Obce ciało
W Polsce w latach 90. o transseksualizmie dopiero zaczynało się pisać.
Marek, l. 24. Pracuje w sklepie z zabawkami. Koleżanki z działu myślą, że jest gejem, ale nie okazują mu wrogości. Po pracy Marek przenosi się we własny
świat. Jest Celiną. Uwielbia to. Wieczorem udaje się do jednego z klubów (Paradis, Mykonos, Koźla Pub). Rodzice rozwiedli się, gdy miał trzy lata. Brat został z matką, on z ojcem alkoholikiem. Macocha go nie przytulała. Jako sześciolatek bawił się z dziewczynkami. W jedenastym roku życia wyjechał na obóz harcerski. Wychowawca, kolega oboźny przyszedł do jego namiotu i wsunął ręce pod koc. Spodobało mu
się. Marzy o operacji, ale się jej boi.
Anna Musiałówna/Polityka

Marek, l. 24. Pracuje w sklepie z zabawkami. Koleżanki z działu myślą, że jest gejem, ale nie okazują mu wrogości. Po pracy Marek przenosi się we własny świat. Jest Celiną. Uwielbia to. Wieczorem udaje się do jednego z klubów (Paradis, Mykonos, Koźla Pub). Rodzice rozwiedli się, gdy miał trzy lata. Brat został z matką, on z ojcem alkoholikiem. Macocha go nie przytulała. Jako sześciolatek bawił się z dziewczynkami. W jedenastym roku życia wyjechał na obóz harcerski. Wychowawca, kolega oboźny przyszedł do jego namiotu i wsunął ręce pod koc. Spodobało mu się. Marzy o operacji, ale się jej boi.

Ewa przez czterdzieści lat była Andrzejem. Samotnie wychowywał dwóch synów. Czuł się kobietą i kochał kobiety. Był działaczem opozycyjnym, przywódcą jednego z głośnych strajków, wykładowcą warszawskiej uczelni. Przesiedział pół roku na Rakowieckiej nie zdradzając swego kobiecego problemu wobec przesłuchujących go funkcjonariuszy UB. Jest osobą wierzącą i praktykującą. Reprezentował interesy swojego kościoła na forum komisji sejmowej. W 1997 r. kandydował w wyborach do Sejmu RP, a w ubiegłym roku w wyborach samorządowych. Przez wszystkie lata działalności publicznej jako mężczyzna, czuł się w przebraniu. Nie ma już sił walczyć z sobą. Pełnoletność dzieci ułatwiła mu podjęcie decyzji. Kuracja hormonalna sprawia, że stopniowo nabiera kobiecych kształtów. Ma wiele powodów do obaw. Co stanie się z dorobkiem jej przeszłości politycznej, społecznej, naukowej?
Jak zachowają się koleżanki i koledzy partyjni? Co z pracą zawodową? Co z dziećmi? Jak zareaguje kościół? Ewa zrzuca z siebie znienawidzoną męską maskę. – Czy ujawnienie transseksualizmu jest równoznaczne z zaprzepaszczeniem wszelkich
dotychczasowych osiągnięć? – pyta zakładając swoje nowe ubranie. Ewa jest lesbijką transseksualną – po zakończeniu kuracji marzy o znalezieniu sobie ukochanej kobiety.
Anna Musiałówna/Polityka

Ewa przez czterdzieści lat była Andrzejem. Samotnie wychowywał dwóch synów. Czuł się kobietą i kochał kobiety. Był działaczem opozycyjnym, przywódcą jednego z głośnych strajków, wykładowcą warszawskiej uczelni. Przesiedział pół roku na Rakowieckiej nie zdradzając swego kobiecego problemu wobec przesłuchujących go funkcjonariuszy UB. Jest osobą wierzącą i praktykującą. Reprezentował interesy swojego kościoła na forum komisji sejmowej. W 1997 r. kandydował w wyborach do Sejmu RP, a w ubiegłym roku w wyborach samorządowych. Przez wszystkie lata działalności publicznej jako mężczyzna, czuł się w przebraniu. Nie ma już sił walczyć z sobą. Pełnoletność dzieci ułatwiła mu podjęcie decyzji. Kuracja hormonalna sprawia, że stopniowo nabiera kobiecych kształtów. Ma wiele powodów do obaw. Co stanie się z dorobkiem jej przeszłości politycznej, społecznej, naukowej? Jak zachowają się koleżanki i koledzy partyjni? Co z pracą zawodową? Co z dziećmi? Jak zareaguje kościół? Ewa zrzuca z siebie znienawidzoną męską maskę. – Czy ujawnienie transseksualizmu jest równoznaczne z zaprzepaszczeniem wszelkich dotychczasowych osiągnięć? – pyta zakładając swoje nowe ubranie. Ewa jest lesbijką transseksualną – po zakończeniu kuracji marzy o znalezieniu sobie ukochanej kobiety.

Basia, l. 24. Urodziła się Jurkiem. Skończył szkołę, został fryzjerem. O możliwości zmiany płci dowiedział się z gazety. W jednej chwili podjął decyzję. Pomogła mama i cała rodzina. Zebrali pieniądze. Nie bał się bólu ani życia w nowym wcieleniu. Najszczęśliwsza chwila: „proszę pani” – powiedział lekarz, gdy przebudziła się po narkozie. Dziś na ulicy oglądają się za nią mężczyźni. Basia pomaga takim jak ona. Marzy o założeniu fundacji wspierającej transseksualistów przed i po operacji. Drugie marzenie to moda. Chciałaby pracować dla Hanaoki lub Kenzo. Na razie szuka pracy w renomowanym zakładzie fryzjerskim. Uważa się za osobę szczęśliwą.
Anna Musiałówna/Polityka

Basia, l. 24. Urodziła się Jurkiem. Skończył szkołę, został fryzjerem. O możliwości zmiany płci dowiedział się z gazety. W jednej chwili podjął decyzję. Pomogła mama i cała rodzina. Zebrali pieniądze. Nie bał się bólu ani życia w nowym wcieleniu. Najszczęśliwsza chwila: „proszę pani” – powiedział lekarz, gdy przebudziła się po narkozie. Dziś na ulicy oglądają się za nią mężczyźni. Basia pomaga takim jak ona. Marzy o założeniu fundacji wspierającej transseksualistów przed i po operacji. Drugie marzenie to moda. Chciałaby pracować dla Hanaoki lub Kenzo. Na razie szuka pracy w renomowanym zakładzie fryzjerskim. Uważa się za osobę szczęśliwą.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w październiku 1999 r.

Jakie to proste: urodzić się, dostać imię, odziedziczyć nazwisko i żyć w zgodzie z płcią. Natura jednak lubi komplikować: w Polsce jedną spośród 30 tys. dziewczynek i jednego spośród 100 tys. chłopców wystawia na ciężką próbę. Daje im niewłaściwe ciała, nie pasujące do ich psychiki. Walka o własną tożsamość staje się próbą charakteru.

Monika ma wymiary modelki (78–61–88) i chętnie to podkreśla. – Lubię prowokować: fryzurą, makijażem, strojem. Przyzwyczaiłam się wzbudzać sensację, bo ludzie zawsze patrzyli na mnie z ciekawością. Gdy była nastolatkiem, koledzy na głos komentowali: chłopak czy dziewczyna? Teraz słyszy za sobą: ale laska! – Jestem z tego dumna, o to przecież chodziło.

Już w szkole podstawowej chciała być „laską”, ale imię Darek i przynależny temu imieniu wygląd nie pozwalały upodobnić się do koleżanek. Wuef był torturą. Gra w piłkę nożną nie wchodziła w rachubę. Darek wolał bawić się jak inne dziewczynki w dom. Mógł być troskliwą mamą dla swoich kilku lalek – gotującą obiady, robiącą zakupy, pilnującą porządku. Prawdziwą odskocznią były szkolne bale, gdy mama – na wyraźną prośbę Darka, ale też chyba z nie do końca uświadomionej chęci posiadania córeczki – szyła mu kostiumy cyganek i baletnic.

– Przejdzie ci – powtarzała przez te wszystkie lata szkolne, gdy zaczynał się zwierzać, jak źle się czuje w roli chłopca i nie wyobraża sobie życia w męskim ciele. – Przejdzie ci – powiedziała nawet wtedy, gdy mając 21 lat pokazał jej w gazecie reportaż o losach mężczyzny, który podobnie jak on nie mógł pogodzić się z męską figurą. – Przeczytałam ten artykuł z wypiekami na twarzy, bo był jakby o mnie – mówi Monika jedenaście lat później. Swój obecny wygląd zawdzięcza psychologom, seksuologom, chirurgom, hormonom, ale przede wszystkim zawdzięcza go własnej determinacji: – Wiedziałam, czego chcę. Sporo kosztowało mnie to wysiłku i pieniędzy, ale teraz mam satysfakcję. Nie żyję w obcym ciele.

Dzielnicowy Wojciech M.

Stowarzyszenie LOS, niosące pomoc ludziom takim jak Monika, żyjącym z dezaprobatą własnej płci, powstało w Gdańsku w październiku ubiegłego roku. Prezes Zdzisław Malina dopiero teraz może zaprosić do własnej siedziby. – W Warszawie dwukrotnie sposobiono się do powołania takiego stowarzyszenia. Nic z tego nie wyszło, bo odpowiedź urzędników była niezmienna: po co?

Na inauguracyjne spotkanie w wyremontowanej suterenie przedwojennej kamienicy w Gdańsku–Wrzeszczu, oprócz założycieli Stowarzyszenia, przyjechała prof. Julia Kruk–Jeromin z Kliniki Chirurgii Plastycznej AM w Łodzi oraz Monika i Wojtek – osoby najmilej tu widziane. – Niewielu jest ludzi, którzy po zmianie płci gotowi są pomóc innym – mówi prezes. W Polsce żyje prawdopodobnie od 5 do 8 tys. transseksualistów, pomoc medyczną otrzymało do tej pory tysiąc, w związkach małżeńskich pozostaje stu. Ze Stowarzyszeniem skontaktowało się ponad trzysta osób, z których raptem 80 wyraziło chęć współpracy.

Wojtek jeszcze trzy lata temu był policjantką w drogówce. Miał na imię Renata. Teraz przygotowuje się do ostatniej fazy zabiegu chirurgicznego – uformowania prącia i wszczepienia protez jąder. Dzięki hormonom ma męski zarost na twarzy, pozbył się już piersi i kobiecych narządów rozrodczych. Największa radość? – Brak miesiączki i dowód osobisty z męskim imieniem – odpowiada dumnie. W komendzie policji metamorfozę przyjęto ze zrozumieniem, lecz by uniknąć zbędnych nieporozumień, zwolniono z drogówki Renatę M. i po kilku tygodniach na stanowisko dzielnicowego przyjęto Wojtka M. Mieszka z dziewczyną, która kilka lat temu była przyjaciółką Renaty, a teraz z powodzeniem odnalazła się w roli narzeczonej Wojtka. Zaraz po operacji młodzi planują ślub, a potem sztuczne zapłodnienie, by móc wspólnie wychowywać dziecko.

Zdzisław Malina z dumą patrzy na Monikę i Wojtka. Tak dobrze układa się życie tylko nielicznym. Spośród trzystu osób, które nawiązały kontakt ze Stowarzyszeniem, 92 proc. wyrzucono z domu, są bez pracy i środków do życia. Odezwała się studentka z Krakowa, która mieszka kątem w akademiku i odkąd przyznała się w domu do transseksualizmu, rodzice nie dają jej grosza na utrzymanie. Albo mężczyzna z Jasła z dwójką dzieci, sprawa rozwodowa w toku, czeka na finalny zabieg chirurgiczny i jak najszybciej musi zmienić pracę.

– Błaga mnie o pomoc, a ja niewiele mogę – wyjaśnia prezes Malina. Rejestracja Stowarzyszenia była drogą krzyżową, ale pozyskiwanie środków na działalność to prawdziwa mordęga.

Czytaj także: Niezwykłe dzieje Ewy, która była Markiem

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj