Nauka

Puścić szczepienia na żywioł, bez kolejki? Byłby bałagan

Kolejka do szczepienia. Łódź, marzec 2021 r. Kolejka do szczepienia. Łódź, marzec 2021 r. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Rząd zapowiada w drugim kwartale przyspieszenie szczepień. Czy w ten sposób, że zniesie barierę wieku przy zapisach i otrzymają je naraz wszyscy chętni?

Oczywiście, że nie naraz, bo chociaż w kwietniu – jak wynika z zapowiedzi Michała Dworczyka, pełnomocnika rządu ds. Narodowego Programu Szczepień – ampułki mają wlewać się do Polski szerokim strumieniem, to nie da się ich podać jednocześnie kilkunastu milionom ludzi. Do 26 marca, czyli mniej więcej do końca pierwszego kwartału, podano 5 594 790 dawek, z czego drugą otrzymało niecałe 2 mln osób (według danych Ministerstwa Zdrowia – 1 928 782). W wypadku szczepionek AstraZeneki odstęp jest dłuższy niż po podaniu preparatów z mRNA Pfizera i Moderny, więc zwieńczenie całego cyklu wydłuża się do kilku miesięcy. Ale i tak obecne punkty szczepień pracują już na granicy wydolności, a resort zdrowia nie rozpisał do tej pory nowego konkursu dla placówek leczniczych chętnych włączyć się do programu (obiecano poluzowanie kryteriów naboru; szczegóły mamy poznać w nadchodzącym tygodniu).

Tymczasem lekarze rodzinni z Porozumienia Zielonogórskiego zaapelowali do rządu, aby wobec wielu odmów przyjęcia szczepionki firmy AstraZeneca udostępnić ją wszystkim chętnym, bez oglądania się na sztywny harmonogram. I wydaje się, że z punktu widzenia władzy publicznej, która odpowiedzialność za walkę z pandemią coraz jaskrawiej zrzuca z siebie na innych, takie rozwiązanie byłoby najprostsze. Premier Mateusz Morawiecki z radością wystąpiłby pewnie na konferencji prasowej, oznajmiając zamkniętym w domach rodakom: „Mamy dla was świąteczny prezent – upragnione szczepionki! Od dziś niech szczepi się każdy, kto chce”. I co, myślicie, że wszyscy powinni się cieszyć?

Czytaj też: Brzydkie tricki Morawieckiego

Szczepienia. Przywileje nie dla tych co trzeba

Dwudziesto- i trzydziestolatki, a spośród nich ci, którzy są przekonani o wartości tej profilaktyki i skutecznej ochrony przed covid – na pewno. W przyjętej w grudniu Narodowej Strategii Szczepień ich najmłodsza rocznikowo grupa znalazła się na szarym końcu, ale zgodnie z logiką. Mimo rozmaitych modyfikacji krajowy harmonogram dawał od początku pierwszeństwo medykom, następnie osobom najstarszym i najciężej schorowanym. Było to mniej więcej zbieżne z zasadami zalecanymi przez Światową Organizację Zdrowia, która wprowadziła cztery kryteria podejmowania decyzji związanych z pierwszeństwem dostępu do szczepień przeciwko covid.

W pierwszej kolejności trzeba chronić ludzi, dla których zakażenie wirusem SARS-CoV-2 niesie niebezpieczeństwo śmierci, oraz te osoby, które mogą ciężko zachorować. Następnie tych, którzy ratują chorych, a więc sami są wystawieni na wysokie ryzyko zakażenia. W dalszej kolejności, w miarę zwiększonych dostaw szczepionek, przy tworzeniu kolejki należy wziąć pod uwagę osoby, które ze względów zawodowych mają szczególnie dużo kontaktów społecznych (same są narażone i stanowią zagrożenie dla innych) oraz odgrywają kluczowe role dla funkcjonowania państwa.

Czytaj też: Kolejka sprawiedliwa, czyli jaka?

Różne modyfikacje wprowadzane przez rząd ad hoc sporo namieszały w tej kolejce, nie mówiąc o tym, że można było mieć do nich wiele zastrzeżeń, bynajmniej nie dotyczących tylko niezrozumiałego uprzywilejowania prokuratorów (co odbiło się najgłośniejszym echem w mediach). Włączenie do etapu zerowego pracowników z administracji i marketingu placówek medycznych, którzy nie mają żadnego kontaktu z chorymi, albo młodych doktorantów uczelni wyższych, prowadzących zajęcia ze studentami wyłącznie online – budziło zrozumiałe wątpliwości natury etycznej. Zresztą to tylko przykłady pierwsze z brzegu – wśród grup zawodowych, które zdążyły otrzymać szczepionkę w majestacie prawa i zgodnie z rządowym harmonogramem, byli też kierowcy z hurtowni rozwożący leki, sekretarki, pracownicy firm farmaceutycznych (tu przepustkę dawał nie tyle dyplom lekarski, ile ułamek etatu w przychodni, dający prawo do podtrzymania prawa wykonywania zawodu).

Ale nie chodzi o to, by wypominać lub żałować komuś szczepionki! Dają – czemu nie brać (grupa uprzywilejowanych zaszczepionych w grudniu w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym wychodziła z podobnego założenia)? Ale to, w jak szeroki sposób rząd ustawił kolejność szczepień, kłóci się po prostu z poczuciem sprawiedliwości. Teraz, gdyby raptem po trzech miesiącach zezwolił na jeszcze większy żywioł – pozycja najbardziej narażonych i słabych (a wciąż niezaszczepionych) znacząco by się pogorszyła. Po odbiór deficytowego dobra, jakim nadal są szczepionki przeciwko covid (bo za małe dostawy, bo za mało punktów szczepień), startowaliby w większym tłumie, lądując na końcu jeszcze dłuższej kolejki.

Czytaj też: Wiemy, dlaczego Niemcy przestali szczepić AstraZeneką

Czego polityk nie rozumie

Prof. Paweł Łuków, filozof i bioetyk z Uniwersytetu Warszawskiego, zalicza szczepionki przeciwko covid do dóbr szczególnych: – Z jednej strony są limitowane, z drugiej niosą ze sobą dużą wartość dla zdrowia. Dlatego trudno je zrównać z dobrami łatwo dostępnymi dla wszystkich, gdzie wprowadzenie ograniczeń byłoby bezsensem, albo z takimi, do których dostęp jest opcjonalny, ale nie mają większej wartości (wtedy można świadomie liczyć się z tym, że w nierównej o nie walce wygrają najsilniejsi).

Zdaniem etyka, gdyby na obecnym etapie – niewielkiego poziomu wyszczepienia całego społeczeństwa, kiedy na swój termin czeka mnóstwo osób narażonych na większe ryzyko zakażenia – rząd zrezygnowałby z odgórnie ustalonego harmonogramu i puścił wszystko na żywioł, byłaby to abdykacja władzy publicznej z roli, jaką jest racjonalne dzielenie wspomnianego dobra. – Po co nam w takim razie państwo, skoro rezygnuje z takiej odpowiedzialności? Po co Narodowy Program Szczepień, w którym zapisano jakieś priorytety?

Czytaj też: Przychodzi nauczyciel na szczepienie i ma wyrzuty sumienia

Słuchając przemów premiera podczas konferencji prasowych, nietrudno jednak wątpić, by rozumiał, na czym polega społeczna etyka szczepień lub chciał się nad tym zastanawiać wspólnie ze swoim pełnomocnikiem lub ministrem zdrowia. Do Rady Medycznej nie powołano żadnego etyka zdrowia publicznego. Grono, które doradza rządowi (choć i tak nie jest wysłuchiwane), składa się głównie ze specjalistów epidemiologii, chorób zakaźnych i anestezjologii. – Oczekuje się więc od nich zaleceń dotyczących faktów medycznych – zauważa prof. Paweł Łuków. – Rozwiązywanie kwestii dotykających wartości, nieraz bardzo skomplikowanych, decydenci zachowali dla siebie, dla własnych kompetencji. Ale czy je mają?

Czytaj też: Co jest NOP?

Stan zadyszki w punktach szczepień

Po kilkunastodniowym spadku zainteresowania szczepionkami AstraZeneki w wielu miejscach sytuacja wraca do pierwotnego stanu, czyli zgłaszają się wszystkie zapisane osoby. To zrozumiałe, że przestoje, które w swoich praktykach zauważyli zwłaszcza lekarze rodzinni, rodziły dla nich spory problem, jak wykorzystać dawki, na które w ubiegłym tygodniu zabrakło chętnych. Być może najlepszym wyjściem z tej sytuacji byłaby po prostu większa elastyczność – jeśli pójść na żywioł, to tylko w odniesieniu do preparatu AstraZeneki; skoro ampułki miałyby się zmarnować, niech rzeczywiście dostają je ci, którzy chcą, ale inne preparaty należy szybciej podawać zgodnie z zaplanowanym harmonogramem.

Czytaj też: Badania szczepionek przeciw covid u dzieci. Potrzebne?

Tylko czy nie pogłębi to bałaganu, który w punktach szczepień jest już teraz? Mamy na razie dostępne trzy szczepionki (Pfizera/BioNTechu, Moderny i AstraZeneki), więc kiedy w kwietniu dojdzie jeszcze zarejestrowany już w Unii Europejskiej preparat Janssena, centralne przyporządkowanie każdej grupie innej szczepionki jeszcze bardziej skomplikuje życie zwłaszcza małym przychodniom. Już dziś wiele z nich nie może skompletować 30 osób, by złożyć zamówienie na przydział konkretnych dawek.

Michał Dworczyk lubi ostatnio powtarzać we wszystkich wywiadach, że „rząd wyciąga wnioski” z pierwszego kwartału masowej akcji szczepień i rozważa różne scenariusze, by uprościć i przyspieszyć całą akcję uodparniania w kolejnych miesiącach. Oby te pomysły były jednak z sensem, a nie wprawiały medyków w stan zadyszki, zaś dla obywateli były źródłem rozgoryczenia.

Czytaj też: Test na covid z supermarketu. Co nam powie?

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Skąd się biorą pioruny? Odpowiedź może zaskoczyć

Piorun pojawia się nagle, znika błyskawicznie i nie pozwala się łatwo zbadać. Skąd to budzące zachwyt i grozę zjawisko bierze energię oraz jak ją uwalnia? Odpowiedź może zaskoczyć.

Andrzej Hołdys
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną