Jak rodzili się bogowie
Co zdarzyło się w Betlejem 2000 lat temu? Opowieść o narodzinach Dzieciątka tak głęboko tkwi w naszej kulturze, wyobraźni i obyczajach, że odpowiedź wydaje się oczywista. Ale nie dla starożytnego świata, w którym rozwijało się chrześcijaństwo.
Jezus
AKG/EAST NEWS

Jezus

Mitra
AKG/EAST NEWS

Mitra

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w grudniu 2000 r.

Wielkie religie śródziemnomorskie, nazywane przez chrześcijan pogardliwie pogaństwem, miały w swoim skarbcu opowieści o narodzinach innych bogów. Ich wyznawcy zżymali się na cudowną historię Jezusa zrodzonego z dziewicy. To co dla chrześcijan było Big Bangiem, początkiem dziejów człowieka, im przypominało ich własne prastare mity i legendy. Czym więc jest opowieść betlejemska? Nowym Początkiem czy Nową Wersją Wiecznej Tęsknoty?

Jest taka niesamowita scena w filmie Kubricka „2001. Odyseja kosmiczna”: gromada naszych praprzodków tuli się do siebie pod skalnym nawisem. Jest noc, ale nie śpią. Wsłuchują się w ciemność. Mózgi i zmysły praludzi pracują. Może rodzą się w nich obrazy, które będą żyły wiele tysięcy lat po śmierci ich bezimiennych twórców. Może rodzą się właśnie bogowie. I oto powstają rzeczy, które się nigdy nie zdarzyły, ale są zawsze, jak napisał Salustios w dziele „O bogach i świecie”.

Co stworzyło bogów? A skąd wziął się świat? – odpowiedzą religie pytaniem na pytanie. I skąd wziął się rodzaj ludzki? Skąd przyszła śmierć, ból, cierpienie? Co z nami będzie po śmierci?

Obok kości młodego neandertalczyka wygrzebanych w Le Moustier we Francji znaleziono zwęglone szczątki zwierzęce i toporek, pod głowę ktoś podłożył zmarłemu płaskie kamienie niby poduszkę. Po co mu to wszystko po śmierci? Czemu położyli go na prawym boku?

„Każdy człowiek zna samotność – pisał holenderski historyk religii i teolog Gerardus van der Leeuw. – Każda kobieta, która rodzi, każdy mężczyzna, który naraża swe życie, każdy człowiek, który umiera, musi sam sprostać każdej z tych ostateczności. Ale człowiek nie może być samotny, bo naprawdę samotny płacze jak porzucone dziecko lub jak Chrystus w Getsemani. Wszyscy lękamy się samotności – poczynając od dziecka, a kończąc na Bogu-Człowieku. Albowiem moc i życie znajdujemy tylko w społeczności. Bogów stworzył właśnie ten pralęk, a nie trywialny strach”.

Teogonie, opowieści o pochodzeniu bogów, pełne są historii, które mogą budzić zachwyt lub obrzydzenie. Religie zwane monoteistycznymi – głoszące, że jest tylko jeden Bóg – patrzą z wyższością na wyznawców politeizmu, wielobóstwa. Dla żydów czy muzułmanów problem narodzin Boga nie istnieje. Stwórca i Pan wszechrzeczy był od zawsze, a pytania o Jego początek są w tych religiach głupstwem lub bluźnierstwem. Ich Bóg może oczywiście ingerować w bieg zdarzeń, ale zachowuje od ludzkiego świata całkowitą odrębność i jest czystym Duchem, mocą podtrzymującą istnienie we wszystkich przejawach.

Chrześcijanie są monoteistami, ale wierzą, że Bóg wcielił się w Chrystusa narodzonego z dziewicy, by odkupić człowieka. Bóg-Chrystus umarł na krzyżu za grzechy ludzkości, złożył w ten sposób ofiarę przebłagalną z samego siebie. Zmartwychwstał, czyli pokonał śmierć. Jego wyznawcy też mogą oczekiwać życia wiecznego.

Boskie narodziny, dziewictwo Matki, relacja Bóg–człowiek. Te składniki betlejemskiej opowieści poruszały struny „pogańskiej” wyobraźni. Tak samo jak motywy ofiary i odkupienia, grzechu, triumfu nad śmiercią. Gdzie my to już słyszeliśmy? Skąd my to znamy?

Opowieść o trójcy

Oto staroegipska opowieść o trójcy: Ozyrys–Izyda–Horus. U skraju delty Nilu, w świętym mieście Heliopolis kapłani tłumaczą rodowód swoich bogów. Re-Atum-Chepry stworzył pierwszą boską parę Szu i Tefnut. Ci zrodzili Geba (ziemię) i Nut (niebo). Pierwsi bogowie Egipcjan powstali z nasienia i śliny Prastwórcy. Dosadne? Tak, ale – wyjaśnia wielki religioznawca Mircea Eliade – chodzi o to, by do wyznawców dotarło, że bogowie zrodzeni są z samej istoty boga najwyższego. Geb i Nut spłodzili Ozyrysa, Izydę, Seta i Neftydę.

Tymczasem w mieście Hermopolis, w Egipcie środkowym, teologowie wykuwają naukę o ośmiu pierwszych bogach. Z praoceanu wynurzył się lotos, a z niego – słoneczne „dziecię przenajświętsze, dziedzic doskonały, boskie nasienie wszystkich pierwszych Bogów Poprzednich”. Światło ładu pokonało ciemność chaosu.

Teologowie na tym jednak nie poprzestają. W mieście Memfis, stolicy faraonów I dynastii, powstaje, prawie trzy tysiące lat przed Chrystusem, doktryna o bogu imieniem Ptah. „Jest rzeczą zdumiewającą, że najstarsza kosmogonia egipska jest jednocześnie najbardziej filozoficzna” – komentuje Eliade. Ptah stwarza już duchem i słowem. Dzięki niemu inni bogowie przybrali kształt widzialny – rośliny, kamienia, gliny. Nie byłoby świata i bogów bez stwórczego aktu ducha, myśli i słowa Ptaha. Chrześcijanie przecierają ze zdumienia oczy: toż to zarys naszej teologii Słowa, które było na Początku.

Ozyrys rządził Egiptem jako król energiczny i sprawiedliwy. Zazdrosny Set – brat boga-faraona – wymyślił pułapkę. Obstalował pięknie wymodelowaną skrzynię, wydał ucztę, zaproszonym oświadczył, że kto z gości zmieści się w skrzyni, może ją zatrzymać w darze. Jak ulał pasowała tylko do Ozyrysa. Set natychmiast zatrzasnął sarkofag, opieczętował ołowiem i kazał wrzucić do Nilu. Rzeka wyrzuciła trumnę na brzeg, gdzie znalazła ją zrozpaczona siostra i żona Ozyrysa – Izyda.

Chciała ciało odesłać z powrotem, ale Set je przechwycił i posiekał na czternaście kawałków, które rozrzucił po całym Egipcie. Izydzie udało się je odszukać, prócz penisa. Zrobiła sztuczny, a że była wielką czarodziejką, udało się jej męża ożywić przed zabalsamowaniem i zajść z nim w ciążę. Pogrzebała Ozyrysa i uciekła w deltę Nilu, gdzie urodziła syna Horusa. Gdy chłopak dorósł, stoczył o królewską schedę po ojcu długi bój z Setem, który zniszczył mu podczas walki lewe oko (oczyma Horusa są Księżyc i Słońce). Zwyciężył, a odzyskane oko ofiarował Ozyrysowi, przywracając mu w ten sposób życie. Set został zamieniony w barkę wożącą Ozyrysa po świętym Nilu.

Ale Ozyrys żyje już innym życiem – jako „czarny bóg”, władca umarłych i pan cyklów przyrody. Horus musiał zstąpić do krainy śmierci, by wprawić w ruch duszę swego ojca: Ozyrysie, patrz. Ozyrysie, słuchaj. Podnieś się. Ożyj. Odszedłeś, ale powróciłeś, spałeś, ale się zbudziłeś, umarłeś, ale znów żyjesz – opisują spotkanie ojca z synem w zaświatach „Teksty Piramid”. Mumie smarowano czarną żywicą na znak dalszego życia umarłych. Zwycięstwo nad śmiercią było przesądzone, ale życie po życiu zależało od sędziego zmarłych.

Sprawiedliwy Ozyrys, kochająca Izyda, wierny Horus. Van der Leeuw pisał w „Fenomenologii religii”: rodzaje i warstwy bogów są z sobą w różnych stosunkach pokrewieństwa, a najprostszą ich formą jest chyba triada: ojciec, matka i dziecko.

„Rodzinna trójca jest tak mocno zakorzeniona w świadomości ludzkiej, że nawet chrześcijaństwo nie mogło się jej wyrzec i zachowało triadę Jezusa, Marii i Józefa jako trójcę katolickiej pobożności ludowej”.

Grunt pod Betlejem mogła przygotowywać nawet mitologia grecka, choć biegunowo odległa w swym obrazowaniu od surowego chrześcijaństwa. Włoski mitograf Roberto Calasso tak opisuje we wspaniałej książce „Zaślubiny Kadmosa z Harmonią” stwórcze wyczyny Pana Olimpu: „Zeus z wysoka przyglądał się Semele (Księżyc) w kąpieli, porażony miłosnym urzeczeniem. Wzrok boga prześlizgiwał się po jej mokrej skórze, od stóp aż po gładką szyję, wyrzekając się tylko wpatrywania w sekret łona. (...) Bóg niecierpliwie rzucał okiem na słońce. Dopiero w nocy miał się dostać do łożnicy Semele. (...) Zeus znalazł się w łożu Semele, przybrawszy postać byka o ludzkich kończynach. Potem przemienił się w panterę. Potem w młodzieńca z wieńcem z pędów winnych na pierścieniach włosów. Potem ostatecznie wybrał kształt doskonały: stał się wężem. Przedłużał zespolenie z dziewczyną, jakby to miała być historia nie mająca końca: powtarzał w skrócie dzieje tego boga, który właśnie rozpoczynał swój żywot. Potem owinąwszy się zwykłym sobie splotem wokół jej korpusu i otoczywszy jej piersi przepaską ze swoich łusek, zrosił ją płynnym miodem, niepodobnym do wężowego jadu. (...) Dionizos został poczęty w chwili, kiedy Zeus wypowiedział imię, jakie powtarzano przez całe wieki, chcąc go wezwać: Euoi!” (przeł. Stanisław Kasprzysiak).

Gdy Semele była w szóstym miesiącu, Hera, żona Zeusa, zazdrosna o jego miłosne podboje, przebrała się za staruszkę i poradziła dziewczynie: zażądaj od kochanka, by ci wreszcie wyjawił, kim jest. Bo może jest potworem? Ale bóg odmówił prośbie, a kiedy Semele w rewanżu odmówiła mu amorów, wpadł w gniew i przybrał postać grzmotu i błyskawicy. Semele spłonęła. Na szczęście Hermes uratował dziecko, które nosiła w sobie i wszył je Zeusowi w udo. Bóg ciążę donosił i wydał syna na świat. Dlatego Dionizos nosi przydomek „podwójnie urodzony”, „dziecko podwójnych wrót”.

Na rozkaz Hery dziecię rozszarpali na kawałki i ugotowali tytani, ale jego babka poskładała go (jak Izyda Ozyrysa) i Dionizos zmartwychwstał. Zszedł po swą matkę do zaświatów (jak Horus po Ozyrysa) i wrócił z nią na ziemię, trzymając ją za rękę. Gdy czcił go już cały świat, wstąpił do nieba i usiadł po prawicy ojca Zeusa jako jeden z dwunastu bogów Olimpu.

Grecy znali więc motyw boga noszonego w łonie śmiertelnej kobiety, a zrodzonego z nieśmiertelnego boga-ojca. Jak Egipcjanie – motyw trójcy bogów, troskliwej bożej matki, spowiedzi umarłych. Świat przedchrześcijański znał też religijny motyw dziewictwa jako źródła mocy i szczególnej świętości.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj