Nauka

Szczepionka na koronawirusa nie dla dzieci. Dlaczego?

U dzieci układ odpornościowy ani system detoksykacji nie są jeszcze w pełni rozwinięte, dlatego inaczej reagują na szczepienia i leki. U dzieci układ odpornościowy ani system detoksykacji nie są jeszcze w pełni rozwinięte, dlatego inaczej reagują na szczepienia i leki. Esbenklinker / PantherMedia
Dzieci chorują na covid. Dzieci mogą przenosić koronawirusa. Dlaczego więc dzieciom nie będziemy podawać nowej szczepionki?

Organizm dziecka nie jest miniaturą dorosłego. Choć często tak bywa postrzegane, ciało niemowlaka, a nawet kilkulatka – oraz zachodzące w nich procesy metaboliczne – są inne niż w wieku dojrzałym, co wynika głównie z tego, że właśnie dopiero dojrzewają. Nie w pełni jeszcze jest u nich rozwinięty układ odpornościowy ani system detoksykacji, pomijając wiele innych cech różniących dzieci od dorosłych przedstawicieli Homo sapiens, które widzimy gołym okiem.

Dlatego reakcje kilkuletnich maluchów na leki też są inne niż w życiu dorosłym. To nawet nie tylko kwestia konieczności zastosowania mniejszych dawek dobranych do mniejszej wagi ciała, ale metabolizmu substancji chemicznych – gotowości wątroby i nerek do odpowiedniego ich przefiltrowania. Odmienna jest także reakcja układu odporności w wypadku wystąpienia choroby zakaźnej u dziecka i jego opiekunów. Tak jest akurat w przypadku covid-19 – koronawirus SARS-CoV-2, który może zabić 70-latka, pozostawia jego wnuki na ogół bez szwanku. Albo przechodzą one infekcję tak łagodnie, że bez wykonanych testów molekularnych – potwierdzających obecność RNA wirusa w organizmie – nawet nie byłoby wiadomo, że są nim zakażone.

Czytaj także: Ekspresowe szczepionki na covid. Jak powstały i czy są bezpieczne?

Ale to nie jedyny przykład i wcale nie wyjątkowy. – Decyduje o tym immunologia – mówi dr Lidia Stopyra, pediatra i specjalistka chorób zakaźnych, która kieruje Oddziałem Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. – Inne choroby infekcyjne, np. ospę wietrzną lub świnkę, dzieci również przechodzą dużo łagodniej niż dorośli. Nie przypominam sobie, żeby ktoś to szczegółowo roztrząsał, ale z doświadczenia wiemy, że tak jest.

Bez dzieci trudniej o odporność zbiorową

Dlaczego więc dzieci nie uwzględniono w narodowej strategii szczepień przeciwko covid? Ba, nie ma ich w żadnej strategii opracowanej też w innych krajach. Odpowiedź jest prosta: zarejestrowana pierwsza szczepionka przeciwko SARS-CoV-2, wytwarzana przez firmę Pfizer we współpracy ze spółką biotechnologiczną BioNTech, nie została wystarczająco przebadana w tej grupie wiekowej. Kilkulatkom w ogóle jej nie podawano na etapie badań klinicznych, a grupa powyżej 12 lat (które znalazły się wśród ochotników uczestniczących w tych testach) nie została jeszcze dokładnie przeanalizowana.

Dlatego w dokumentach, na podstawie których urzędy w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, USA oraz w Unii Europejskiej wydają zgodę na rejestrację szczepionki, widnieje granica 16 lat, od której szczepionkę można podawać.

Nic nie wiadomo o tym, by inni producenci, którzy ze swoimi szczepionkami prowadzą lub kończą badania kliniczne, sprawdzali je wśród najmłodszych. Ekspertów to wcale nie dziwi. Dr Paweł Grzesiowski, wakcynolog i doradca Naczelnej Rady Lekarskiej ds. epidemii covid, mówi wprost: – To nie był priorytet. Najwyższy odsetek zgonów w tych zakażeniach jest wśród seniorów, a dzieci chorują łagodnie lub bezobjawowo. Przy presji czasu, pod jaką producenci szczepionek pracowali od wiosny, musieli skoncentrować się na wynalezieniu ich dla tych, którym SARS-CoV-2 zagraża najbardziej.

Jednocześnie ekspert przyznaje, że taka sytuacja z pewnością odbije się rykoszetem na dorosłych: – Przy większości infekcji przenoszonych drogą kropelkową dzieci są rezerwuarem i zakażają starszych. Więc szkoda, że od samego początku szczepionki nie były badane wśród tej grupy. Nie mam wątpliwości, że tak się stanie w 2021 r.

Warto zwrócić uwagę, że skoro pierwsze szczepionki nie mogą być podawane dzieciom, to aby osiągnąć odporność populacyjną (mowa o konieczności zaszczepienia ok. 70 proc. populacji), my, dorośli, powinniśmy właściwie zaszczepić się teraz wszyscy; w Polsce trzeba w tym celu uodpornić 27 mln obywateli. Czy to się uda do końca lata 2021, przed nowym rokiem szkolnym? Wygląda na to, że nasze dzieci i wnuki będą musiały czekać na to znacznie dłużej.

Czytaj także: Polacy nie zamierzają się szczepić przeciw covid-19

Badania nowych szczepionek kosztują

Trochę szkoda, że dostępnej dla młodego pokolenia szczepionki najprawdopodobniej nie będzie do września 2021 r. Ale ostrożność jest zrozumiała. Dziecięce układy odpornościowe mogą inaczej reagować, nawet dzieci z różnych grup wiekowych mogą się różnić w odpowiedziach na szczepienie. A ponieważ prawdopodobieństwo poważnych zachorowań na covid-19 u dzieci jest mniejsze, poprzeczka będzie szczególnie wysoka, aby upewnić się, że nie ma żadnych niepożądanych skutków ubocznych.

Na przykład, ponieważ drogi oddechowe dzieci są mniejsze, mogą zupełnie inaczej reagować na stan zapalny po podaniu szczepionki. Nawet na bardzo niski jego poziom, zazwyczaj nieszkodliwy dla osoby dorosłej. Producenci dobrze też wiedzą, jak trudne może być dostosowanie ich dawki do osiągnięcia celu, jakim jest uzyskanie najlepszej ochrony immunologicznej przy najmniejszym ryzyku wystąpienia skutków niepożądanych. Dawki, których potrzebują dorośli i dzieci, są czasami różne – dzieci otrzymują np. mniejszą ilość szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, ale większą przeciwko krztuścowi.

Od początku testów może minąć rok, zanim szczepionki staną się dostępne dla ogółu społeczeństwa. Chyba że znowu wszystko przebiegnie w ekspresowym tempie i zespoły badaczy będą pracowały tak szybko jak od zimy tego roku, by już w grudniu można było zacząć szczepić dorosłych. Prace szły błyskawicznie, ale bez rezygnacji z badań niezbędnych do wykazania, że szczepionki są bezpieczne i skuteczne.

Czytaj także: Nie, szczepionki na covid nie modyfikują ludzkiego genomu

Pytanie, czy zaangażowanie będzie tak samo imponujące w przypadku pracy nad szczepionkami dla dzieci i czy znajdzie się wystarczająca ilość funduszy, by prowadzić badania kliniczne na tak wielką skalę, jak było to w przypadku szczepionek dla dorosłych.

Wiele szczepionek – np. przeciwko odrze, polio i tężcowi – zostało zaprojektowanych od samego początku do podawania dzieciom. Ich twórcy zaczynali jednak od badań wśród osób starszych, aby sprawdzić, czy nie występują istotne problemy z bezpieczeństwem. Dlatego niektórzy eksperci zwracają uwagę, że twórcy szczepionek, które dziś wchodzą na rynek, mogli rozpocząć testy z udziałem dzieci już w okresie letnim, gdy tylko uzyskali dobre wyniki fazy II badań klinicznych prowadzonych wśród dorosłych. Ale tak się nie stało – z jakiego powodu? Innych priorytetów.

Czytaj także: Młodzi z bezobjawowym covid-19 są narażeni na groźne komplikacje

Jak ocenić autonomię dziecka

Przygotowanie szczepionek dla dzieci jest bardziej kłopotliwe również z tego powodu, że o wiele trudniej skompletować grupę uczestników takiego badania. Proces rekrutacji ochotników jest dużo bardziej czasochłonny, ponieważ rodzice muszą wyrazić świadomą zgodę. Z konieczności badania rozpoczynają się w starszych grupach wiekowych i liczących najpierw kilku/kilkunastu pacjentów. W miarę upływu czasu, podczas którego trwa monitoring, przechodzono by do kolejnych faz badań i rozszerzano grupy uczestników.

Każda z nich potrzebowałaby prawdopodobnie dwóch miesięcy obserwacji, aby naukowcy mogli ocenić ich odpowiedź immunologiczną na szczepionkę i upewnić się, że nie mają żadnych skutków ubocznych. Dopiero wtedy twórcy szczepionek mogliby rozpocząć kolejną próbę z wyższą dawką.

Kiedy dwa i pół roku temu rozmawiałem o prowadzeniu badań klinicznych wśród dzieci z dr. hab. Marcinem Waligórą z Zakładu Filozofii i Bioetyki Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, usłyszałem, że uzyskiwanie zgód od nieletnich na rekrutację do takich badań to nie lada wyzwanie. Kodeksy etyczne słabo sobie radzą nie tylko z tym, wiele problemów pozostaje nierozstrzygniętych: czy wystarczy, że zgodę taką w ich imieniu wyrażą opiekunowie, od jakiego wieku powinno to uczynić samo dziecko, w jakim zakresie wdrażać do praktyki pediatrycznej leki i szczepionki, jeśli sprawdzono je wcześniej tylko na dorosłych?

Oprócz świadomej zgody rodziców na udział dziecka w badaniu powinno bezwzględnie wymagać się przyzwolenia samego dziecka – mówił dr hab. Marcin Waligóra. Od jakiego wieku? – W dzisiejszych standardach to badacze i rodzice decydują, czy ich pociecha może kompetentnie wyrazić swoją wolę. Naszym zdaniem lepiej wyznaczyć konkretny próg: np. wiek szkolny, 67 lat.

Według Brytyjczyków przyzwolenie takie nie musi polegać na udzieleniu konkretnej odpowiedzi: „zgadzam się” lub „nie”, lecz ważniejsze jest włączenie dziecka do procesu decyzyjnego – powinno brać udział w dyskusjach lekarzy z rodzicami. Rozmawialiśmy wtedy o terapiach onkologicznych, a więc o dzieciach doświadczonych długą chorobą nowotworową – ci mali pacjenci dojrzewają zaskakująco szybciej, są bardziej świadomi niż zdrowi rówieśnicy. Badania nad szczepionkami prowadzone są natomiast właśnie na osobach zdrowych. Nie można więc o nich powiedzieć, że nie mają już nic do stracenia. Można za to być wdzięcznym, że dzięki nim wszyscy zyskują tak wiele.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Ula: Zaczęło się od typowego lesbijskiego zauroczenia

Przyjechałam do Łodzi z małej wioski w 1983 r. Do liceum. Moją trzecią fascynacją była koleżanka z bursy. W bursie to nie mogło się rozwinąć (nocą panie robiły nam naloty, z zaglądaniem pod kołdry).

Edyta Gietka
18.08.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną