Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Nauka

Jak dopasować świnię do człowieka. Pierwszy taki przeszczep serca

Pierwsza operacja przeszczepu serca pochodzącego od świni Pierwsza operacja przeszczepu serca pochodzącego od świni University of Maryland / Forum
Po pierwszym udanym przeszczepieniu człowiekowi serca świni jest jeszcze mnóstwo pytań, na ile ten nowy rodzaj transplantacji przedłuży choremu życie. Ale niedobór zdrowych narządów wymaga podejmowania takich prób.

Stephanie Fae Beauclair, dziewczynka urodzona ze śmiertelnym niedorozwojem serca, której eksperymentalnie przeszczepiono ten narząd pobrany od pawiana, żyła po transplantacji przez 20 dni. Było to jednak 38 lat temu. Na ile może liczyć 57-letni David Bennett z Maryland, który w miniony piątek otrzymał serce świni i jak donoszą relacje chirurgów z University of Maryland Medical Center, do poniedziałkowego wieczora wszystko układało się dla niego pomyślnie?

We wtorkowym „New York Timesie” można przeczytać ważne stwierdzenie dr. Bartleya Griffitha, dyrektora lokalnego programu transplantacji serca, który wraz z zespołem przeprowadził ośmiogodzinną operację: „Wszystko na razie funkcjonuje prawidłowo i jesteśmy szczęśliwi. Ale nie wiemy, co przyniesie jutro”.

Czytaj też: W Polsce brakuje dawców organów

Nowe serce to wybór ostateczny

Na pewno warto odnotować piątkową datę wykonania eksperymentalnego zabiegu, pierwszego tego typu w historii medycyny. Po nieudanym w sumie przeszczepie serca pawiana u Babe Fae, której organizm dość szybko odrzucił zwierzęcy narząd, na długo odstąpiono od kolejnych prób. W przypadku świń od lat przeszczepia się ludziom ze sporym sukcesem pobrane od nich biologiczne zastawki. Z kolei kilka miesięcy temu chirurdzy w Nowym Jorku z powodzeniem przyłączyli nerkę genetycznie zmodyfikowanej świni do krwiobiegu pacjenta w stanie śmierci mózgowej. Serce, które otrzymał pan Bennett, jest w całości od ssaka. To na pewno przełom, choć jego konsekwencje poznamy dopiero za jakiś czas.

Pacjent nadal jest podłączony do mechanicznego płucoserca, które utrzymywało go przy życiu przed operacją. W szpitalu spędził ostatni miesiąc ze skrajną niewydolnością. Gdyby nie wyraził zgody na eksperyment, pewnie umarłby w najbliższych dniach, ponieważ ze względu na zły stan zdrowia nie kwalifikował się do otrzymania sztucznego ani zdrowego serca od zmarłego dawcy.

Co prawda pierwsze 48 godzin minęło bez incydentów, ale okres krytyczny po takiej operacji nie minie nawet wtedy, gdy dziś lub jutro zostanie odłączony od maszyny i nowe serce będzie musiało przejąć normalną funkcję. Teraz kurczy się jak należy, ale ważniejsza niż jego sprawność mechaniczna będzie odpowiedź organizmu Bennetta na nowy, nieznany mu organ.

Czytaj też: Mity o przeszczepach wątroby

Jak dopasować świnię do człowieka

To największe wciąż niebezpieczeństwo całej transplantologii – odrzuty przeszczepionych serc, nerek, płuc pochodzących od zmarłych ludzi. A co dopiero, gdy mamy do czynienia z tkanką pobraną od innego gatunku ssaka! Aby zmylić, a właściwie stłumić aktywność układu immunologicznego pacjenta (bo to jego nadreaktywność wywołuje w takich sytuacjach odrzuty po transplantacji), wykorzystano nowy eksperymentalny lek i zastosowano nowe urządzenie do perfuzji maszynowej, aby serce pobrane wcześniej od świni zachowało jak najlepszą żywotność. Samo zwierzę do tej operacji trzeba było również zawczasu starannie przygotować.

Niewątpliwie główną zasługą, dzięki której świat obiegła wiadomość o przełomowej transplantacji, są współczesne metody biotechnologiczne. Serce przeszczepione panu Bennettowi zostało dużo wcześniej wyselekcjonowane i poddane genetycznej obróbce, aby jak najlepiej je dopasować do nowego organizmu. A zatem świnia była genetycznie zmodyfikowana (zajęła się tym firma Revivicor z Blacksburg w stanie Virginia, specjalizująca się w medycynie regeneracyjnej).

Inaktywowano jej cztery geny, aby uniemożliwić agresywne odrzucenie przeszczepu, kiedy narząd znajdzie się w ludzkim ciele. Pozbawiono ją też genu, za sprawą którego pobrane serce mogłoby nadal rosnąć po transplantacji. A na koniec, aby uczynić narząd możliwie jak najlepiej tolerowany przez układ odpornościowy człowieka, wprowadzono sześć ludzkich genów.

Niełatwe dzieje ksenotransplantacji

Ludzkie i świńskie tkanki są do siebie bardzo podobne – twierdzą biolodzy. Być może mało kto wie, że próbował je również wykorzystywać w transplantologii prof. Zbigniew Religa, który gdy rozmawiałem z nim w 2005 r., kiedy był ministrem zdrowia, tak odpowiedział na pytanie o stosunek do swoich oponentów: „Umiem sobie z nimi radzić. Po pierwszym przeszczepie serca moje środowisko chciało mnie, mówiąc brutalnie, zagryźć. A jak pod koniec lat 80. odważyłem się przeszczepić człowiekowi serce świni, to nawet wystąpiono o odebranie mi dyplomu. Więc jestem zahartowany: klapki na oczy, wata do uszu – i robić swoje. Byle móc słuchać mądrzejszych od siebie”.

Historia ksenotransplantacji, czyli łączenia części ciała różnych gatunków, sięga przełomu XIX i XX w., kiedy lekarze z zadziwiającą regularnością przeszczepiali tkanki zwierzęce ludziom (np. w 1905 r. francuski chirurg wszczepił skrawki nerki królika dziecku z niewydolnością nerek), ale operacje te po kilkunastu dniach okazywały się śmiertelne. Pod koniec lat 60. ubiegłego wieku próbowano przeszczepiać ludziom nerki szympansów i pawianów. Także z marnym skutkiem. Dopiero w latach 90. – a więc już kilka lat po eksperymentalnym przeszczepie serca pawiana u Baby Fae – naukowcy z University of Pittsburgh w Pensylwanii odkryli mechanizm leżący u podstaw odrzucania organów od bliskich gatunkowo zwierząt. I zaangażowali przemysł farmaceutyczny do badań nad nowymi lekami, które mogłyby temu zapobiec, choć do dzisiaj nie udało się tego celu w pełni osiągnąć.

Czytaj też: Kiedy można pobrać organy do przeszczepu

Skąd brać zdrowe organy do przeszczepów

Czy opisywany zabieg w Maryland okaże się pod tym względem przełomowy? Pacjent, który się na niego zdecydował, został dokładnie poinformowany o niezwykłym charakterze tej transplantacji i niebezpieczeństwie, jakie się z nią wiąże. „Chcę żyć, to mój ostateczny wybór” – miał odpowiedzieć lekarzom, podpisując wszystkie wymagane zgody przed operacją. Pierwsze rozmowy przeprowadzano z nim już od połowy grudnia, gdy było wiadomo, że nie kwalifikuje się do klasycznego przeszczepienia serca.

Medycyna wcześniej czy później musi znaleźć rozwiązanie problemu, skąd brać do przeszczepów zdrowe organy. To w naszym interesie jest odkrycie metody, która pozwoli zlikwidować dysproporcję między kurczącym się dostępem do nowych narządów a rosnącym na nie zapotrzebowaniem. I właśnie dlatego powinniśmy mocno trzymać kciuki za powodzenie takich prób.

Czytaj też: Jak żyć z cudzą twarzą?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną