnio terapii CAR-T w hematologii – podawane choremu limfocyty pobudzają się tak mocno, uwalniając z siebie ogromne ilości cytokin, że powoduje to bardzo wysoką gorączkę, niewydolność wielonarządową i prowadzi do wstrząsu. Na szczęście jest to proces przejściowy i można go wyciszać. Tak też próbuje się postępować u pacjentów z Covid-19 – choć podawane leki są w fazie eksperymentalnej (o czym pisała niedawno „Gazeta Wyborcza”).

Nie można z góry zakładać, że przy zakażeniu koronawirusem wszystko potoczy się tak źle. Ale warto mieć świadomość, że lekceważenie wprowadzonych ograniczeń – bo jestem zdrowy, młody i silny, więc żadna infekcja mi niestraszna – nie jest właściwym podejściem. Nikt nie powinien mieć bezwarunkowego zaufania do swojej odporności, ponieważ nie mając pełnego wglądu we własną genetykę, nie wie się, jakie zasadzki i tajemnice ona skrywa. A podczas epidemii – gdy wszystkie zasoby służby zdrowia rzucone są na pierwszą linię frontu – lepiej tego na własną rękę nie sprawdzać.

Czytaj też: Coraz więcej lekarzy, ratowników i pielęgniarek na kwarantannie

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Spór o Hagię Sophię w Stambule

Hagia Sophia znów znalazła się w samym centrum konfliktu politycznego. Ma pecha, bo od stuleci jest najlepszym miejscem w Turcji do toczenia wojen kulturowych.

Łukasz Wójcik
15.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną