Nauka

Droga do zera. Bill Gates ma pomysł na klimat

Bill Gates podczas konferencji w sprawie katastrofy klimatycznej w siedzibie Microsoftu w 2019 r. Bill Gates podczas konferencji w sprawie katastrofy klimatycznej w siedzibie Microsoftu w 2019 r. Lenin Nolly / EFE / Forum
Bill Gates, najbogatszy filantrop na świecie, ma pomysł na ratunek przed klimatyczną katastrofą. W najnowszej książce ostrzega, że łatwo nie będzie.

Publikację książki „Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej” przygotowano jako globalne wydarzenie wydawnicze. Zanim jednak dzieło trafiło do księgarń, media zajmujące się gospodarką zelektryzowała inna informacja – Bill Gates połączył siły z dwiema niezależnymi firmami inwestycyjnymi, by za 4,7 mld dol. przejąć kontrolę nad Signature Aviation, największym na świecie operatorem prywatnych samolotów.

Udziały należącej do Gatesa Cascade Investment w lotniczym biznesie wzrosną do 30 proc., informował na początku lutego „Wall Street Journal”, a podchody do transakcji trwały wiele miesięcy. Bo o ile regularne linie przeżywają głęboki kryzys ze względu na pandemię, o tyle popyt na połączenia prywatne utrzymuje się na poziomie bliskim do przedkryzysowego, a przewozy towarów w tym sektorze nawet wzrosły.

Czytaj też: Unia zielona jak nigdy. Polska się też się zazieleni?

Ikona kapitalizmu

Trudno mieć pretensje do kapitalisty, że inwestuje pieniądze tam, gdzie spodziewa się największych zysków. Wszak Bill Gates to ikona współczesnego kapitalizmu. Współtworzył Microsoft, jedną z największych firm technologicznych, przez wiele lat był najbogatszym człowiekiem świata. Po rezygnacji z zarządzania korporacją zajął się wraz z żoną Melindą filantropią, którą rozwija na przemysłową i globalną skalę, przeznaczając setki milionów dolarów m.in. na różnorodne programy zdrowotne, dotyczące wyżywienia i rolnictwa, rozwój nowych szczepionek i leków.

Gates już w 2015 r. ostrzegał przed zagrożeniem pandemią, ale jego zapowiedzi nie wzruszyły wówczas nikogo, a najlepiej zapamiętali je wyznawcy teorii spiskowych. Bo skoro wiedział, a zajmuje się upowszechnianiem masowych programów szczepień i opracowywaniem nowych szczepionek, to znaczy, że covid-19 jest jego sprawką, częścią większego planu przejęcia kontroli nad światem i ludzkością. Na razie Gates przejmuje częściową kontrolę nad Signature Aviation, co zmusza do pytania, jak ta inwestycja ma się do planów walki z klimatyczną katastrofą.

Bo właśnie widmo tej katastrofy i konieczność jej uniknięcia za wszelką cenę stało się obecnie nie tylko najważniejszym zadaniem ludzkości, lecz także misją, którą miliarder chce zająć się osobiście, mobilizując do ratowania świata dostępne sobie zasoby wiedzy, kapitału i relacji. Jak jednak pogodzić tę misję z korzystaniem z prywatnych odrzutowców? Czy filantropijno-ekologiczne opowieści Gatesa nie są po prostu kolejnym przykładem greenwashingu, ekościemy mającej poprawić wizerunek, ale bez większego wpływu na rozwiązanie problemu?

Gates odpowiada w książce wprost na te wątpliwości. Przyznaje, że sam z rodziną korzysta z prywatnych lotów, a w ramach poprawy samopoczucia inwestuje w programy lotniczego offsetu, czyli np. w projekty zalesiania, które mają zniwelować negatywne skutki emisji gazów cieplarnianych wywołanych przez samoloty. Ważniejsze od offsetu są jednak inwestycje w rozwój nowych technologii, które umożliwią podróże lotnicze bez niszczenia środowiska i atmosfery. Gates, hiperkapitalista, każde swoje działanie analizuje pod kątem efektywności i dlatego nie ulega prostym emocjom. ­Flygskam – „wstyd latania” – to dobre dla Grety Thunberg, nastoletniej Szwedki zagrzewającej do walki o klimat globalną opinię publiczną. To ważne, ale sama zmiana nawyków konsumpcyjnych nie zmieni rzeczywistości. Droga do ratunku przed katastrofą jest bardzo prosta i jednocześnie niezwykle złożona.

Czytaj też: Z zamykaniem kopalń w Polsce nie można czekać 30 lat

Prosty cel

Prosta, bo wyraża się w jednoznacznym celu, który Gates opisuje dwiema liczbami: 51 mld ton i zero. Pierwsza liczba to poziom aktualnych rocznych emisji gazów cieplarnianych, za które odpowiada człowiek. Liczba druga, zero – to cel, do jakiego musimy dotrzeć w perspektywie połowy stulecia. Gates przytomnie usubtelnia komunikat, pisząc, że nie chodzi o zero absolutne, ale wartość netto. Świat zupełnie pozbawiony emisji gazów cieplarnianych trudno sobie wyobrazić, bo pochodzą nie tylko ze spalania paliw kopalnych, ale także z produkcji stali, cementu i żywności. Chodzi więc o taką przyszłość, w której niezbędne emisje będą neutralizowane np. przez technologie wychwytywania gazów cieplarnianych podczas procesów produkcyjnych lub wprost z atmosfery.

Nawet po tym usubtelnieniu cel operacji ratunkowej wygląda dość prosto, jak jednak uzyskać neutralność klimatyczną w tak szybkim czasie? Gates odkłada na bok opowieści, że uda się tego dokonać przez przejście ludzkości w stan ascezy i radykalne ograniczenie konsumpcji. Nie ma co liczyć, że miliarderzy zrezygnują z latania prywatnymi samolotami, i nieprzyzwoite byłoby oczekiwanie, że mieszkańcy krajów rozwijających się zrezygnują z aspiracji do lepszego życia, co ciągle w przypadku miliardów ludzi oznacza dostęp do czystej wody, elektryczności i pożywienia.

Żeby skomplikować sprawę, trzeba dodać informację, że ludzi wciąż przybywa i jednocześnie coraz więcej osób zamieszkuje miasta. Zapewnienie im miejsca oznacza, że do 2060 r. co miesiąc trzeba będzie oddać do użytku miasto wielkości Nowego Jorku, a globalna konsumpcja energii do 2050 r. wzrośnie o połowę. Żeby zrozumieć przyszłość, warto spojrzeć w przeszłość. Stany Zjednoczone zużyły na swój rozwój w całym XX stuleciu 4,3 mld ton cementu. Chiny w ciągu pierwszych 16 lat XXI w. wykorzystały 25,8 mld ton tego materiału.

Czytaj też: Plan ratunkowy dla natury

Krytyczny ekomodernizm

Książka Gatesa wypełniona jest podobnie oszałamiającymi liczbami. Po ich lekturze nieuchronnie pojawia się pytanie – czy jest w takim razie jakakolwiek nadzieja? Miliarder odpowiada, że owszem – rozwiązaniem jest postęp technologiczny. Tak jednak przekonuje każdy ekomodernista zapewniający, że postęp i nowe technologie rozwiążą problemy przyszłości, bo rozwiązywały je też w przeszłości. Wszak bomba ekologiczna miała wybuchnąć jeszcze przed końcem XX w., ale dzięki „zielonej rewolucji” technologicznej w rolnictwie świat uniknął głodu, podobnie jak uniknął go na początku XX w. dzięki wynalazkowi chemicznego wiązania azotu z powietrza i produkcji nawozów sztucznych.

Gates te wszystkie opowieści zna i przytacza, zwraca jednak uwagę na problem zasadniczy. Tak, postęp techniczny jest kluczem, ale wymaga on umiejętnego zarządzania. Chociaż jako szef Microsoftu walczył z wszelkimi próbami regulacji kapitalizmu i ograniczania swobody działania korporacji, w roli zbawcy świata pisze wprost, że bez inteligentnych regulacji i aktywnej roli państw i agend międzynarodowych wiele nie zdziałamy.

Potrzebujemy interwencji publicznej w wielu wymiarach: niezbędne są regulacje obciążające kosztem emisje dwutlenku węgla, potrzebne są zielone dopłaty, żeby przyspieszyć „dojrzewanie” nowych proklimatycznych technologii mających zastąpić technologie „węglowe”, wymagane są publiczne nakłady na badania i rozwój. Zapewne niejeden czytelnik o lewicowych przekonaniach stwierdzi, że warto było doczekać chwili, kiedy Bill Gates przyzna otwarcie: nie byłoby sukcesu Microsoftu bez inwestycji państwa w rozwój technologii elektronicznych i informatycznych.

Tak dotychczas pisała ekonomistka Mariana Mazzucato, wywołując poruszenie wśród ortodoksyjnych obrońców wolnego rynku i wrogów aktywnego państwa. Teraz to samo pisze człowiek, który nie tak dawno użył wszelkich dostępnych zasobów, by ochronić Microsoft przed antymonopolistyczną interwencją rządu amerykańskiego.

Nie spieszmy się z wpisywaniem Billa Gatesa w szeregi nowej lewicy, jest po prostu krytycznym ekomodernistą, który solidnie odrobił lekcję i zrozumiał, że odpowiedzią na grożącą katastrofę klimatyczną nie jest ani żadna ideologia, ani cudowna technologia, tylko złożony zestaw instrumentów łączących najlepsze cechy wolnej przedsiębiorczości, wymiany rynkowej, edukacji, polityki publicznej. Nie istnieje ścieżka na skróty, radosne recepty w rodzaju „100 proc. odnawialnych źródeł energii”, „po pierwsze, zalesianie”, gospodarka o obiegu okrężnym i ograniczanie konsumpcji w najlepszym przypadku są odpowiedziami częściowymi. Nadmierna koncentracja na nich może doprowadzić do negatywnych wręcz skutków.

Czytaj też: Czym jest hipokryzja klimatyczna?

Potrzeba polityki

Problem w tym, że droga do ratowania przed katastrofą klimatyczną wiedzie przez zmianę systemu energetycznego. Przebudowa infrastruktury na neutralną emisyjnie, zastąpienie samochodów spalinowych elektrycznymi wymaga czasu. Wcześniejsze transformacje energetyczne – upowszechnienie węgla, potem ropy naftowej – trwały dziesiątki lat. Wiara, że obecną zieloną transformację da się radykalnie przyspieszyć, może doprowadzić do nieefektywnego wykorzystania ograniczonych zasobów. Trzeba więc podejmować inteligentne decyzje równoważące tempo eliminacji starych technologii z inwestycjami w rozwój nowych, często jeszcze zupełnie niedojrzałych, jak reaktory jądrowe nowej generacji (Gates osobiście zainwestował w ich rozwój).

Gates nieustannie przekonuje o swoim optymizmie, deklarując, że wierzy w technologie i ludzi. Dostrzega jednak, że nad problematyką walki z kryzysem klimatycznym coraz mocniej wisi przekleństwo polaryzacji oraz uproszczonej czy wręcz opartej na dezinformacji debaty. Innymi słowy, zaczyna dostrzegać, że droga do zera jest w istocie problemem politycznym. Dlatego w zestawie rekomendacji podkreśla znaczenie osobistego zaangażowania się w działanie publiczne i polityczne na rzecz odpowiednich regulacji i polityk. Niezwykłym przykładem skutecznego działania politycznego jest dla niego porozumienie paryskie z 2015 r., które otworzyło nowy rozdział w międzynarodowej polityce klimatycznej.

Książkę kończy swoista koda – rozdzialik poświęcony pandemii covid-19. Gates znowu próbuje być optymistą, przekonując, że kryzys wywołany przez koronawirusa może być szansą na przyspieszenie zmian na rzecz klimatu. Jednocześnie jednak odsłania brutalną rzeczywistość: w ciągu kilku miesięcy trwania pandemii kraje najbiedniejsze cofnęły się o ćwierć wieku pod względem standardów walki z ubóstwem i bezpieczeństwem sanitarnym. Pozostawione same sobie przez zajęte własnymi problemami kraje rozwinięte płacą najwyższą cenę. Czy inaczej będzie w sytuacji, gdy zaczną się nasilać negatywne konsekwencje zmian klimatycznych?

Gates ucieka przed odpowiedzią i kryje się za zasłoną banału, którym kończy książkę: „Powinniśmy poświęcić najbliższe dziesięciolecie na pracę nad technologiami, które wprowadzą nas na drogę ku wyeliminowaniu gazów cieplarnianych do 2050 r. Trudno wyobrazić sobie lepszą reakcję na nieszczęsny rok 2020 niż spędzenie kolejnych dziesięciu lat na wytrwałej pracy zmierzającej do tego ambitnego celu”. Cóż, do roboty zatem, kto woli – rowerem, a kto może – prywatnym samolotem.

Czytaj też: Jak metan nakręca spiralę ocieplenia

Bill Gates, Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy, przeł. Michał Rogalski, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną