Nauka

Dlaczego minister Szumowski nie staje w obronie lekarzy?

Minister zdrowia Łukasz Szumowski Minister zdrowia Łukasz Szumowski Mateusz Włodarczyk / Forum
Nie milkną głosy oburzenia po zaostrzeniu Kodeksu karnego, wprowadzonym skrycie – mimo protestów stowarzyszeń prawniczych – w ustawie antycovidowej nazywanej Tarczą 4.0.

Pod pretekstem walki z epidemią koronawirusa rząd znowelizował jeden z artykułów Kodeksu karnego, tłumacząc to wzmożeniem czujności przed pospolitymi złodziejami i wandalami. A przy okazji (a może właśnie celowo?) dokonał zmiany, na podstawie której sądy będą zmuszone znacznie surowiej karać za nieumyślne błędy lekarskie.

Kodeks karny zaostrzony przy okazji

Czy w świetle nowego prawa lekarze anestezjolodzy ze Szczecina podjęliby decyzję o zastosowaniu terapii ECMO u pacjentki z ciężkim uszkodzeniem płuc? Czy lekarze zakaźnicy zastosowaliby w leczeniu Covid-19 nowe leki przeciwwirusowe lub pochodne chlorochiny? To tylko niektóre z pytań, które znalazły się w pilnym liście prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzeja Matyi do ministra zdrowia.

Jako że prof. Szumowski lubi odwoływać się w mediach do swojego lekarskiego sumienia i etyki zawodowej – a robi to tym częściej, im więcej jest pod jego adresem zarzutów, że podczas epidemii decyzje podporządkowuje interesom politycznym PiS – władze samorządu lekarskiego słusznie postanowiły zwrócić się z pytaniami do niego osobiście.

„Jestem w tym kontekście szczególnie zainteresowany Pana opinią – jako lekarza – na temat wpływu zmiany ww. przepisu Kodeksu karnego na codzienną praktykę lekarską, w szczególności na podejmowanie przez lekarzy decyzji trudnych, nieodzownie łączących się z ryzykiem nieosiągnięcia pożądanego efektu terapeutycznego” – napisał prezes do ministra.

Gdy Prezydium NRL na początku tego tygodnia próbowało powstrzymać prezydenta przed złożeniem podpisu pod ustawą i zatwierdzeniem nowego przepisu, szef resortu zdrowia nabrał wody w usta. Zresztą od początku epidemii nie znalazł czasu na najkrótsze nawet spotkanie z Naczelną Radą Lekarską, mimo ponawianych zaproszeń.

Prywatna obsesja ministra Ziobry

Za to w Ministerstwie Sprawiedliwości (już po zaakceptowaniu ustawy przez prezydenta) odbyła się rozmowa z lekarzami na temat nurtującego ich problemu, ale padło tylko kuriozalne zapewnienie ze strony jednego z wiceministrów, że sądy nie powinny „zwiększać represji w stosunku do środowiska lekarskiego i nie wpłynie to na zasady orzekania kar w sprawach związanych z błędami podczas procesu leczenia”.

Odczytano to jako „obietnicę” złożoną przez wiceministra Marcina Warchoła, którą wszakże trudno potraktować poważnie. Od kiedy to urzędnik rości sobie prawo do wpływania na decyzje sędziów, podczas gdy ci muszą poruszać się w granicach stanowionego prawa, które politycy właśnie zaostrzyli, chyba świadomi wszystkich konsekwencji? Bo nie jest tajemnicą, że dla szefa resortu sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry ściganie błędów medycznych już dawno temu stało się prywatną obsesją i nie rozumie on, na czym polegają te z kategorii niezawinionych przez lekarzy.

Gdzie się kończy heroizm lekarzy?

A chodzi tu o nowe zasady wymierzania przez sądy kar za nieumyślne spowodowanie śmierci (art. 155 kk) i narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia czy ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 § 1 i 2 kk) – podczas najtrudniejszych zabiegów medycznych, często obarczonych sporym ryzykiem. Już w ubiegłym roku Ministerstwo Sprawiedliwości czyniło zakusy na zrównanie lekarzy z kryminalistami i pospolitymi przestępcami (prezydent otrzymane wtedy z Sejmu zmiany skierował do Trybunału Konstytucyjnego). Teraz się to udało w najmniej spodziewanym momencie, kiedy lekarze – oklaskiwani przez premiera i ministra zdrowia – stoją na pierwszej linii walki z epidemią.

Czytaj też: Studenckie śledztwo Zbigniewa Ziobry

Wprowadzona zmiana artykułu 37a kk zaostrza zasady wymierzania kar za przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą ośmiu lat – problem w tym, że dotyczą one np. zuchwałej kradzieży i równocześnie niezawinionych błędów lekarskich. Dlaczego niezawinionych? Bo w medycynie tak już jest, że nawet wbijając pacjentowi igłę pod kontrolą USG, przy zachowaniu wszelkich procedur może dojść do niepożądanego zdarzenia. Granica między tym, gdzie kończy się heroiczna próba ratowania życia, a gdzie zaczyna przestępstwo, jest w medycynie bardzo cienka.

Kto zechce jeszcze w Polsce leczyć?

Do tej pory w każdej takiej sprawie sąd w miejsce kary pozbawienia wolności mógł orzec grzywnę albo karę ograniczenia wolności. Obecnie możliwe to będzie tylko w okolicznościach, w których wymierzona kara nie byłaby surowsza od jednego roku. A co istotne, tzw. karę wolnościową sąd będzie mógł orzec tylko wtedy, gdy jednocześnie orzeka środek karny lub kompensacyjny, którym aktualnie mógłby być tylko zakaz wykonywania zawodu. „Prowadzić to może do absurdalnych sytuacji, że korzystniejsze dla lekarza będzie wymierzenie mu kary pozbawienia wolności w wymiarze do roku, bez zakazu wykonywania zawodu, niż orzeczenie łagodniejszych kar grzywny czy ograniczenia wolności z bardzo poważną sankcją, jaką jest zakaz wykonywania zawodu” – napisali w stanowisku lekarze z Prezydium NRL.

A Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie ujęła to jeszcze radykalniej: „Wobec nieakceptowalnego kształtowania warunków wykonywania zawodu w Polsce nie dysponujemy argumentami, by zniechęcać lekarzy do emigracji – niebędącej emigracją stricte zarobkową, ale formą ratunku przed bezprecedensowymi w krajach cywilizowanych przepisami, będącymi w istocie przejawem braku zrozumienia właściwego modelu opieki zdrowotnej i bezpieczeństwa opieki nad pacjentem”.

Czytaj też: Niezwykła historia brakującej dokumentacji medycznej

Medycy się burzą i zwierają szeregi

Wracając do listu prezesa NRL, skierowanego bezpośrednio do Łukasza Szumowskiego. Pada w nim również dość istotne pytanie: „Czy zgłoszenie poprawki dotyczącej art. 37a Kodeksu karnego, jak również jej treść, było z Panem konsultowane?”. A jeśli nie, dr Andrzej Matyja dopytuje o powody takiego zlekceważenia. Czyżby zmiana zasad wymierzania kar lekarzom nie interesowała ministra, a może nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia, trzęsąc spodniami przed – no właśnie! – prokuratorem generalnym?

„Za przejaw cynicznej arogancji i hipokryzji uznajemy forsowanie powyższych przepisów po tygodniach epatowania fałszywą wdzięcznością dla pracowników ochrony zdrowia za trud ich codziennej pracy w warunkach pandemii” – to jeszcze jeden fragment apelu Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, po którym w mediach społecznościowych i na facebookowych grupach medyków rozgorzały dyskusje, jaką formę nacisku zastosować, by przekonać rząd do zmiany wprowadzonych w Tarczy 4.0 zapisów. Brane są pod uwagę: protest na ulicach Warszawy, masowe zwolnienia, strajk włoski, który może sparaliżować szpitale w gorącym okresie pandemii.

Czytaj też: Kiedy lekarze podlegają karze

Napsuć krwi ministrowi Szumowskiemu

Co ciekawe, w tej samej Okręgowej Izbie Lekarskiej od ponad miesiąca trwa postępowanie wyjaśniające Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej wobec prof. Szumowskiego w odpowiedzi na złożoną na początku maja skargę dr Katarzyny Pikulskiej (młodej lekarki znanej ze strajku rezydentów i niesłusznie oczernianej przez TVP w zmanipulowanych materiałach „Wiadomości”). Autorka skargi w mediach argumentowała, że minister narażał zdrowie lekarzy, gdy wysyłał ich do walki z koronawirusem bez wystarczających środków ochrony osobistej.

Nie sądzę, by Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Warszawie znalazł rzeczywiste dowody świadczące o złamaniu przez ministra Kodeksu Etyki Lekarskiej. Ale dr Pikulska jest przewodniczącą Porozumienia Chirurgów „Skalpel” i nie czekając na rozstrzygnięcia odnośnie do jej pisma, może wraz z innymi lekarzami napsuć sporo krwi szefowi resortu zdrowia. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy również zaprotestował przeciw nowelizacji artykułu 37a kk, występując z inicjatywą powołania wspólnej komisji, która odkręci wprowadzoną już nowelizację, czyli zaproponuje nowe rozwiązania.

Łukasz Szumowski niedawno wybronił się przed dymisją. Ale dziś ma przeciw sobie nie tylko media szeroko rozpisujące się o jego biznesowych powiązaniach, lecz również własne środowisko zawodowe, które co rusz zawodzi.

Czytaj też: W nagrodę za walkę z pandemią – więzienie!

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Emeryci na psychotropach

Potrafią wyłudzać recepty, tłumaczyć, że od leków, które nie uzależniają, mają alergię. I dlatego muszą brać psychotropy. A psychiatrzy przyznają: rekordziści potrafią brać je przez kilka lat.

Katarzyna Kaczorowska
26.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną