Żeby Polska nie była Nokią
Żeby Polska nie była Nokią, czyli dlaczego nauka jest tak źle zarządzana. Trzeba siać i orać
To wynik niespotykany w żadnym innym państwie Unii Europejskiej. Od 1990 r. nasz PKB per capita wzrósł ponad trzykrotnie, osiągając 70–80 proc. średniej unijnej. Dogoniliśmy Portugalię i Grecję, a w niektórych wskaźnikach nawet Włochy. Trzeba jasno przyznać, że polska nauka miała w tym dotychczasowym sukcesie udział niewielki. Dziś stoimy w obliczu klasycznego błędu, który pogrzebał rynkowych gigantów. Na przykład Nokię, która – upojona sukcesem swoich telefonów – nie dostrzegła w 2007 r. rewolucji smartfonowej, czy Microsoft z jego spóźnionymi pomysłami na system operacyjny dla platform mobilnych Windows Phone, wirtualną asystentkę Cortanę i wyszukiwarkę Bing. Polska, nie inwestując w badania podstawowe, wdrożeniowe i transfer wiedzy, ryzykuje ten sam scenariusz.
Wraz z rozwojem gospodarczym koszty pracy przestają być naszą przewagą. Jak ostrzega Bank Światowy, paradygmat imitacji musi zostać zastąpiony przez paradygmat innowacji. Jeśli tego nie zrobimy, kraje, które automatyzują przemysł za pomocą AI, przestaną potrzebować naszych produktów, co uderzy w polski eksport generujący 53 proc. PKB.
Przełomowe innowacje zaczynają się od badań podstawowych, a dopiero później poprzez prace rozwojowe i wdrożeniowe trafiają do gospodarki, choć ten etap bywa mało widoczny. Dobrym przykładem jest sztuczna inteligencja – jej rozwój nie rozpoczął się wraz z premierą ChatGPT w 2022 r., lecz jest efektem dekad pracy badawczej. Warto pamiętać, że John Hopfield z Princeton University i Geoffrey Hinton z University of Toronto Nagrodę Nobla za badania nad sieciami neuronowymi z lat 80. otrzymali w 2024 r. Austriacki fizyk doświadczalny Anton Zeilinger (wraz z Alainem Aspectem i Johnem F. Clauserem) – za technologie kwantowe w 2022 r. Na marginesie dodajmy, że Austria uznała badania w tym obszarze za strategiczny zasób narodowy.