Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Nauka

Chaos z danymi o zakażeniach i kontrolą nad testami

Testy na covid-19. Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Lublinie Testy na covid-19. Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Lublinie Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Wydawało się, że po 10 miesiącach nabierzemy większej sprawności w raportowaniu przypadków zachorowań na covid-19, kwalifikacji zgonów i pracy sanepidów. A dzieje się odwrotnie: kontrola nad rozwojem epidemii staje się coraz bardziej scentralizowana i upolityczniona.  

Po decyzji Głównego Inspektora Sanitarnego, że powiatowe i wojewódzkie stacje sanepidu nie będą już publikowały danych o nowych zakażeniach, odcięto od dostępu do informacji wolontariuszy, którzy trzymali rękę na pulsie i weryfikowali dane zbierane przez państwowe instytucje.

Michał Rogalski z Torunia, który zajmował się tą żmudną pracą już od wiosny i właśnie dzięki niemu (oraz innym współpracującym z nim pasjonatom) dowiedzieliśmy się niedawno o znacznych rozbieżnościach w liczbie raportowanych przypadków zakażeń, był tą decyzją zaskoczony. Zaznaczył nawet, że go w ten sposób upokorzono, odcinając po 225 dniach od dostępu do danych, które zbierał w dobrej wierze i w zastępstwie instytucji państwowych.

Te już dawno powinny pomyśleć o stworzeniu centralnej bazy danych, ale nie powierzchownej ani dziurawej, tylko szczegółowej, na wzór innych krajów, gdzie od początku pandemii nie ma kłopotu z dostępem do informacji. U nas jest dokładnie na odwrót.

Czytaj też: Polak jak Kevin. Na święta sam w domu

Centrala decyduje, centrala kieruje

Nie dość, że najprawdopodobniej to właśnie Michał Rogalski zwrócił uwagę rządowi i Ministerstwu Zdrowia na nieścisłości w raportach – bo bez jego sygnału nikt by ich nie spostrzegł (a może ktoś wolał to ukryć?). Dane, jakie przedstawiał codziennie w mediach społecznościowych, były inspiracją dla wielu lekarzy i naukowców oceniających na bieżąco sytuację epidemiczną.

Wielokrotnie można było od nich usłyszeć, że 19-latek wyręczał w tym służby państwowe, ponieważ przekazywane przez GIS lub Ministerstwo Zdrowia raporty były mniej szczegółowe i często niewystarczające, aby mieć całościowy obraz niezbędny do tworzenia prognoz. Zespół matematyków z Uniwersytetu Warszawskiego, na który niedawno powoływał się premier Mateusz Morawiecki (swoją drogą niesłusznie, bo naukowcy odcięli się od jego insynuacji wskazujących na demonstracje Strajku Kobiet jako źródło wzrostu zakażeń), korzystał z opracowań nastolatka, a następnie przedstawiał swoje analizy rządowi.

Widać, że to się centrali nie podobało. Ale warto zwrócić uwagę, że obecny minister zdrowia jest zwolennikiem takiego kierunku zarządzania ochroną zdrowia, ponieważ już latem, kiedy zarządzany przez jego poprzednika resort zmieniał ustawę zdrowotną w związku z epidemią, właśnie Adam Niedzielski (wtedy szef NFZ) ochoczo przejął rozmaite kompetencje od wojewódzkich dyrektorów oddziałów Funduszu.

Dr Andrzej Sośnierz, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia (a obecnie poseł PiS, który otwarcie odcina się od rządowych strategii walki z epidemią), nazwał wtedy ciągoty Niedzielskiego do centralistycznego zarządzania „gorszymi niż za komuny, które doprowadzą do paraliżu systemu”. Zdaniem obecnego ministra skupienie wielu decyzji w jednych rękach, czyli szefa NFZ, ułatwia zarządzanie tą instytucją. A jeśli chodzi o wprowadzenie zmian w systemie raportowania zakażeń – takie ujednolicenie ma jego zdaniem wykluczyć ewentualne błędy. Problem w tym, że nie będzie jak weryfikować, czy ktoś ich wcześniej nie popełnił.

Czytaj też: Komu szczepionka na koronawirusa należy się najpierw

Dziurawa statystyka czy cenzura?

Teraz nie będzie można już sprawdzać, czy liczby podawane na stronie www.gov.pl przez resort zdrowia są zgodne z informacjami, które napływały z powiatów. Minister Adam Niedzielski z dumą oznajmił, że na rządowym portalu znajdzie się teraz wszystko, co potrzebne analitykom i ludziom na bieżąco śledzącym rozwój epidemii. Podziękował również „wszystkim, którzy w ciągu ostatnich tygodni intensywnie pracowali nad tym serwisem”.

Tylko że po pierwszym dniu widać, jak dużo mniej informacji udostępnia się teraz obywatelom i nie zawsze we właściwy sposób. Działanie strony skrytykował m.in. dr Paweł Grzesiowski, który jest obecnie doradcą Naczelnej Rady Lekarskiej ds. epidemii covid-19: „Prezentowane przez rząd dane są zbyt surowe, ogólne i na dodatek wprowadzają w błąd”. Na przykład tytuł w rubryce „Przypadki śmiertelne w wyniku chorób współistniejących” jest nieprawdziwy – wytknął dr Grzesiowski na Twitterze zachwyconemu nową stroną ministrowi zdrowia. Inni internauci skarżą się na to samo, nazywając wprowadzoną zmianę cenzurą.

Być może sztab ludzi z GIS i Ministerstwa Zdrowia jeszcze pracuje nad udoskonaleniem strony i po pierwszej dobie przekazana statystyka nie była doskonała, lecz zostanie uszczegółowiona w najbliższych dniach. Michał Rogalski radzi rządowym ekspertom odpowiedzialnym za informatyzację i przekazywanie danych, by przyjrzeli się portalom, jakie stworzono na początku epidemii np. w Czechach, Szwecji lub w Islandii. „Sami spójrzcie, jak oni informują obywateli o sytuacji” – mówi rozgoryczony po tym, jak jego prace i dotychczasowy dorobek zabiła jedna polityczna decyzja.

Czytaj też: Pacjent umiera, biegnę. Rzadko się udaje zdążyć

Jakość testów i wiarygodność wyników

Ale to nie jedyny przykład chaosu, którego doświadczamy na różnych poziomach organizacji systemu. „Gazeta Wyborcza” poinformowała dziś o słabym nadzorze nad pracą laboratoriów, które wykonują testy molekularne. Okazuje się, że kontrola ich działalności jest tak samo dziurawa jak statystyka, bo powołany przez ministra zespół ds. koordynacji sieci laboratoriów covid wydaje opinię wyłącznie na podstawie złożonych dokumentów i weryfikacji pięciu nadesłanych próbek badań. Potem już nikt niczego nie sprawdza.

Projekt rozporządzenia o standardach utknął i decyzje o przyznawaniu koncesji na wykonywanie testów genetycznych powierzono właściwie jednej osobie, którą właśnie z tej funkcji zwolniono (a przy okazji usunięto ją również ze stanowiska wiceprezeski Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych).

Jakość wykonywanych badań podczas epidemii jest kluczowa dla zdobycia wiarygodnych informacji na temat jej rozwoju (lub wyhamowania), więc nie można tu przymykać oka na jakiekolwiek niedoróbki. A niestety w pewnym momencie, chcąc jak najprędzej zwiększyć liczbę placówek gotowych wykonywać te badania, pojawiła się pokusa, by postawić właśnie na ilość, a nie na jakość.

Czytaj też: Na koronawirusa da się na długo uodpornić

Granat w ogródek

Ministerstwo Zdrowia już w marcu wrzuciło granat w ogródek diagnostów z wiarygodnych laboratoriów w postaci tzw. zdalnej autoryzacji, która miałaby – teoretycznie – przyspieszyć otrzymywanie wyników. Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych (KRDL) protestowała, ale na niewiele się to zdało i choć nowe reguły obowiązywać miały tylko przez trzy miesiące, w nowym rozporządzeniu je przedłużono. Opinia dr Matyldy Kłudkowskiej z KRDL była wówczas taka: – Według obowiązujących aktów prawnych tylko diagnosta jest uprawiony do autoryzacji badań i wyników, które następnie trafiają do zlecającego lekarza. Jeśli w mniejszych laboratoriach na dyżurze jest technik lub biolog, owszem, wykonują tam swoją pracę, ale nie mają uprawnień do takiej autoryzacji. Nowe przepisy zezwalają, by wymóc ją na specjaliście diagnostyki z innego laboratorium, choć przeprowadzonego badania nie widział na oczy.

Teraz jest zapis, aby w laboratorium, gdzie ma być przeprowadzona zdalna autoryzacja, musiał być zatrudniony diagnosta – tylko w takim razie nie wiadomo, po co ma być ona wtedy „zdalna”? Okazuje się, że nowe rozwiązanie forsowały podmioty prywatne, gdzie niekoniecznie w każdym laboratorium są wysokiej klasy specjaliści i które dążą do minimalizacji kosztów. Zwłaszcza że – jak właśnie się dowiedzieliśmy – kontrola nad nimi jest wciąż iluzoryczna.

Ministerstwo Zdrowia zastrzegło dziś w południe na swoim Twitterze: „W związku z korektami wprowadzanymi na bieżąco przez laboratoria w systemie EWP globalna liczba zakażeń od początku pandemii może nie być sumą kolejnych dziennych zakażeń”. Ale przecież dlaczego mowa jest tylko o laboratoriach, skoro obecnie obowiązek sprawozdawania wyników – również na podstawie dopuszczonych testów antygenowych – ciąży także na szpitalnych oddziałach ratunkowych i izbach przyjęć, a wkrótce też lekarzach z podstawowej opieki zdrowotnej?

Ech, szkoda jednak, że odebrano licealiście prawo wglądu w te cząstkowe informacje. Były one od dziesięciu miesięcy dużo bardziej wiarygodne niż stworzony naprędce system, któremu daleko do rzetelności.

Czytaj też: Zaraza w portfelu. Mniej mamy, mniej kupujemy

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Rowling? Jaka Rowling? Harry Potter i autorka non grata

Huczne obchody 20. rocznicy premiery filmu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” były okazją do wspomnień i wzruszeń. Zabrakło tej, od której wszystko się zaczęło – J.K. Rowling. Zapomnieli o autorce?

Marcin Zwierzchowski
16.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną