Zwiększona powierzchnia doznań
Zauważyłam, że odkąd schudłam, interesy idą lepiej. Gruby jest jakby mniej wiarygodny. Myślisz sobie: ta góra mięsa czymś się gryzie, może jego firma robi bokami?
Od tego grube, żeby schudnąć
Grzegorz Klatka/Polityka

Od tego grube, żeby schudnąć

Zaczyna się życie z wagą
Grzegorz Klatka/Polityka

Zaczyna się życie z wagą

Tłuszcz męski – bardziej jest do wybaczenia
Grzegorz Klatka/Polityka

Tłuszcz męski – bardziej jest do wybaczenia

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w listopadzie 1998 r.

– Na salonach dobrze jest powiedzieć, że się było na wczasach u Hulewicza – mówi Joanna z turnusu w Kosarzyskach.

Do Hulewicza jeździ się dla zdrowia.

Je serek i gryzie jakieś pestki: menu odchudzające. Niby wczasy dla grubych, pragnących schudnąć, ale w jadalni – sami chudzi i średni. Grubych może ze dwóch.

– A spotkała pani tłustych bogatych? – pyta właścicielka firmy kosmetycznej. Zapasiony nie ma napędu. Tłusty bogacz to pieśń przeszłości. Osobnik taki odziedziczył był dobra po ojcu, wystarczyło administrować i tyć. Dziś zasobna kieszeń jest szczupła.

Autorka książki o anoreksji, bulimii i otyłości Suzanne Abraham twierdzi, że z obserwacji badaczy amerykańskich wynika: otyłych kobiet jest najwięcej wśród warstw społecznie niższych, a otyłych mężczyzn – wśród tych, których rodzice pracowali fizycznie.

– Zauważyłam – stwierdza szefowa biura nieruchomości z Krakowa (suszone morelki, serek, woda z pietruszką) – że odkąd schudłam, interesy idą lepiej. Gruby jest jakby mniej wiarygodny. Myślisz sobie: ta góra mięsa czymś się gryzie, może jego firma robi bokami? Bo ludzie często zagryzają stres jedzeniem. Jedzą, chcąc zagłuszyć ból psychiczny, twierdzi Abraham. Pani Joanna, urzędniczka Orbisu w Warszawie, która przez dziesięć lat była przedstawicielką biura we Francji, zagryzała tam stres czekoladą. Obecnie pragnie schudnąć. Fachowość już nie wystarcza, nawet wybitna. Wszędzie tłoczą się za plecami dobrych posad jak najbardziej fachowe oraz długonogie dziewczyny po dobrych wydziałach. Kobieta pracująca nie powinna więc sobie pozwalać na otyłość. Jej się tłuszczu nie wybacza. Mężczyźnie – prędzej.

Lawenda na chlupot

Wiarygodny w interesach to ktoś, kto ma prezencję i panuje nad emocjami, a w każdym razie sprawia takie wrażenie. Gruby w tym układzie nie wchodzi w rachubę. Szpeci biuro. Jest często spocony i przelewa się z boku na bok: przysiągłbyś, że w nim chlupocze.

Na wczasy odchudzające do Hulewicza przyjechały prawie wyłącznie szefowe firm i dobrze prosperujące osoby wolnych zawodów. Na co dzień ciężko harują. Jest parę żon mężów z firmami. Jedna przymierza się do nauczycielstwa, bo się nudzi. – To taki wygodny zawód dla tych, których mężowie nie lubią w domu kur domowych – mówi. – Mało godzin, a tyle wakacji i różnych ferii.

Harujące pragną zaczerpnąć luzu, uelastycznić stawy, poprawić poruszanie się i cerę. Ćwiczą, maszerują i poddają masażom. Biorą guan – błotko z alg z Morza Martwego, którym to obłożone ciało traci tłuszcz – taki cud. QMS – eliksir młodości XXI wieku (na który czekał świat) albo odkrycie szwajcarskich lekarzy spłycające zmarszczki. Lub nowoczesne łóżko do opalania się.

Pani stomatolog, świetna w zawodzie, kiedy była jeszcze tłusta, miała problemy w kontaktach pozazawodowych, których resztki pozostały do dziś. Korzysta więc z łóżka do opalania w sposób przewidziany dla takich jak ona: 10 minut opalania się, potem 20 minut relaksu w lampach ze światłem niebieskim, przy nasyceniu powietrza lawendą, drzewem różanym i czarnym bzem, który ożywia. Plus specjalnie przepisana muzyka. Poczucia niższej wartości mają 10 minut opalania, 20 minut światła czerwonego, aromat szałwi, mięty, trawy limonowej i muzykę według recepty.

Tak zregenerowane wracają do harówki.

Wenus z Willendorfu

Przez rzutnik rzuca się fotografię Wenus z Willendorfu, która cierpiała na otyłość brzuszną. Wenus Tycjana była też gruba, ale proporcjonalnie, tłuszcz okrywał ją warstwą nie wzbierającą ani na piersiach, ani na tyłku.

Czego się nie daje powiedzieć o Józefinie Backer. Była na granicy otyłości pośladkowo–udowej. I dopiero Cindy Crafword, ta jest bez zarzutu, mówi prelegentka. Drabina – ideał.

Na sali siedzą przeważnie otyłości brzuszne, pośladkowe oraz typu odwrócona gruszka, u których tłuszcz przeniósł się, przy w miarę szczupłych nogach, w kierunku biustu. Klub kwadransowych grubasów w Brodnicy uroczyście inauguruje swą działalność. Wstają i składają przysięgę, że nie będę podjadał między posiłkami, natomiast spotykał się i podtrzymywał na duchu w dziele odchudzania.

Podjadanie jest straszne! W Ameryce poproszono 16 tłustych i 21 chudych kobiet o szczegółowe notowania tego, co jadły. Okazało się, że grube jedzą mniej od chudych. Przyparte do muru wyjawiły, że nie notowały podjadania. Tu ciasteczko, tam chips to przecież nie posiłek, ale byle co. Gruby rzadko ci powie, że dużo je. Powie: prawie nic nie jem, a tyję. Wypiera ze świadomości obżarstwo, zataja je nawet przed sobą.

Więc Barbara Markowska, autorka audycji „Kwadrans na kawę”, zaproszona na inaugurację w Brodnicy, demaskuje podgryzki: – Precz z tym, jeśli nie chcesz żyć w formie Wenus z Willendorfu.

Barbara Markowska, guru odchudzających się, zwraca się do swych telewidzów per kochane grubasy. Zostało przez nią odrzucone wstrętne określenie puszysty, które kojarzy się z czymś miękkim, włochatym i zapadającym się pod dotknięciem ręki. Gruby to gruby i nie ma co tego owijać w puszystość. Od tego gruby, żeby schudnąć.

Patrz, krowa w obcisłym!

Ruch kwadransowych grubasów popularyzuje chudnięcie i zdrowy styl życia. Zasięg ruchu, zwłaszcza w małych miejscowościach, przeszedł wszelkie oczekiwania telewizyjnych projektodawców. Kluby powstają jak grzyby po deszczu.

Najpierw musi pojawić się lider.

Anna Młynarczyk z Mroczy utyła po operacji 20 kilogramów. Cały jej świat załamał się, bo straciła pracę. Była ekspedientką. Jej firma padła. Stracił pracę także mąż. Tusza rosła w miarę powiększania się kataklizmu i zgryzoty.

Postanowili nie dać się i otworzyć własny sklep. Czyste szaleństwo: wzięli kredyty. Wybrali mało znany sobie asortyment – krzaki i drzewa ozdobne oraz owocowe. Powoli zaczęli stawać na nogi. – Bieda przeważnie rozdziela małżeństwa – mówi Anna. – Nasze uległo scementowaniu.

Należało pozbyć się nieuzasadnionej już nadwagi. Anna potrzebowała do tego grupy, tak jak potrzebują jej nałogowi alkoholicy. Chodziła do kobiet przy kości, namawiała do utworzenia klubu. Wstydziły się, ale dwadzieścia parę się zgodziło. Trzymają się razem, ćwiczą i chudną.

W dużych miastach kwadransowe przełamują stopniowo wstyd i biegają nawet w legginsach, nie reagując na uwagi typu: patrz, krowa w obcisłym. Odchudzanie usprawiedliwia wyjście z własnym tłuszczem w biały dzień do miasta: one z nim walczą. Stopniowo uwagi rzedną i ludzie dają spokój.

W małych miasteczkach wstydu często przełamać się nie daje. Ćwiczą więc w salach swoje aerobiki amatorsko albo fachowo, jak w klubie z Gdańska pod wodzą Elżbiety Perlińskiej – trzy razy w tygodniu i raz na basenie. I zabawy, i gry, i marsze, a nawet joga.

Nade wszystko jednak pragną zbierać się, zwłaszcza na prowincji. Potrzeba zrzeszania się jest silniejsza od wstydu biegania w trykotach po parku, i w tym głównie tkwi powód rozkwitu klubów.

Kiedy już schudną, często nadal pozostają w grupie. Urządzają imieniny odkrywszy, że w pewnym wieku wcale nie jest potrzebna obecność mężczyzn, żeby cieszyć się i tańczyć do upadłego (stawy już luźniejsze, mięśnie przestały się przelewać). Regenerują się. Wspierają, podtrzymują.

Dla Teresy Bielickiej na przykład klub to jedyny pretekst, żeby choć na chwilę wyjść z domu. Ma dwoje dzieci z porażeniem mózgowym. Mąż niewiele zarabia. Teresa bardzo utyła. Należy niestety do tyjących od stresu.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj