Nauka

PAN do kosza? Groteskowy pomysł Czarnka

Pomnik Mikołaja Kopernika pod siedzibą PAN w Warszawie Pomnik Mikołaja Kopernika pod siedzibą PAN w Warszawie Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Formalnie PAN jest najwyższym organem polskiej nauki i korzysta z daleko idącej autonomii. W ustroju, jaki funduje nam PiS, nie ma jednak miejsca na niezależne instytucje.

Polska ma wiele pięknych akademii: Akademię Pana Kleksa, Polską Akademię Umiejętności, a także Polską Akademię Nauk. Ta ostatnia owiana jest czarną legendą, która musiała dotrzeć do prawego ucha ministra dr. hab. Przemysława Czarnka od nauki i edukacji.

Prawica straszy PAN od wielu lat

W jego kręgach opowiada się bowiem, że PAN to instytucja typu sowieckiego, komusza i do likwidacji. Wprawdzie członkami PAN są również księża, ale to szczegół. Generalnie PAN to komuna. Prawdy w tym jest tyle, że system organizacji nauki, do którego nawiązuje PAN, wywodzi się z czasów oświecenia i wraz z innymi nowinkami został przejęty z Zachodu przez carską Rosję, w której również powstała akademia – Rosyjska Akademia Nauk. A że komuniści formułę akademii zachowali, to można powiedzieć o krajach satelickich ZSRR, że ich powojenne akademie mają za swój wzorzec akademię rosyjską, a ściśle radziecką.

Wstydzić się zresztą nie ma czego, bo nauce rosyjskiej nigdy niczego nie brakowało. Owszem, PAN powstała w 1951 r. i zastąpiła dawną Polską Akademię Umiejętności, a cel tej reformy był polityczny. Jednak w wolnej Polsce PAU została reaktywowana, PAN zaś nie tylko zachowała twarz, lecz również prestiż, który w ostatnim trzydziestoleciu jeszcze wzrósł. Członkostwo Polskiej Akademii Nauk jest najwyższym zaszczytem, jakiego może w kraju dostąpić polska profesorka. A że wśród członków PAN trudno znaleźć wyborcę PiS, to pewnie prawda. Jakże miałoby być inaczej? Tylko że ta prawda musi Kaczyńskiego i jego kolegów boleć.

Prawica straszy PAN od wielu lat. W najbardziej radykalnym wydaniu straszy likwidacją. Nikt jednak nie traktował tego poważnie. Aż do dziś. Minister Czarnek jako pierwszy przedstawił konkretny plan. To nic, że groteskowy – jeśli PiS utrzyma się przy władzy, całkiem możliwe, że zostanie zrealizowany. Zwłaszcza że Jarosław Kaczyński również wierzy w mit o komunistycznym rodowodzie lokatorów Pałacu Staszica i Pałacu Kultury w Warszawie. Domaganie się likwidacji PAN jest takim samym przejawem bezmyślnego i niszczycielskiego fanatyzmu jak żądanie zburzenia Pałacu Kultury. Ciekawe tylko, dlaczego nikt nie chce burzyć Pałacu Namiestnikowskiego, zwanego również prezydenckim, czyli siedziby rosyjskich nadzorców Królestwa Polskiego?

Teraz Narodowy Program Kopernikański

PAN jest instytucją wielce zasłużoną, jakkolwiek nieco zmurszałą. Bez wątpienia wymaga zreformowania. Mówi się o tym wiele. Zresztą reformy już się dokonują. Coraz więcej jednostek PAN prowadzi studia doktoranckie i podyplomowe, nieraz o zasięgu międzynarodowym. Co będzie dalej, to sprawa samych uczonych, a w przypadku PAN – jej członków, to znaczy elity polskiej nauki (statusu członka PAN nie należy mylić z zatrudnieniem w którymś z instytutów panowskich). Nauka jest bowiem wolna, a to znaczy, że również o reformach organizacyjnych i instytucjonalnych powinni decydować sami naukowcy. Taka jest teoria i takie jest prawo. Formalnie PAN jest najwyższym organem polskiej nauki i korzysta z daleko idącej autonomii. W ustroju, jaki funduje nam PiS, nie ma jednak miejsca na niezależne instytucje.

Niestety każda władza znajdzie sobie w rozległym środowisku akademickim popleczników, którzy mając widoki na karierę, będą popierać dowolną bzdurę i wszelkie szkodnictwo, łącznie z jawnym zamachem na wolność akademicką. Z całą pewnością min. Czarnek znajdzie sobie wśród autorów kościelnych pisemek, które właśnie awansował do rangi wysoko punktowanych czasopism naukowych, kandydatów na reformatorów. Tak jak znajdzie licznych chętnych do obsadzenia wymyślonych przez siebie instytucji, mających w jego rojeniu (ziszczalnym, niestety) zastąpić Polską Akademię Nauk. A ma to być w pierwszym rzędzie twór o dziwacznej nazwie Narodowy Program Kopernikański. To dziwo podobno znalazło się w mitycznym już Nowym Ładzie, który naszemu znękanemu przez epidemię krajowi ma zamiar zaprezentować walczący o utrzymanie stołka premier Morawiecki.

Narodowy Program Kopernikański ma być ciałem nadzorowanym przez rząd (czyli PiS). Jego zadaniem będzie sowite nagradzanie (Nagrody Kopernikańskie, stypendia) naukowców, którzy na to sobie zasłużą (właściwą postawą, jak mniemam). Przede wszystkim jednak ów wszechmocny Program ma nadzorować Międzynarodową Akademię Kopernikańską (coś, co zostanie z PAN), a także współpracować z czymś, co ma się nazywać Polskim Instytutem Naukowo-Kulturalnym. Żeby zaś członkom Akademii Kopernikańskiej się nie nudziło, będą uczyć w nowej uczelni – Szkole Głównej Mikołaja Kopernika działającej w kilku miastach. Wisienką na torcie ma być Szkoła Administracji Publicznej im. Lecha Kaczyńskiego.

Wolnomyśliciele zyskają czas wolny

Gdyby tego rodzaju projekt powstał w łonie samej Polskiej Akademii Nauk, z poparciem szerokiego grona wybitnych uczonych, nie byłoby w tym niczego niepokojącego – może z wyjątkiem dziwnego pominięcia w planowanym zestawie „izb” Akademii Kopernikańskiej nauk historycznych, społecznych i filologicznych (czyli humanistyki). Ma być za to filozofia (pożeniona z teologią!). Jednak gdy projekt taki wywodzi się ze skrajnie zideologizowanego i klerykalnego środowiska, to może oznaczać tylko jedno: podporządkowanie środowiska naukowego rządzącej partii narodowo-katolickiej oraz jej nacjonalistycznej i klerykalnej ideologii. Bo to partia i jej nominaci we władzach owych kopernikańskich instytucji będą decydować, kto będzie pracował i zarabiał, a kto pójdzie na zieloną trawkę. Ateiści i wolnomyśliciele razem z pozostałymi przeciwnikami reżimu mogą spać spokojnie – w nowych, patriotycznych i wartościom służącym placówkach nauki narodowej posad nie otrzymają. Zyskają za to dużo wolnego czasu.

Przed skrajnym upolitycznieniem nauki zaszytym w projekcie Czarnka przestrzega w swym liście do szefów jednostek Akademii jej prezes prof. Jerzy Duszyński. To zapewne pierwszy z szeregu protestów, które ten arogancki i uzurpatorski projekt wywoła. Czy będą to protesty skuteczne, to się okaże. Jedno jest pewne – profesorowie, którzy zdecydują się dać mu swoje nazwiska, a potem przyjąć członkostwo Akademii Kopernikańskiej na gruzach PAN, będą powszechnie uważani za zdrajców. Być może jednak będzie ich na tyle dużo i będą na tyle dobrze zarabiać, że tą anatemą zbytnio się nie przejmą. Skąd my to znamy?

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Janusz Majewski: Trzeba pokonać inteligencki wstyd

Rozmowa z reżyserem Januszem Majewskim o tym, jak się zachowywać w trudnych czasach, czy istnieje recepta na dobry film oraz o ogładzie, która była ważna nawet u czerwonoarmistów.

Martyna Bunda
09.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną