Astrid z krainy kamieni
Nie tylko pisała dla dzieci, lecz również walczyła o ich prawa.
Astrid Lindgren w swoim kraju ma status świętej.
AFP

Astrid Lindgren w swoim kraju ma status świętej.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w listopadzie 2007 r. Dodano śródtytuły

Astrid Lindgren w swoim kraju ma status świętej. Jej grób jest miejscem pielgrzymek. Ponieważ wiele osób zostawiało przy grobie pisarki listy – jak do świętego Antoniego – pięć lat temu zarząd cmentarza ustawił obok skrzynkę.

Sam grób jest dość niezwykły. Obramowany kawałek łąki z kamieniem polnym przeniesionym z pobliskiego pastwiska dla krów – tam dorastała Astrid. Typowy krajobraz Smalandii, najuboższej w przeszłości krainy szwedzkiej, w której pisarka spędziła dzieciństwo i młodość i w której umiejscowiła akcje wielu książek. Pola rodziły kamienie. Walka z nimi była treścią życia miejscowej ludności i kształtowała jej charaktery. Ojciec Astrid, bogatszy dzierżawca ziemski, wyciągnął z ziemi kilkadziesiąt tysięcy kamieni i pracowicie układał je w charakterystyczne dla tego regionu murki. Z tej samej Smalandii wywodzi się także jeden z najbogatszych ludzi świata Ingvar Kamprad, który podobnie jak Lindgren pozostał skromnym człowiekiem, a z kamiennego murku uczynił symbol swojej globalnej firmy meblarskiej IKEA.

Pippi Pończoszanka burzy spokój

Ludzie w Smalandii marzyli o lepszym życiu, emigrowali więc za Ocean bądź przenosili się w świat fantazji. Anders Bodegaard, jeden z najwybitniejszych tłumaczy polskiej literatury, który sam pochodzi z tej krainy, powiedział kiedyś elegancko, że żywot dzieci był tam „nie całkiem realistyczną idyllą”, jak to przedstawiła w swoich książkach Lindgren. Dzieci z wielkich miast zazdrościły małym mieszkańcom Bullerbyn.

Pippi Pończoszanka (Pippi Laangstrump) jak Grassowski Oskar z „Blaszanego bębenka” przestaje rosnąć (dzięki pigułkom arbuzowym) na znak sprzeciwu wobec otaczającej ją rzeczywistości. Zachowaniem i wypowiedziami obnaża hipokryzję dorosłych, dbających tylko o pozory. Jednak mimo zwariowanych przygód można na nią liczyć, zawsze śpieszy na ratunek słabym i potrzebującym.

Już w 1945 r., czyli w momencie, kiedy książka znalazła się na rynku, wzbudzała gorące dyskusje. „Astrid Lindgren – pisała profesorka historii literatury Uniwersytetu Sztokholmskiego Boel Westin – rzuciła wyzwanie dziecięcej książce tamtego okresu i jej dydaktycznie nacechowanemu poglądowi na dziecko jako na formowalny materiał. Pippi reprezentuje niepodważalną żywotność – kombinację marzeń o wolności i dążeniu do władzy i rewolty – która przewraca do góry nogami świat pojęć dorosłych”.

Wolne od konwenansów życie Pippi było trudne do przełknięcia dla konserwatywnych kręgów pedagogicznych. Dziś śmieją się wszyscy z Domu Bonnierów, największego wydawnictwa szwedzkiego, że wypuściło z rąk kurę znoszącą złote jajka odrzucając rękopis „Pippi”. Ale ówczesny właściciel Gerard Bonnier dobrze wiedział, jaką bombę mu podłożono, i usiłował ją rozbroić, nie jako wydawca, ale jako konserwatywny rodzic, jak przyznał po latach. Norwescy filozofowie Jorgen Gaare i Oystein Sjaastad piszą w książce „Pippi i Sokrates. Wędrówki filozoficzne po świecie Astrid Lindgren”, wydanej przed kilkoma laty w Polsce przez wydawnictwo Santorski&CO: „W 1945 r. najbardziej konserwatywne samce stojące na straży patriarchatu uznały wydanie »Pippi Pończoszanki« za większe wyzwanie dla ludzkości aniżeli II wojna światowa, która niedawno się zakończyła”.

Przesłanie książek Lindgren

Nic dziwnego, że przekłady „Pippi” były w wielu krajach cenzurowane i mocno okrojone (nawet do 30 proc.); bohaterka stawała się dzięki tym zabiegom lepiej wychowana i, co ważniejsze, mniej rewolucyjna. We Francji pełna wersja przygód Pippi ukazała się dopiero w 1995 r. po protestach autorki. A i tak na barykady w maju 1968 r. szli paryscy studenci wychowani na książkach Astrid Lindgren. Ewa Teodorowicz-Hellman, profesor polonistyki na Uniwersytecie Śląskim, dokonała oceny zgodności polskiego przekładu z oryginalnym tekstem i stwierdziła, że zmiany były minimalne i raczej podyktowane innymi względami niż polityczne.

Szwedki, które zrobiły karierę w polityce lub biznesie, często powołują się na przesłanie, jakie odczytały w książkach Lindgren. Pippi, powtarzająca: „zawsze sobie dam radę”, była wzorem wyzwolonej szwedzkiej kobiety. Ktoś, kto przyswoi sobie to motto, nie będzie już nigdy małą słabą kobietką, mówią. W szwedzkiej literaturze naukowej podkreśla się epokowe znacznie Astrid Lindgren dla kształtowania się ego u dorastających dziewcząt. Podobnie oddziaływała na chłopców. Bohater innej jej książki „Emil ze Smalandii” bawi się z koleżankami, a jego ojciec pomaga mamie w pracach domowych.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj